4: Raport – Kamienna i Łysica
Zamiast imieninowego prezentu, rozczarowanie i kolejna w tym sezonie strata punktów. Kamienna Brody nie rozpieściła swoich sympatyków, a także szkoleniowca zespołu, który bez wątpienia liczył na znacznie lepszy wynik. – Coraz trudniej rozmawiać i tłumaczyć następne, przegrane spotkanie. Nasza gra wyglądała mizernie – powiedział, po ostatnim gwizdku arbitra, wyraźnie niepocieszony trener Marcin Wróbel. Jego ekipa uległa Lubrzance 0:1.
Sobotnią porażkę z trybun stadionu w Brodach obserwował Andrzej Kobylański, członek drużyny Janusza Wójcika, która podczas pamiętnych dla polskich kibiców Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie (1992), sięgnęła po srebrny medal. Były zawodnik ostrowieckiego KSZO, łódzkiego Widzewa, a także klubów z niemieckiej Bundesligi (m.in. Hannover 96, Energie Cottbus) mógł poczuć się rozczarowany postawą gospodarzy.
- Na pewno nie tak wyobrażałem sobie, że wyglądać będą moje imieniny. Nie chodzi w tym momencie o mnie, ale przede wszystkim o klub – stwierdził szkoleniowiec Kamiennej Marcin Wróbel. – Nasza gra pod względem skuteczności sięgnęła dna. Trzeba otwarcie powiedzieć: do ostatniego gwizdka wierzyłem, że będziemy w stanie odwrócić losy rywalizacji i przynajmniej zremisować. Stało się inaczej. Mocno zastanawiam się nad tym, co trzeba zrobić by zmotywować zespół. Do końca rundy pozostał jeden mecz. Mam swoje ambicje i pewne decyzje trzeba podjąć. Oczywiście nie na gorąco, po przegranej. Nie chcemy drążyć dalej tej niemocy. Trudna noc przede mną. Podobnie zresztą jak miało to miejsce w ostatnich tygodniach. Nie po to człowiek kształci się, by piłka i wyniki nie sprawiały radości. A dziś niestety tak jest. Nie dziwię się zarówno włodarzom klubu jak i kibicom, którzy mogą być zniesmaczeni rezultatami. Nie bronię w tym momencie zawodników i siebie – dodał szkoleniowiec.
Jedyna bramka padła w 39. minucie, po pięknym uderzeniu zza pola karnego, w wykonaniu doświadczonego Michała Brachy. – Po to jestem sternikiem tego statku, by wyprowadzić go na prostą. Zawodnikom de facto nikt nie dał podstaw ku temu, by sądzili, że ich dni w Kamiennej są już policzone. Wprost przeciwnie. W klubie i z klubem osiągnęli pewien sukces, ale to już jest historia. Nie będą wybielać się po meczach, zakończonych z zerowym dorobkiem na koncie. Dziś nie jest czas i miejsce na to by kogoś podsumowywać. Na takie refleksje przyjdzie moment, po zakończeniu rundy. Zawodnicy nie mogą myśleć co dalej, powinni dawać coś więcej, niż tylko minimalizm – podkreślił trener Kamiennej. – W spotkaniu z Lubrzanką chęci i woli walki nie można było im odmówić. Przykro to mówić, ale porażka to ukoronowanie dotychczasowej niemocy – dodał. Drużyna z Brodów, po raz kolejny nie była skuteczna.
- Napastnicy, którzy są z nami do tej pory nie zawodzili mnie. Kamil Dziadowicz, którego znam doskonale z występów w KSZO daje dużo, ale nie jest to jego najwyższa dyspozycja. Pokazuje się do gry, jednak napastników rozlicza się z bramek. Młodzi tacy jak Piotr Pyskaty czy Bartłomiej Niedbała dopiero co wchodzą do dorosłej piłki. Widać, że starają się, walczą. Więcej mogę wymagać od bardziej doświadczonych graczy. Gramy nieodpowiedzialnie. To klucz do niepowodzeń – znaczył trener Wróbel, który odniósł się do występów z poprzedniego sezonu.
– Byliśmy skuteczni głównie w defensywie. Maszyna dobrze funkcjonowała, ale ktoś wsypał w jej tryby piach. Ciężko cokolwiek powiedzieć dobrego o naszej postawie. W dużej mierze biorę za wyniki pełną odpowiedzialność. Ja ten zespół tworzyłem, dałem klubowi i zarządowi chwile radości. Teraz jest więcej smutku i niepowodzenia. Po ostatnim meczu siądziemy i na spokojnie porozmawiamy. Nie chcę dalej uczestniczyć w porażkach. Po to związałem się z futbolem, by osiągać sukcesy. Zawiedliśmy na całej linii, prezesa, panią wójt. Musimy uderzyć się w piersi – zakończył szkoleniowiec Kamiennej. Rafał Roman
4 liga świętokrzyska
16. kolejka – 11.11.2017, sobota
ŁYSICA BODZENTYN – MORAVIA MORAWICA 3:2 (1:0)
1:0 Mirosław Kalista (18), 1:1 Wojciech Młynarczyk (76), 2:1 Mirosław Kalista (81), 3:1 Mirosław Kalista (85), 3:2 (89)
Sędziował: Krzysztof Adach (Kielce). Widzów: 50.
ŁYSICA: Wróblewski - Pietrzyk (78. Anduła), Kołodziejski, Czerkaszyn, Cielibała Ż, Garbacz (71. Dulęba), Trela Ż, Gryz, Kowalski (62. D. Chrzanowski), Jaros (89. Koprowski), Kalista. Trener: Krzysztof Trela.
KAMIENNA BRODY – LUBRZANKA KAJETANÓW 0:1 (0:1)
0:1 Michał Bracha (39)
Sędziował: Sławomir Skalski (Skarżysko-Kam.). Widzów: 50.
KAMIENNA: Dymanowski - Praga (46. Pyskaty), Kardas (74. Niedbała), Zięba, Kozera, Świątek (57. Maciejczak), Jedlikowski, Gajewski (46. Jagieła), Dziewięcki, Dziadowicz, Frańczak. Trener: Marcin Wróbel.
LUBRZANKA: Żyła - Borzęcki, Zawierucha, Piwowarczyk, Zwierzyński (76. Kozubek Ż), Kumor, Czeneszkow, Foks, Orliński, Bęben (73. Skrzyniarz), Bracha. Trener: Dariusz Kozubek.



