Kiełb: Żałowałem porażki Klincza z Politechniką
Jacek Kiełb po kilkuletniej przerwie powrócił do Grudniowego, ale poi raz pierwszy zagrał w SP 1 na Bocianku. Dla Klincza były reprezentant Polski, piłkarz Korony Kielce zdobył 17 bramek, ale z poczuciem niedosytu zakończył przygodę z turniejem. Podopieczni Rafała Maciaszka byli o krok od awansu do szesnastki, niestety w decydującym boju ulegli Politechnice 2:3, choć prowadzili 2:0. – Szkoda, bo finały mieliśmy w zasięgu ręki – mówi Jacek Kiełb.
Z ambicją grasz wszędzie, czy w ekstraklasie, czy w turniejach. To wynika z charakteru?
Jacek Kiełb: Poprzednie dwa starty w Grudniowym, w Football Factory wyglądały zupełnie inaczej. Wtedy w Grupie VIP kopało się przede wszystkim dla zabawy, na lajcie. W OPEN jest inaczej, a duże wrażenie zrobiło na mnie przygotowanie rywali. My zebraliśmy skład naprędce, a inne drużyny coś ze sobą grały, niektóre ćwiczyły. Turniej Grudniowy stoi na wysokim poziomie, bo uczestnicy wiedzą jak grać w trójkach. Bardzo mi się podobało na Bocianku, fajna atmosfera, organizacja, ciekawe mecze. W Klinczu zagrałem, bo zgłosił się do mnie Rafał Maciaszek, bardzo w porządku człowiek, który dużo robi dla sportów walki w Kielcach. Przyjemnie było zagrać pod szyldem Klincza, a tych, co lubią sporty walki serdecznie zapraszam na Wesołą.
Po głosie można wywnioskować, że odczuwasz niedosyt. Klincz mógł zajść dalej w Grudniowym 2016?
Dojrzewaliśmy w trakcie turnieju, bo trzeba pamiętać o małym doświadczeniu zespołu na trójkach. Awans do drugiej rundy uzyskaliśmy szczęśliwie, z piątego miejsca, a na wyższym pułapie graliśmy już lepiej. Zabrakło… nie wiem czego, bo z Politechniką powinniśmy wygrać. To był jedyny mecz na trójkach, po którym naprawdę ogarnęła mnie wściekłość. Nie przyszedłem na turniej po to by sobie popykać, chciałem ugrać wraz z kolegami jak najwięcej . Do szesnastki zabrakło nam detali. Cenię sobie jednak, że wystąpiłem w Klinczu i w Grudniowym, tak znanym turnieju, w którym bierze udział rzesza piłkarzy z występami w reprezentacji Polski w CV.
Co ci się najbardziej podoba w trójkach?
Niby pięć minut gry, a wchodzi w nogi. To bardzo szybka odmiana futbolu, gdzie nie ma przestojów. Zwracałem uwagę na pewne niuanse, fajnie niektóre zespoły przechodziły z ataku trójką do obrony dwójką i pozwala oddawać strzały na swoją bramkę z ostrego kąta. Dobre ekipy starają się ograniczać możliwości rozgrywających po stronach przeciwnych i potrafią szybko dokonywać zmiany. Jak Klincz mnie powoła następnym razem, a już wyrażam gotowość. Gra w trójkach to dla mnie przyjemność.
Jesteś zadowolony z rundy jesiennej w swoim wykonaniu w Koronie Kielce?
Nie, bo miałem za duże wahania formy. W tym czarnym okresie nie szło mi, kolegom i odbiło się to na wynikach. Potem jednak pokazaliśmy, że tworzymy wartościowy zespół, a ostatnie spotkanie, wygrane z Lechią 2:0 to dobry prognostyk na wiosnę.
Jaki scenariusz dla Korony na drugą część sezonu?
Mamy zgraną ekipę, wielu z nas powinno być w jeszcze lepszej dyspozycji niż jesienią i… dostaniemy się do lepszej ósemki w ekstraklasie.









