Legia grać, ku… mać
- Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie – skandowali kibice Legii po meczu z Sheriffem Tiraspol w eliminacjach Ligi Europy. – Legia grać, kurwa mać – to wielokrotnie usłyszeli podopieczni Jacka Magiery, gdy doszli do Żylety, ale chyba niespecjalnie się tym przejęli, bo ważne, że kasa się zgadza. Im na pewno, niekoniecznie klubowi z Łazienkowskiej, gdyby mistrzowie Polski nie awansowali do fazy grupowej Ligi Europy.
23 sierpnia 2016 roku fatalnie grająca Legia pod wodzą Besnika Hasiego zremisowała z Dundalk 1:1 i zapewniła sobie promocję do wymarzonej Ligi Mistrzów. Tamtego wieczora, w zespole na którym wieszano psy grali choćby Vadis Odjidja-Ofoe, Nemanja Nikolić, z ławki weszli Bartosz Bereszyński, Aleksandar Prijović. To byli futboliści ze znakiem jakości, o czymś takim w obecnej Legii nie ma mowy. Dużo się zmieniło na przestrzeni roku, Hasiego zastąpił Jacek Magiera, którego wynoszono pod niebiosa, a prawda jest taka, że kolejne mistrzostwo Polski to zasługa Odjidji-Ofoe, dziś już piłkarza Olympiakosu. Stolicę Polski wcześniej niż Belg opuścili Prijović i Nikolić, nie ma Bereszyńskiego czy Igora Lewczuka. Magiery już się nie chwali, coraz częściej pojawiają się głosy, że Legia nie jest przygotowana do sezonu, nie ma pomysłu na grę, w drużynie nie widać chemii. Ot, zebrało się grono najemników inkasujących niezłe sianko, robiących z siebie gwiazdy, a tak naprawdę dzisiejsza ekipa Legii należy do najsłabszych w dziejach klubu. Wyeliminowanie z Ligi Mistrzów przez Astanę, blamaże w ekstraklasie z Górnikiem Zabrze, Termaliką, męczarnie z Sandecją nie są dziełem przypadku. Być może Magiera płaci za zbytnie spoufalenie się z zawodnikami, ale na Boga, jacy to są zawodnicy. O Guilherme nikt się w Europie nie zabija, Thibault Moulin po odejściu Vadisa wygląda jak zagubiony we mgle, brak powołań do reprezentacji Czech dla Adama Hlouska można spokojnie wytłumaczyć. Za co bierze kasę Artur Jędrzejczyk, takich wątpliwości jest sporo. Kiedyś taki bramkarz jak Arkadiusz Malarz nie miałby racji bytu w Legii pełnej gwiazd. Na takie miano zasługuje Cristian Pasquato, facet z Juventusem w CV, który tuła się od klubu do klubu z etykietką człowieka, który przybijał piątkę z Alessandro Del Piero. Nagle Maciej Dąbrowski czy Jakub Czerwiński nie stali się futbolistami na miarę Europy, a w naszej szmacianej i przepłacanej ekstraklasie od czasu do czasu im się uda. Szef Legii marudzi, że kasę z Ligi Mistrzów musiał wydać na pokrycie długów, ale co to obchodzi kibiców wymagających konkretnych wyników? Nic. W Legii przy korycie zebrała się grupa najemników, którzy próbują skonsumować ile się da, a jak nadarzy się okazja to czmychają do innego koryta. Ambicji sportowych im raczej brakuje, a że kibice krzykną „Legia grać, kurwa mać” to trzeba to przyjąć na klatę. To co dzieje się na Łazienkowskiej nie przystoi najpotężniejszemu klubowi Polski, ale chyba nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Oby tylko karawana dotarła do fazy grupowej Ligi Europy, bo jak się zatrzyma w Tiraspolu to się okaże, że nikt nie wyłoży większych funduszy za Pazdana, Moulina, Guilherme. I trzeba będzie pożyczać by spłacać długi i płacić pieniądze gwiazdorkom, którzy na nie zasługują. Błędne koło… /JKM/ Fot. Kasia Mielnik



