Legia po Ajaksie i przed Ajaksem
W sezonie 1990/91 Legia Warszawa po raz ostatni w swojej historii poradziła sobie z wiosenną przeszkodą w europejskich pucharach. Dzięki wygranej w dwumeczu z Sampdorią Genua (1:0, 2:2) stołeczny zespół wywalczył przepustkę do półfinału PZP. Druga część sezonu zwykle nie wychodziła polskim klubom, nie tylko Legii. Po remisie z Ajaksem Amsterdam 0:0 w 1/16 finału Ligi Europy zastanawiamy się nad szansami ekipy Jacka Magiery na awans.
Fot. Piotr Kucza
Szczęście z golem
Ajax na Łazienkowskiej zdobył prawidłowego gola, czego nie zauważyli sędziowie, włącznie z tym bramkowym. To kolejny kamyczek do ogródka UEFA i FIFA, które nie chcą zdecydowanie postawić na wprowadzenie nowoczesnych technologii do piłki nożnej. – Gola nie było, bo arbiter go nie uznał – śmiał się po spotkaniu golkiper Legii, Arkadiusz Malarz. 36-latek zachował czyste konto, a 0:0 to nienajgorszy rezultat przed rewanżem. W poprzednich pucharowych bojach wiosną, w pierwszych starciach legioniści odpowiednio: przegrali z Ajaksem 0:1, zremisowali ze Sportingiem Lizbona 2:2, zremisowali z Panathinaikosem 0:0, ulegli Manchesterowi United 1:3, a potem odpadali.
Niezawodny Pazdan
Ajax, choć nie ma w swoich szeregach piłkarzy z najwyższej półki pod względem technicznym górował nad Legią. Różnicę w jakiś sposób niwelowali Waleri Kazaiszwili (ale za dużo strat), Miroslav Radović, Vadis Odjidja-Ofoe, potem Guilherme, sporo szumu zrobił też Michał Kucharczyk. Goście mieli zbyt dużo miejsca w środku pola, a defensywni pomocnicy Legii zwykle byli ciut za nimi. Na szczęście większość dziur łatał Michał Pazdan, prawdziwy szef obrony, który pokazał, że nawet zbliżając się do 30-tki można czynić postępy. Z Pazdanem Legia jest bardzo solidna w obronie.
Zero z tyłu
Jacek Magiera chciał wygrać z Ajaksem na Łazienkowskiej, ale przede wszystkim liczyło się to by nie stracić gola. Drugi cel został zrealizowany, a Ajax może w rewanżu zgubić pewność siebie. Niby piłkarsko holenderski zespół wygląda lepiej, ale można go ograć, a nawet wystarczy bramkowo zremisować. Co prawda w Holandii zabraknie pauzującego za kartki Miro Radovicia, lecz można rzucić od początku błyskotliwego Guilherme, nieobliczalnego Kucharczyka i skarcić zespół Petera Bosza. Magiera to kumaty trener, który wie, jak wydusić z zawodników co mają najlepsze. Skoro remisuje się z Realem Madryt 3:3, wygrywa ze Sportingiem Lizbona 1:0 to nie można nie wierzyć w sukces na obiekcie Ajaksu Amsterdam. To już nie Ajax z Arkadiuszem Milikiem w składzie.



