Sebastian Hajduk: Odbudowa w Unii
Sebastianowi Hajdukowi wróżono przyzwoitą karierę, wychowanek Bucovii otarł się o poważniejszy futbol w Zagłębiu Sosnowiec (Młoda Ekstraklasa), w Sandecji, ale większość czasu spędził w województwie świętokrzyskim. 28-latek wierzy, że jego ostatni krok z trzecioligowej Wiernej Małogoszcz do czwartoligowej Unii Sędziszów, świadomy do tyłu pozwoli mu się jeszcze wybić wyżej. – Nie poddaje się – zapewnia Sebastian Hajduk.
W Unii grasz dla przyjemności czy pieniędzy?
Sebastian Hajduk: Zawsze grałem dla przyjemności w piłkę, w Sędziszowie jest tak samo. Jak przekroczę trzydziestkę pomyślę więcej o kasie, ale najważniejsze by czerpać radość z futbolu.
Dlaczego nie występujesz w zespole z wyższej klasy rozgrywkowej?
Z Wiernej poszedłem do Unii, bo ciężko było mi znaleźć coś lepszego. Temat Polonii Bytom upadł, ale może i dobrze, bo to klub, w którym nie ma nawet ciepłej wody i jedyne co w nim kusi to możliwość występów w drugiej lidze. Dobrze znam się z trenerem Andrzejem Orzeszkiem, lecz postawiłem na Unię, gdzie gram regularnie, mogę pomóc drużynie. Ktoś powie czwarta liga, lecz nie ma sensu, bym z tym dyskutował, robię swoje wierząc, że gra w Sędziszowie pomoże mi w piłkarskiej odbudowie.
Młoda Ekstraklasa w Zagłębiu Sosnowiec to był twój piłkarski szczyt?
Sam fakt gry w takich rozgrywkach z i przeciw znanym zawodnikom, przykłady Macieja Korzyma, Marcina Komorowskiego. Młoda Ekstraklasa poziomem była zbliżona do trzeciej ligi, jeździło się po fajnych stadionach, więc uznaję tę przygodę za owocną.
Dlaczego nie przebiłeś się w Sandecji Nowy Sącz?
Sam sobie zadaje to pytanie. Do przedostatniego sparingu z Tatranem Presov miałem miejsce w pierwszym składzie Sandecji. Trener stawiał na trójkę środkowych pomocników – defensywnych Rafała Berlińskiego i Darka Gawęckiego, ja byłem przed nimi. Po potyczce z Tatranem nagle okazało się, że 11 osób trafiło na listę transferową i zostałem wypożyczony do Orlicza Suchedniów. Na pewne kwestie nie mamy wpływu, a najbardziej żałuje, że nie podpisałem umowy z Zagłębiem Sosnowiec, które wówczas spadało z ekstraklasy. Gdybym się na to zdecydował zagrałbym w najwyższej klasie rozgrywkowej, i to od razu na Wiśle Kraków, co otworzyłoby mi więcej możliwości.
Ktoś ci mówił jakie błędy popełniasz na boisku?
Moim piłkarskim ojcem jest trener Waldemar Domagała i on nie szczędzi mi uwag. Podkreślał nie raz, że najważniejsze, by głowa się nie gotowała.
Nie masz wrażenia, że za długo holujesz piłkę?
Nie zgadzam się z tym, ale są momenty, że holowanie się przydaje. Kiedyś na Kieleckim Futbolu napisano, że gram w poprzek boiska, co potem podłapano w szatni Wiernej. Czasami się zdarzało, ale bez przesady. Cenię konstruktywną krytykę.
Masz jakiegoś menedżera?
Kiedyś miałem. Pierwszy raz na testach w Sandecji znalazłem się z Tomkiem Puchrowiczem. Dobrze się spisywaliśmy, lecz Tomka przyblokował Naprzód, a u mnie transfer nie doszedł do skutku, bo menedżer wyskoczył z takim żądaniami, że działacze z Nowego Sącza zwątpili. Szybko się rozstaliśmy.
Duża różnica dzieli czwartą ligę od trzeciej?
Na razie w Unii rywalizowałem z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, ale mam wrażenie, że poziom czwartej ligi poszedł w górę. Kwartet zespołów walczy o awans, w każdej ekipie grają jacyś nieźli zawodnicy. Choćby Szymek Gryz w Lubrzance, najlepszy ofensywny pomocnik z jakim byłem w jednej drużynie. Ma chłopak pokrętło.
Jakie cele stawiasz sobie w barwach Unii?
Podstawa to się utrzymać i pragnę w tym pomóc kolegom. W Unii dzieje się wiele dobrego, działacze mają duże ambicje, ale na razie trzeba udanie zakończyć ten sezon. Cieszę się, że tu gram i podkreślam, że nie powiedziałem w piłce ostatniego słowa.



