Murawski: Wisienki zabrakło
Radosław Murawski wydawał się być pewniakiem Marcina Dorny do pierwszej 11 na UEFA Euro U-21, ale mecze ze Słowacją i Szwecją przesiedział na ławce rezerwowych. Dostał dopiero szansę z Anglią w Kielcach, i choć na tle Pawła Dawidowicza wypadł bardzo dobrze to nie był do końca zadowolony ze swojej postawy. Biało-czerwoni ulegli Anglii 0:3 i zakończyli grupę na ostatnim miejsce z dorobkiem jednego punktu. Nie tego się spodziewano.
Chyba nie tak wyobrażałeś sobie swój debiut na UEFA Euro U-21 2017?
Radosław Murawski: Dla mnie najważniejsze, że dostałem tą szansę. Chciałem ją wykorzystać, ale przy takim wyniku moja gra pójdzie w zapomnienie.
Wierzyliście w zwycięstwo z Anglią?
Zawsze wierzyliśmy. Dostaliśmy głupią bramkę na 0:1, piłka odbiła się od naszego obrońcy i zmyliła Kubę Wrąbla. Z naszego stałego fragmentu zrodziło się trafienie numer dwa dla Anglii. Potem rywal się rozkręcił, my graliśmy w dziesiątkę, był rzut karny i nie już o czym mówić. Szkoda na pewno mojej okazji, bo dostałem prezent od angielskiego golkipera i miałem zbyt mało miejsca, a najpierw chciałem dograć do Jarka Niezgody. Nie uderzyłem soczyście i nie mogłem zrobić krzywdy Pickfordowi.
Czyli nie był to twój turniej życia?
Kończy się pewien etap w mojej przygodzie. Cały czas spędzony z młodzieżówką zapamiętam pozytywnie. Rozwinąłem się jako piłkarz, należałem do trzonu tej drużyny. Inaczej wyobrażałem sobie Euro, które miało być wisienką na torcie, a tak się nie stało.
Anglicy byli tacy mocni?
Na pewno niektórych chłopaków dopadło zmęczenie, brakowało świeżości. W Kielcach Anglicy nie forsowali tempa, ale byli od nas lepsi i zasłużyli na zwycięstwo. Pewnie gdybyśmy pewne sprawy rozegrali inaczej mogliśmy się cieszyć z awansu. Każdy skreślał Słowaków, a oni okazali się czarnym koniem imprezy, byli o krok od półfinału. W Lublinie pokazali nam trochę futbolu. Szwedzi zawsze się liczą, a Anglicy dysponują piłkarzami z Premier League. Przyjdzie czas na analizy, ale drugi raz już Euro 2017 nie rozegramy.
Jak wytłumaczysz brak celnych strzałów Polaków w meczu z Anglią?
Nie da się tego wytłumaczyć. Nie było widać u nas chęci strzelenia bramki. Z boiska wydawało mi się, że można ich zaskoczyć, ale nic z tego nie wynikało. Kibice nas fantastycznie dopingowali po 0:1, 0:2, 0:3, a ja czułem, że dostajemy młotem po głowie. Potem już po zakończeniu spotkania obyło się bez wyzwisk, podziękowano nam za grę, a jak skandowali: walczyć, trenować, Polacy muszą panować to czułem się niezręcznie. Zawiedliśmy…
Przy drugiej bramce mogłeś zachować się lepiej?
Na pewno, trzeba było na dupie pojechać, ale pytanie czy Gray by mnie wtedy nie zawinął. Nie chciałem iść na raz w polu karnym. Wyszło jak wyszło, czyli źle…
Kogoś z grona Anglików byś wyróżnił?
James Ward-Prowse, ich kapitan ze stałych fragmentów chyba nie zagrał ani razu niecelnie. Gość ma ułożoną stopę i w tym turnieju błyszczy. Oni mają kilku zawodników na wysokim poziomie, ale uważam, że byli do ogrania, oczywiście nie przed nas w takiej dyspozycji.
Po tym turnieju nie uważasz, że ligę polską od lepszych zachodnich dzieli przepaść?
My robimy pół roku do przodu, inni w tym czasie wykonują dużo większe susy. Reprezentacja to nie to samo co liga, ale jakieś przełożenie ma. Chciałbym trafić do jakiegoś dobrego zagranicznego klubu, by czuć, że się rozwijam. Finały Euro U-21 dały ciekawy materiał poglądowy i wiemy, że musimy pracować jeszcze ciężej. Po tym turnieju czuje ogromny niedosyt, pragnąłem w jakiś sposób odwdzięczyć się fanom za wsparcie, lecz się nie udało. Korzystając z okazji pragnę pozdrowić wszystkich fanów i uczestników Turnieju Grudniowego z Kielc, ludzi z MMW Szalunki z Pawłem Kosmalą na czele, Kasię Mielnik i inne osoby, które tak mnie wspierały.
Zauważasz jakie jest pragnienie futbolowych sukcesów w Polsce?
Pierwsza reprezentacja pokazuje, że można, zburzyła wiele stereotypów. To hasło Polacy nic się nie stało mnie irytuje i wraz z kolegami z młodzieżówki liczyliśmy na fajną przygodę. Nic z tego nie wyszło.
Wyjechałeś ze zgrupowania kadry Dorny i już tu nie powrócisz. Boli?
Boli. Łezka się kręci w oku, ale to zaczyna dopiero docierać do mnie. Jest mi bardzo przykro, że tak się to kończy, że nie wygrałem z Anglią na swoje pożegnanie. Mam nadzieję, że kiedyś dostanę szansę rewanżu z Anglikami. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Wajda Foto / Kasia Mielnik







