Piotr Rogala: Wdzięczny Koronie
Rozwiązanie drużyny rezerw Korony wywołało kontrowersje w środowisku piłkarskim, ale najbardziej dotknęła samych zawodników. Dla wielu z nich ta decyzja oznacza koniec przygody z w miarę poważnym futbolem, kilku może liczyć na propozycje z innych klubów. W tym gronie jest Piotr Rogala, który zasługiwał wcześniej na poważną szansę w pierwszej drużynie, ale tak naprawdę się jej nie doczekał. Mimo tego nie ukrywa wdzięczności do Korony.
Sezon 2016/17 był dobry w twoim wykonaniu?
Piotr Rogala: Zostałem przesunięty na pozycję defensywnego pomocnika, co mi odpowiada, bo mam podczas meczów więcej kontaktów z piłką. Poprawiłem odbiór i wydaje mi się, że poczyniłem sportowy postęp. Na pewno jestem gotowy do gry w wyższej lidze niż czwarta i może uda mi się przebić do składu MKS Kluczbork. Z tego klubu dostałem zaproszenie na testy.
Dla Korony II trzecia lokata w czwartej lidze to był wynik poniżej oczekiwań?
Po rundzie jesiennej zanosiło się, że skutecznie powalczymy o awans, mieliśmy dobra pozycję wyjściową. Liczyłem na udany atak z drugiego miejsca, ale wiosna nam nie wyszła jak oczekiwaliśmy. Rotacje w zespołach rezerw są na porządku dziennym, ale u nas niektóre wymusiły kontuzje i odczuwaliśmy braki składowe w kluczowych spotkaniach. Z Wisłą Sandomierz, która wywalczyła awans mogliśmy nawet wygrać na wyjeździe, lecz zabrakło skuteczności. Paradoksalnie na mnie najlepsze wrażenie zrobił Naprzód Jędrzejów, bo grał dobrą i ciekawą piłkę, ale nie znalazło to odzwierciedlenia w tabeli.
Porażka ze Zdrojem Busko w Kielcach zadecydowała o niepowodzeniu Korony II?
Meczu nie wypada mi oceniać, bo pauzowałem z powodu kontuzji. Nie mogłem go nawet zobaczyć, ze względu na egzamin w szkole. W sezonie w lidze grało się 34 mecze, nie jeden, a porażkę ze Zdrojem można było odrobić.
Nie myślisz, że ta przegrana zdecydowała o rozwiązaniu Korony II po sezonie?
Nie wiem. Na pewno każdy z zawodników Korony II miał większe ambicje niż gra w czwartej lidze, a decyzję nie podejmowaliśmy my, tylko właściciel. Drużyna do końca sezonu starała się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki, mieliśmy świadomość, że walczymy o piłkarską przyszłość.
Zawirowania w klubie tak wpływały na formę ekipy Korony II podczas rundy wiosennej?
U nas grało dużo młodych chłopaków, którym brakowało doświadczenia w seniorskim futbolu, nawet na poziomie czwartej ligi. Starszych, jeszcze z Młodej Ekstraklasy reprezentowaliśmy ja, Michał Stachura, Adrian Bednarski i chcąc nie chcąc, choć korzystaliśmy z posiłków z zespołu Macieja Bartoszka zdarzyły nam się niepotrzebne wpadki. Z Czarnymi Połaniec prowadziliśmy 1:0 po 90 minutach i zamiast uspokoić grę, przytrzymać piłkę w obronie poniosła nas fantazja i rywal wyrównał.
Jak oceniasz poziom czwartej ligi świętokrzyskiej minionym sezonie?
Bardzo zróżnicowany. Tak jak mówiłem mi się podobał piłkarsko Naprzód. Wisła kadrowo wyglądała najlepiej, miała też indywidualności, które przechylały szalę w ważnych momentach i dlatego awansowała. Smuci to, że tymi rozgrywkami nie interesuje się nikt z zewnątrz, w ogóle świętokrzyski region traktuje się w kraju niczym zaścianek, grajdołek.
W Koronie nie miałeś możliwości zaistnieć w ekstraklasie?
U trenera Ojrzyńskiego byłem blisko, ale jak zostałem zaproszony na trening pierwszej drużyny skręciłem kostkę. Potem dopadły mnie różne poważne kontuzje, zerwałem wiązadło w kolanie, odezwała się łąkotka i trzeba było walczyć o powrót do zdrowia. Gdy doszedłem znów do siebie mogłem zagrać u trenera Brosza, 4 razy siedziałem na ławce w ekstraklasie, byłem brany pod uwagę do występu w pucharowym spotkaniu z Wdą Świecie, ale… doznałem pęknięcia kości. Pech, ale liczę, że sobie to powetuje.
Jakie cele sobie stawiasz w dalszej przygodzie z piłką?
Małymi kroczkami chce iść do przodu. Mam nadzieję, że przekonam do siebie trenera w Kluczborku, będę tam grał. Kuba Żubrowski, którego bardzo cenię świadomie przeniósł się do Mielca i ze Stalą szedł jak burza, by trafić z powrotem do ekstraklasowej Korony. Nigdy nie wolno się poddawać, trzeba walczyć, pracować i wtedy jest większa szansa, że przyjdą efekty.
Dlaczego Korona nie docenia swoich wychowanków?
W każdym klubie na świecie wychowankowie mają trudniej. Proszę zobaczyć ilu chłopaków ze szkółki Zagłębia Lubin, uważanej za świetną rusza w kraj i czasami uda się niektórym wrócić. Każdy piłkarz pracuje na swój wizerunek, a w futbolu nie ma miejsca na sentymenty.
Widzisz siebie jeszcze kiedyś w Koronie w ekstraklasie?
Koronie zawdzięczam wszystko, pomagała mi w trudnych sytuacjach, także gdy leczyłem kontuzje. Nie żegnam się z tym klubem, powiem tylko do zobaczenia, jak trener Probierz Jagiellonii i zobaczymy jak się potoczą moje losy. Oczywiście w ekstraklasie dla Korony bardzo bym chciał występować. /JKM/ Fot. Karol Barwicki






