Banda świrów w Gdyni
- W sporcie wygrywa nie ten kto lepiej gra, ale ten kto wie czego chce – specyficznie wygraną Arki z Midtjylland 3:2 w eliminacjach Ligi Europy skomentował trener żółto-niebieskich Leszek Ojrzyński. Po zwolnieniu z Korony nie spełnił się w Podbeskidziu, z hukiem wyleciał z Górnika Zabrze, wieszczono już jego koniec, ale nagle rękę wyciągnęła do niego Arka Gdynia. Tam spotkał m.in. Krzysztofa Sobieraja, gościa który też przeżywał swoje upadki, ale nawet na chwilę się nie poddał.
Gdy Arka sięgała na Stadionie Narodowym po Puchar Polski uważano to za wyskok, nawet przypadek. Późniejsze boje w ekstraklasie to w pewnym stopniu potwierdzały, gdynianie balansowali nad przepaścią, ale utrzymali się. Do sezonu 2017/18 słynny herszt Ojrzyn, założyciel Bandy Świrów z Korony już przygotowywał zespół i zaszczepił mu swoje zasady. – Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – dewiza muszkieterów przyjęła się w Arce. Szef zawsze rządzi, to też musieli zaakceptować zawodnicy i nawet mający mocny charakter Sobieraj, dziecko Bocianka pogodził się z tym, że nie będzie grał w każdym meczu. Wystąpił na Legii i spełnił kolejne marzenie, zdobył z kolegami Superpuchar Polski. Śniły mu się już starcia z AC Milan w III rundzie eliminacji Ligi Europy, ale los rzucił nad polskie morze duński Midtjylland, klub który na rozkładzie miał m.in. Manchester City, Southampton, FC Brugge, Manchester United, Ferencvaros. Mało medialny, ale cholernie mocny przeciwnik wydawał się wielu ekspertom nie do pokonania przez ludzi Ojrzyńskiego, ale trener dobrze pamiętany w Kielcach odrobił lekcje domowe i dołożył od siebie coś ekstra. 27 lipca Gdynia żyła meczem Areczki z Duńczykami i nikt nie przejmował się padającym deszczem. Kibice przygotowali świetną oprawę, a piłkarze żółto-niebieskich wyszli na murawę jak komandosi mający do wykonania akcję specjalną. Ebere Paul Onuachu, dwumetrowiec z Nigerii w napadzie zespołu Jessa Thorupa przerażał, ale zajęli się nim do spółki Krzysztof Sobieraj, Michał Marcjanik i Dawid Sołdecki. Arka walczyła, lecz chyba zaskoczyła sama siebie wychodząc na prowadzenie. Marcus Vinicius, Brazylijczyk nazywany przez Sobieraja bratem pokazał akcję w… brazylijskim stylu i strzelił piękną bramkę. Goście szybko wybudzili Arkowców z letargu i 5 minut później prowadzili 2:1. Koniec nadziei? U Ojrzyńskiego, który całe życie czekał na szansę w Europie takie myślenie nie przejdzie, gospodarze jeszcze raz zadziwili Skandynawów i Marcus z karnego wyrównał. 2:2 do przerwy. Spodziewał się ktoś takiego obrotu sprawy? Po zmianie stron Arka przetrwała napór Duńczyków, a w doliczonym czasie cios zadał im Rafał Siemaszko. Teraz ten piłkarz będzie już postrzegany jako człowiek, który pogrążył Midttyjland, nie przez pryzmat trafienia ręką z Ruchem w ekstraklasie. Żółto-niebiescy zadziwili Polskę i teraz widzi się w nich nie nieudaczników zarządzanych przez niechcianego szkoleniowca, tylko porządną kapelę, która przed nikim nie pęka. Zdjęcie Tadeusz Skwiot/sport photo.pl






