Triumf Korony okiem Surmy
W rodzimej Ekstraklasie stanowi absolutny fenomen. Dla młodych piłkarzy, a takich w jego zespole przecież nie brakuje, jest przykładem godnym do naśladowania. Jak Łukasz Surma (39 l.), absolutny rekordzista pod względem liczby rozegranych spotkań w polskiej lidze (552 występy), ocenia niedawną, jednobramkową wygraną Korony Kielce nad Ruchem Chorzów?
By zachować jeszcze jakiekolwiek nadzieję, na grę w grupie mistrzowskiej Ruch musiał pokonać zespół Macieja Bartoszka. Ze stolicy województwa świętokrzyskiego wyjeżdżacie jednak w kiepskich nastrojach. Porażka oznacza jedno. Niebiescy w tym sezonie do końca będą musieli walczyć o utrzymanie.
ŁUKASZ SURMA, POMOCNIK RUCHU CHORZÓW: - De facto od pierwszych kolejek rundy wiosennej wiedzieliśmy w jakiej sytuacji się znajdujemy. Mieliśmy świadomość, że nie będzie łatwo, jednak staraliśmy się zrobić wszystko co w naszej mocy, by znaleźć się w górnej ósemce tabeli. Trudno było jednak oczekiwać, iż dostaniemy się tam z ostatniego miejsca, tracąc 16 punktów. Musielibyśmy wygrać wszystkie spotkania. To karkołomne zadanie. Nie ukrywaliśmy tego, że do Kielc przyjeżdżamy po 3 punkty. Fakty są takie, że musimy skupić się na walce o utrzymaniu. Liczyliśmy na to, by mieć w dorobku jak najwięcej oczek przed fazą play off.
Sytuacja z początku meczu, kiedy Miłosz Przybecki minął golkipera Korony i nie pozostało mu nic innego, jak tylko wpakować futbolówkę do pustej bramki z pewnością zostanie zapamiętana na długo.
Mogło być 1:0 dla nas. Stało się jak się stało. Miłosz nie zdobył w tej sytuacji gola i wiem, jak trudna była to dla niego sytuacja, by oswoić się z tą myślą. Najważniejsze, że później nie schował głowy w piasek, przeprowadzając kilka ciekawych akcji. To jego plus. Niektórzy po czymś taki załamaliby się. Nie on.
Gospodarze czymś was zaskoczyli?
Sporo ożywienia wnieśli nowi gracze, którzy w Koronie pojawili się po przerwie. Kielczanie w dużych fragmentach przeważali, co przełożyło się na trafienie. U siebie stanowią niezwykle groźny zespół, który na pewno zasłużył na to by rywalizować z czołówką tabeli. Do rozegrania pozostały jeszcze 2 kolejki. Zobaczymy jak będzie.
Po meczu trener Waldemar Fornalik chwalił zespół, twierdząc iż Ruch rozegrał dobry mecz. W głowie pozostała sytuacja z poprzedniego tygodnia i osławionego w mediach treningu (z powodu zaległości finansowych piłkarze odmówili wzięcia udziału w zajęciach – przyp.red.)?
Pozostawię to pytanie bez komentarza.
Tabela po podziale punktów jeszcze bardziej się spłaszczy. Nie ma obaw, że w przypadku waszego zespołu powtórzy się sytuacja z ubiegłego sezonu, kiedy Podbeskidzie Bielsko Biała też do końca walczyło o wejście do ósemki, a później z hukiem spadło z ligi?
Dla Ruchu każda, kolejna potyczka będzie miała wielkie znaczenie. Dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy w polskiej Ekstraklasie pojawiła się reforma rozgrywek, przekonałem się, iż od początku tej fazy trzeba punktować. Nie oglądamy się na inne drużyny, tylko liczymy na siebie. Każdy o tym wie. To nic odkrywczego. Nikt nie połozy się przed nami i poprosi o najniższy wymiar kary.
W ostatnich dniach wiele mówi o kolejnej zmianie rozgrywek. Które z rozwiązań jest dobre: obecne czy podział tabeli na dwie części bez dzielenia punktów?
To złożony temat, który z pewnością pojawia się w wielu dyskusjach między piłkarzami. Pod uwagę trzeba wziąć kilka czynników. Na pewno igrzyska są. Kibice do ostatniej kolejki interesują się losami swoich ekip. Włodarze ligi muszą jednak zastanowić się nad tym, czy wraz ze wzrostem zainteresowania rozgrywkami, podnosi się ich poziom. To podstawowe pytanie. Liga jest przede wszystkim po to, by dostarczać zawodników do reprezentacji i by kluby mierzyły się w europejskich pucharach. Nad tym trzeba się zastanowić. Jestem sceptycznie nastawiony do tego typu pomysłów. Na pewno jest ciekawiej, ale czy lepiej? Nie uważam, by przy 18- zespołowej lidze, poziom obniżył się. Rozmawiał Rafał Roman. Fot. Karol Barwicki




