Smoła po debiucie: Apetyt rośnie
Michał Smolarczyk ma już za sobą debiut w ekstraklasie. Smoła w meczu Korona – Wisła Płock (4:2) wszedł w 86 minucie za Iljana Micanskiego. Starał się, raz nawet był faulowany. – Tyle lat na to czekałem – mówi Michał Smolarczyk, wychowanek Korony, którego droga powrotna do macierzystego klubu wiodła przez Wicher Miedziana Góra, Moravię i Wierną Małogoszcz. Jesienią pozyskany przez żółto-czerwonych napastnik strzelił 9 bramek w trzeciej lidze.
Warto było czekać tyle na debiut w ekstraklasie?
Michał Smolarczyk: Zawsze warto wierzyć w spełnienie marzeń. Moje wcześniejsze rozstanie z Koroną nie było dla mnie miło, a tak ogólnie przeszło bez większego echa. Myślałem jak nastolatek, nie byłem gotowy na poważny futbol i podążyłem inną drogą. Cieszę się, że na niej spotkałem wielu super ludzi, jak choćby Marka Bębna. On, zasłużony ligowiec tłumaczył mi na każdym kroku co trzeba robić, wytykał błędy. Trzeba czasami zrobić duży krok do tyłu, by skoczyć mocno do przodu. Pięć lat się tułałem - Wicher, Moravia, Wierna, ale wszędzie strzelałem gole i byłem przekonany, że dostanę szansę w ekstraklasie. Wierzę w siebie, cieszę się z debiutu, ale już myślę o kolejnych meczach. Iljan Micanski powiedział – pierwsze minuty są, będą następne, przyjdą gole, ale muszę pracować, nie zachłystywać się tym, że trener Bartoszek wpuścił mnie na końcówkę z Wisłą Płock.
Co czułeś wchodząc na boisko?
Adrenalinę i ulgę, bo wreszcie się doczekałem tej ekstraklasy. Nawet koledzy z Korony byli zaskoczeni, że tak szybko otrzymałem szansę.
Jak oceniasz swoje premierowe parę minut w elicie?
To na pewno inna piłka niż w trzeciej, czy czwartej lidze. Wszedłem jak losy spotkania były już rozstrzygnięte, miałem sporo miejsca. To dla mnie fajne doświadczenie, a następnym razem wypadnę lepiej.
Chyba było z kim pograć z przodu…
Oczywiście. Żeby grać z lepszymi piłkarzami za wszelką cenę chciałem się wyrwać z trzeciej ligi. Już trudno mi się było motywować, nie wyobrażałem sobie siebie dalej w niższych ligach. Ekstraklasa to inna półka, kibice, piękne stadiony, telewizja, otoczka. Po to się uprawia piłkę, żeby grać o jak najwyższe cele. Nie uważam swojego pobytu w Wichrze, Moravii i Wiernej za stracony czas, przeszedłem szkołę życia i to mi wyjdzie na dobre w ekstraklasie.
Apetyt rośnie?
Rośnie. Chcę dostawać więcej szans od trenera Korony i je wykorzystywać. Piotr Tworek, asystent Macieja Bartoszka ostatnio przypomniał mi, że niedawno byłem w czwartej lidze, a to, że jestem obecnie w ekstraklasie tylko powinno mnie zachęcać do ciężkiej pracy. Zgadzam się z tym, nie chcę tego szybko stracić i zamierzam zdobywać bramki dla Koronki. Zdjęcia Wajda Foto







