Czas Burdenskiego w Koronie
Dieter Burdenski, były 12-krotny reprezentant Niemiec, legenda Werderu Brema jest już oficjalnie nowym właścicielem 72 procent akcji Korony Kielce. Funkcję prezesa pełni już Krzysztof Zając, swego czasu filar GKS Katowice, który zamierza szybko zakończyć konflikt z kibicami z Młyna. Marek Paprocki objął funkcję wiceprezesa, a musi teraz nowym władzom wiele spraw naświetlić, do tego ma dobry pogląd na finanse klubu.
Burdenski umiejętnie odpowiadał na pytania dziennikarzy, unikał wdawania się w kwestie personalne. – Najważniejsza jest pierwsza drużyna, która walczy o miejsce w czołowej ósemce ekstraklasy. Nie mam żadnych powiązań z menedżerami piłkarskimi – mówił słynny przed laty bramkarz (rezerwowy w kadrze Niemiec na MŚ 1978 i Euro’84, który chce stawiać w Koronie na piłkarzy z naszego kraju. – Korona to polski klub – podkreślał i dementował możliwość zatrudnienia Franciszka Smudy, jego serdecznego przyjaciela. Ze zdobytych przez nas informacji jawi się postać Burdenskiego jako solidnego biznesmena, z dużym doświadczeniem w branży futbolowej. – Mamy plan, krok po kroku Korona ma się stawać coraz lepsza – tłumaczy Zając. – W Kielcach drzemie wielki potencjał – wtórował mu Burdenski. Uśmiechnięty, pełen zapału prezes zdaje sobie sprawę z nawału pracy jaki go czeka i zamierza zamieszkać w mieście, w którym siedzibę ma Korona. – Dużo można tu zrobić – zakończył Burdenski.
Ważne zadania dla Zająca
- Zakończyć konflikt z kibicami.
- Uporządkować kwestie szkolenia młodzieży. Choć Robert Stachura wykonuje nieźle swoją robotę w klubie pracuje zbyt wielu kiepskich szkoleniowców, którym wydaje się, że zjedli wszystkie rozumy i więcej udają, że pracują, niż naprawdę pracują. Trzeba postawić na byłych, niezłej klasy piłkarzy i skończyć z republiką kolesiów.
- Polepszyć bazę treningową i warunki pracy dla drugiej drużyny i grup młodzieżowych, bo wcale nie jest tak dobrze, jak niektórzy przedstawiają. Nie można dopuścić do sytuacji, że za obóz zespołu z Centralnej Ligi Juniorów płacą rodzice zawodników.
- Zorganizować sieć skautów z prawdziwego zdarzenia, nie uprawiać sztukę dla sztuki. Każdego co pół roku rozliczać z jego zadań.
- Nawiązać poważną współpracę z klubami z niższych lig i szkółkami piłkarskimi, tak by obie strony miały z tego tytułu korzyści.
- Nie zabraniać młodym zawodnikom uczestnictwa w treningach indywidualnych poza klubem.
- Przyciągnąć więcej ludzi na stadion Korony.
- Ograniczyć liczbę pracowników klubu i zostawić, takich, których działanie przynosi konkretne efekty.
- Zatrudnić dyrektora klubu z nazwiskiem.
- Współpracować z byłymi gwiazdami Korony na polu promocji, skautingu. Aż dziw bierze, że klub nie wykorzystuje choćby wizerunkowego potencjału Grzegorza Piechny.



