Brosza ziemia obiecana
Po sezonie 2015/16 władze Korony nie zdecydowały się na przedłużenie umowy z Marcinem Broszem, który utrzymał w Kielcach ekstraklasę, a pod jego batutą kilku zawodników wskoczyło na wyższy poziom. Brosz miał długofalowe plany na Koronę, lecz nie dostał możliwości ich realizacji. Długo na pracę nie czekał, bo dostał ofertę ze spadkowicza z elity, Górnika Zabrze. Miał za zadanie powrócić z nim do ekstraklasy co uznawano za Mission Impossible.
Metody Brosza, który w 2013 roku wprowadził Piasta Gliwice do eliminacji Ligi Europy nie wszystkim się podobają, ale trenerów rozlicza się z wyników. W Zabrzu Brosz nie miał łatwo. Problemy finansowe klubu, ogromna presja, mocna konkurencja na zapleczu elity – to wszystko wskazywało, że Górnik nie podoła. Po 19 kolejkach zabrzanie zajmowali ósme miejsce w tabeli ze stratą 8 punktów do premiowanej awansem lokaty i mało kto liczył, że ją osiągną. 21 kolejka – porażka z Pogonią Siedlce 1:2, 23 – przegrana z Zagłębiem Sosnowiec u siebie 1:2, 24 – przegrana w Kluczborku z outsiderem MKS 1:2 – wydawało się, że jest pozamiatane, a w klubie zrobiło się bardzo nerwowo. Trener przesunął do rezerw kilku ważnych piłkarzy i pracował dalej z tymi, w których wierzył chyba tylko sam. O awansie już nikt nie mówił, bo nawet w piłce o cuda trudno. Olimpia 2:1, Bytovia 1:0, Wigry 0:0, Chrobry 0:2… Po 28 kolejce znów niewiele wskazywało, że Brosz osiągnie cel. – Jak wygramy wszystko do końca to awansujemy – zapowiedział nieco buńczucznie, ale piłkarze na których stawiał mu wierzyli. Chojniczanka 6:1, Stomil 4:2, GKS Katowice 1:0, Znicz 2:1, Podbeskidzie 4:0 – seria wygranych znów wywindowała Górnika na drugie miejsce. Ludzie Brosza jechali równo, a konkurenci się potykali. W ostatniej kolejce rywale w bitwie o awans liczyli, że Górnik straci punkty w Puławach, ale po golu niezawodnego Igora Angulo w 21 minucie klub-legenda wyszedł na prowadzenie i nie oddał go do końca. Co z tego, że momentami zabrzanie rozpaczliwie się bronili, jak cel został osiągnięty. Brosza denerwują opinie, że jest piewcą defensywnego stylu gry, sam mówi, że dopasowuje go pod wykonawców. Pewnie śmiał się czytając opinię o tym, że beniaminek to faworyt do spadku, ale ci eksperci nie wiedzieli chyba jaką pracę wykonał w Zabrzu. Przekonały się o tym Legia i Wisła Kraków u progu sezonu 2017/18, które na Górnym Śląsku przy pełnych trybunach i wspaniałym dopingu odpowiednio przegrały 1:3 i 2:3. Praca, praca, praca – to dewiza Brosza. Prosta? Zgadza się, ale nie każdego ligowca w Polsce da się zmusić do wysiłku. Gdy Marcin Brosz dowiedział się, że Radosław Murawski przeniósł się z Piasta Gliwice do Palermo ucieszył się, bo to on dał mu zadebiutować w ekstraklasie i europejskich pucharach. Trener Górnika jest przekonany, że z obecnej ekipy, czyniącej porutę na najwyższym krajowym szczeblu, nie bojącej się grać ofensywnie grupa chłopaków zrobi duże kariery. Tomasz Loska (1996), Adam Wolniewicz (1993), Mateusz Wieteska (1997), Michał Koj (1993), Damian Kądzior (1992), Maciej Ambrosiewicz (1998), Szymon Żurkowski (1997), Rafał Kurzawa (1993), Łukasz Wolsztyński (1994) – żaden z dziewięciu Polaków, którzy wyszli w podstawowej 11 na Wisłę Kraków nie przekroczył trzydziestki. Doświadczenie nie jest atutem Górnika, ale Brosz nie zabija fantazji podopiecznych i stara się dbać o detale ważne w ich rozwoju. Specjalista od awansów (z Polonią Bytom do II ligi, z Koszarawą Żywiec do III, Piastem do ekstraklasy, Górnikiem do ekstraklasy) też poznał gorzki smak niepowodzeń, ale to ma pomóc mu w osiągnięciu czegoś ekstra. Jak mu się uda to ciekawe jak skomentują to ci, co nie chcieli go w Koronie? /JKM/ Fot. Kasia Mielnik



