Europejskie rozstanie Legii
Po zajęciu trzeciego miejsca w grupie Ligi Mistrzów Legia mierzyła w wyeliminowania Ajaksu w 1/16 finału Ligi Europy, ale po raz kolejny ten szczebel okazał się zbyt trudny do przeskoczenia. Podopieczni Jacka Magiery strzelili wcześniej 4 gole w dwumeczu Realowi Madryt (strata 8), 4 w rewanżu Borussii Dortmund (porażka na wyjeździe 4:8), a nie byli w stanie sforsować defensywy zespołu Petera Bosza. Porażka w Amsterdamie 0:1 zakończyła europejską przygodę Legii.
Słabość w ataku
Na mecze 1/16 finału LE nie udało się wypełnić luki po odejściu Nemanji Nikolicia i Aleksandara Prijovicia. W ataku Legii nie odnajduje się Tomas Necid, któremu wcześniej kiepsko wiodło się w tureckim Bursasporze, może on po prostu nie pasuje do stylu zespołu Jacka Magiery. Próby przesunięcia Michała Kucharczyka na szpicę też nie przyniosły trafień w Europie. Nie da się bez zębów z przodu przejść nawet Ajaksu, który gra niby fajnie, ale ustępuje takiej Borussii Dortmund, czy nawet Sportingu Lizbona. Opowiastki o braku szczęścia Legii w sytuacjach podbramkowych nie przekonują nawet przedszkolaków.
Minimalizm
Jacka Magierę chwalono za odważną postawę w bojach z Realem Madryt i BVB, ale zabrakło tego w Holandii. Ajax wyszkoleniem technicznym bił Legię na łeb i szyję, co widać było w sposobie przyjmowania piłki (z wyjątkami), ale gospodarze nie stwarzali wielu okazji, a w obronie mieli sporo mankamentów. Tych słabości defensywnych Legia nie wykorzystała, wyszła na murawę jakby z przekonaniem: co ma być to będzie. Przegrała i ktoś napisał o podniesionych głowach, coś w tym stylu, smuty. Dopiero po stracie gola mistrzowie Polski udowodnili, że są w stanie coś zaoferować w ataku, lecz za późno było na odwrócenie losów rywalizacji. Bramki zdobywane z Realem Madryt, Borussią nie znaczą już wiele po odpadnięciu bez strzelenia gola z Ajaksem. Temu rywalowi Legia nie potrafiła zaaplikować choćby jednej bramki w czterech spotkaniach 1/16 Ligi Europy (0:1, 0:3, 0:0, 0:1).
Nie ta jakość
Remisy 3:3 z Realem Madryt, wygrana 1:0 ze Sportingiem Lizbona nie mogą zaciemniać nieco zakłamanego obrazu Legii. Jeszcze za Besnika Hasiego mistrzowie Polski męczyli się z Trencinem, Dundalkiem, a potem przyjęli w dwóch spotkaniach 14 goli (!!!) od Borussii Dortmund. Jacek Magiera zrobił z Legią poważne kroki do przodu, ale w całym sezonie w Europie liczby stołecznego zespołu nie rzucają na kolana. 4 zwycięstwa – 5 remisów – 5 porażek, bilans bramkowy 16-27, chluby to nie przynosi, ale najważniejszy cel – awans do grupy Ligi Mistrzów udało się zrealizować. Udało, bo szczęśliwie, lecz nikt o tym nie będzie po latach pamiętał. Jeśli Legia, która sporo zarobiła (18 mln euro od UEFA) chce się stać powtarzalna musi mieć znacznie lepszych piłkarzy niż choćby: Arkadiusz Malarz w bramce, Damian Dąbrowski w obronie, Michał Kopczyński w środku pola, czy Michał Kucharczyk. Legia potrzebuje konkretnych wzmocnień, dających jakość, a nie przepłacania na zawodników, którzy przychodzą do niej wyłącznie dla kasy. Przykład stołecznego klubu z sezonu, gdy dotarł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów i był naszpikowany reprezentantami Polski daje do myślenia. Przecież bossowie z Łazienkowskiej chcą wielkiej Legii, nie bojącej się pograć odważniej niż w Amsterdamie.



