Dramat Kalisty
Dochodziła 74. minuta meczu Łysica Bodzentyn – Moravia Morawica, kiedy jeden z zawodników gości brutalnym wślizgiem zamiast w futbolówkę trafił w nogi Mirosława Kalisty. Gospodarze prowadzili 2:0 i wydawało się, że nic złego nie może już się im stać. Wystarczyło zaledwie kilka centymetrów wyżej, by były napastnik płockiej Wisły, mógł całkowicie zapomnieć o uprawianiu sportu.
Łysica po bramkach Dariusza Anduły z rzutu wolnego oraz Mariusza Jarosa była na najlepszej drodze do tego, by zakończyć spotkanie z Moravią w roli zwycięscy. Więcej niż o samym meczu i wygranej za 3 punkty, po ostatnim gwizdku arbitra mówiło się o paskudnej kontuzji snajpera gospodarzy Mirosława Kalisty. Pierwsze informacje nie były zbyt optymistyczne (złamanie lub pęknięcie kości śródstopia). Sytuacja z 74. minuty wywołała mnóstwo kontrowersji. Na murawie mocno zaiskrzyło, bo oprócz kolegów z drużyny, na boisko wbiegli trener Janusz Cieślak i prezes klubu z Bodzentyna Stanisław Kucała. Problem, jak podkreśla szkoleniowiec miejscowych, jest bardziej złożony i nie dotyczy tylko tej sytuacji.
- Sędziowie nie nadążają za akcją. Niekiedy nie są w stanie wychwycić tego, czy dany zawodnik był faulowany czy nie. W tym przypadku należał nam się rzut wolny i żółta karta, którą powinien ujrzeć gracz Moravii. Co ciekawe obyło się bez kratki – tłumaczy szkoleniowiec świętokrzyskiego IV-ligowca. – Nie chcę nic sugerować, ale być może arbitrzy mają swoje sympatie. Warunki na boisku w Bodzentynie były trudne, ale równe dla obu drużyn. Z pewnością to nie powinno być usprawiedliwieniem dla sędziego, który bardziej swoimi decyzjami wprowadzał nerwową atmosferę – dodał.
Kalisty, którego zaletą jest szybkość nie byli w stanie dogonić dwa obrońcy Moravii. Jednak to co stało się później, nigdy tym bardziej na szczeblu amatorskiego futbolu nie powinno się zdarzyć. – Sędzia w rozmowie ze mną tłumaczył się, że nasz zawodnik upadł na murawę bo... boisko było nierówne. Takie tłumaczenie nie znajduje żadnego uzasadnienia. A jakiekolwiek próby dialogu z sędzią kończą się zwykle tym, że trenerzy odsyłani są na trybuny. Mirek wypracował sobie dogodną okazję do podwyższenia prowadzenia. Rywale zostali z tyłu. Na początku źle to wyglądało – stwierdził szkoleniowiec Łysicy.
Wychowanek starachowickiej Juventy, który w tym sezonie zdobył dla swojego zespołu ponad 20 goli i samodzielnie przewodzi klasyfikacji strzelców, może mówić o sporym szczęściu. Kto wie, czy gdyby nie brutalna interwencja zawodnika gości skończyła się zamiast trafieniem dwiema nogami (w piłkarskim żargonie określa się to mianem sanek) w kostkę Kalisty, a w kość piszczelową, moglibyśmy mówić o przedwczesnym zakończeniu przygody z futbolem. – Gramy w piłkę, a nie chodzi o to by połamać sobie nogi. Tym bardziej dziwne jest dla mnie to, że sędzia nie pokazał za to zagranie kartki. Dla tego kto faulował obyło się bez kary – podkreśla trener Cieślak, który zwraca uwagę na jeszcze jeden, istotny szczegół.
Puchar czeka
- Nie trzeba być fachowcem medycznym by ocenić czy doszło do kontaktu z przeciwnikiem czy nie. W tym przypadku tak było. Na nodze Kalisty pojawił się obrzęk. Nie doszło do skręcenia. Z ławki słychać było uderzenie, dlatego tym bardziej dziwi taka, a nie inna reakcja sędziego – zaznaczył nasz rozmówca. - Po badaniu USG okazało się, iż Mirek ma naciągnięte ścięgno Achillesa. Na szczęście z torebką stawową wszystko jest w porządku. Na stopie zrobił się krwiak. Kość śródstopia jest cała. Potrzebne będzie ok. 10 dni przerwy od treningów i meczów o punkty – dodał. Przed Łysicą dwa trudne pojedynki. W środę, 24 maja półfinał Pucharu Polski na szczeblu okręgu z rezerwami Korony Kielce, a trzy dni później ciekawie zapowiadająca się konfrontacja z sandomierską Wisłą.
- Musimy zrobić wszystko by jak najwięcej zawodników było gotowych do gry – mówi Cieślak. RAFAŁ ROMAN
ŁYSICA BODZENTYN - MORAVIA MORAWICA 2:0 (1:0)
1:0 Dariusz Anduła (22), 2:0 Mariusz Jaros (64)
Sędziował: Damian Muchacki. Widzów: 100.
ŁYSICA: Bilski - Dulęba (87. Kucała), Szymoniak, Płusa, D. Kowalski - Garbacz (80. Stodulski), Ryba, D. Chrzanowski, M. Kalista (75. Barucha) - Anduła, Jaros.
MORAVIA: P. Kubicki - Miszczyk, B. Młynarczyk, Radomski, Wójcik - Salwa, K. Kubicki, Bęben, Kraj (66. Piecyk) - Zawadzki, Kopyciński (66. Dziewięcki).



