Ekstraklasa (30): Korona – Termalica 0:1
Remis z Legią na Łazienkowskiej i zakończenie konfliktu z kibicami z Młyna sprawił, że w Kielcach zapachniało większym futbolem. Korona wydawała się być faworytem walki o czołową ósemkę ekstraklasy, a przy dobrych wiatrach nawet remis z Termaliką mógł jej dać promocję. Piłkarze czuli presję, jakiej nie było ładnych parę lat i już pierwsze minuty pokazały, że Koronę czeka ciężka przeprawa, najbardziej z samą sobą…
Atmosfera klasa
Na meczu z Termaliką pojawiło się być może nawet około 13 tysięcy kibiców i stworzyli kapitalną atmosferę. Frekwencja to zasługa powrotu fanów z Młyna, ale rodzi się pytanie, dlaczego tyle osób nie przychodziło na Koronę na poprzednie spotkania… Miejmy nadzieję, że ci, którzy zawitali na Termalikę przyjdą na kolejny mecz w Kielcach. W końcu prawdziwi koroniarze powinni mieć Koronę w sercu zawsze, nie tylko gdy nadarza się szansa na jakiś fajny wynik. Od porządnego wsparcia odzwyczaili się ostatnio podopieczni Macieja Bartoszka i sami chyba za bardzo się nakręcili, co odbiło się na jakości gry.
Dramat z happy-endem
W środku pola w Kielcach rządził Vlastimir Jovanović, były zawodnik Korony. Jovka wrócił do zdrowia (miał problemy z siatkówką oka) i formy w najważniejszym momencie. Grał na luzie, w przeciwieństwie do spiętych pomocników Korony, której brakowało pomysłu w ofensywie. Kielczanie stracili gola po swoim głupim błędzie, niefrasobliwości Milana Borjana (i tak za rundę wypada go oceniać pozytywnie) i po nim ich położenie się pogorszyło. Z minuty na minutę szanse Korony na wejście do czołowej ósemki się zmniejszały, płynęły wieści o niekorzystnych rezultatach na innych stadionach. W końcówce świetną okazję do wyrównania zmarnował Abalo (blok Kornela Osyry), a z dobitki nie trafił Miguel Palanca. W doliczonym czasie Abalo trafił, sędzia początkowo dał do zrozumienia, że gola uznał. Stadion oszalał, na krótko, bo okazało się, że był spalony. Polały się łzy piłkarzy Korony, ale… Wisła Płock wyrównała z Arką i to przesunęło kielecki zespół na ósme miejsce. Nic już dodawać nie trzeba.
Nie tylko szczęście
Korona dostała się do najlepszej ósemki, bo na to zapracowała, choć w ostatniej serii gier sezonu zasadniczego pomógł jej splot różnych okoliczności. Spotkanie z Termaliką przekonało, że zespół Macieja Bartoszka ma problem ze stabilizacją formy. Nie korzystając z Iljana Micanskiego (kontuzja) w dwóch meczach żółto-czerwoni nie zdobyli bramki. Bułgarski napastnik to ważne ogniwo Korony i trzeba jak najszybciej postawić go na nogi. Mecze w grupie mistrzowskiej to okazja do sprawdzenia zawodników, którzy grają rzadziej, choćby Michała Smolarczyka i początek budowy zespołu na nowy sezon. Fundament już jest, ale przydałyby się dwa, trzy wzmocnienia, takie by drużyna, nie bała się grać pod presją. Jak się mierzy wysoko trzeba sobie radzić z dużymi wymaganiami.
Ekstraklasa – 30 kolejka
22.04.2017, sobota
Korona Kielce – Termalica Nieciecza 0:1 (0:0)
0:1 Dawid Nowak 56 prawą nogą (dobitka strzału Misaka)
Korona: Borjan – Rymaniak, Dejmek, Diaw, Kallaste – Żubrowski, Możdżeń (75 Vanja Marković) – Pyłypczuk (71 Górski), Aankour (77 Abalo), Palanca – Kiełb.
Termalica: Trela – Szarek, Osyra, Putiwcew, Ziajka – Kupczak, Jovanović – Miković (90+3 Babiarz), Stefanik, Misak (79 Kędziora) - Nowak.
Żółte kartki: Możdżeń, Palanca, Abalo, Dejmek, Kwiecień (z ławki) – Putiwcew, Szarek, Miković.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: oficjalnie 11999, nieoficjalnie ponad 13000.
Jaromir Kruk / zdjęcia Kamil Walas



