Z Szymoniakiem po awans
- Jak się stwarza okazja do walki o awans to dlaczego mamy nie spróbować? – pyta retorycznie Waldemar Szpiega, trener Neptuna Końskie, lidera czwartej ligi świętokrzyskiej po rundzie jesiennej. W końcu nie po to się sprowadza Łukasza Szymoniaka by zadowolić się drugim, czy trzecim miejscem. – Łukasz to uznana marka – przyznaje Szpiega, wielki entuzjasta pozyskania byłego obrońcy Korony Kielce.
Szymoniak, który w lutym ukończył 36 lat ma w swoim CV 2 mecze rozegrane w ekstraklasie. W sezonie 2005/06 zagrał w Koronie przeciw GKS Bełchatów (od 64 minuty, wynik 0:0) i Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski (całe spotkanie, 3:0 dla Korony). W elicie więc nie poniósł porażki, a mierzył się z takimi napastnikami jak Radosław Matusiak czy Adrian Sikora. Zebrał dobre recenzje, lecz został przesunięty do drużyny rezerw żółto-czerwonych i grywał w Młodej Ekstraklasie. Później, w sezonie 2008/09 wystąpił jeszcze w dwóch spotkaniach w pierwszej lidze, ostatni raz 3 września 2008 z GKS Katowice (2:1), na lewej obronie. W niższych klasach mistrz Grudniowego 2006 (z Barcą) cieszył się uznaniem trenerów i rywali, a po udanej rundzie w barwach Naprzodu Jędrzejów sięgnął po niego Neptun Końskie. Szpiegę opuściło dwóch ważnych graczy – Łukasz Rechowicz i Marcin Taler i już pojawiły się teorie, że po to by zrobić miejsce Szymoniakowi. – Z Marcinem i Łukaszem był problem odnośnie dalekich wyjazdów. Dziękuje im za dobrą grę i życzę powodzenia w dalszej przygodzie z piłką – mówi Szpiega, który ma jakościowo silny zespół, ale stosunkowo wąską kadrę. Zespół jest oparty wokół duetu Dominik Szymkiewicz – Karol Armata (mistrzowie Grudniowego 2017 z Bangiem), najlepszej pary środkowych pomocników w tej lidze, a jego niewątpliwy atut to zgranie. – Chłopaki się dobrze rozumieją. Miło się patrzy jak pracują na treningach, jak zasuwają, no i przecież im nie powiem, że gramy o drugie miejsce – dodaje trener Neptuna, którego martwi kontuzja Piotra Zielińskiego, utalentowanego napastnika, ale nie brakuje mu zawodników potrafiących strzelać gole. W Końskich wierzą, że Ireneusz Pietrzykowski ze Zdroju Busko boi się ich zespołu. /JKM/ Fot. Krystian Balicki




