Bęben: Kolorowe buty
Marek Bęben, obecny trener Moravii w ekstraklasie polskiej zaliczył aż 311 spotkań w barwach Zagłębia Sosnowiec, Górnika Zabrze, Polonii Bytom, Odry Wodzisław, z Górnikiem wystąpił też w europejskich pucharach. Ma o czym opowiadać swoim podopiecznym, kopiącym piłkę na znacznie niższym poziomie. W tym roku, ze względu na pogodę Moravia nie zaliczyła jeszcze ani jednego spotkania o punkty i to troszkę Bębna irytuje.
Kiedy zagracie o stawkę?
Marek Bęben: Jak dobrze pójdzie to w Wielką Sobotę w Brodach z Kamienną. U nas na razie boisko nie nadaje się do gry, jest zmrożone i zaśnieżone. Mamy fatalny drenaż, więc można się spodziewać, że po poważnych opadach będzie na nim stała woda. Nie gramy w czwartej lidze ze względu na uwarunkowania pogodowe, a co tu mówić o treningach. Raz siłownia, raz sztuczna nawierzchnia, rzadziej boisko naturalne, bo się zwykle nie nadaje. Bawimy się w prowizorkę, kombinujemy, także ze sparingami, po to by nie wypaść z rytmu.
Nie za długa ta zimowa przerwa?
Mamy takie warunki i pewnych kwestii się nie da przeskoczyć. Postulowałem by rundę jesienną grać do początków grudnia, ale wiele klubów się nie zgodziło ze względu na sprawy finansowe. Chodziło o to, że miały wyczerpane roczne budżety. Tak się kręci ta karuzela, związek powinien być bardziej zdecydowany i narzucać choćby terminy meczów.
Dlaczego czwarta liga świętokrzyska nie wykorzystuje w większym stopniu terminów z sierpnia i maja?
Raz się tłumaczą, że zawodnicy jeżdżą na wakacje, raz, że na majówki. Kluby muszą się dostosowywać do wymagań, jakie wiążą się z udziałem w rozgrywkach, poszerzać kadry, stawiać na młodzież, wychowanków. Przekładamy mecze, kolejki ze względu na deszcze, opady śniegu, zwykle dzień przed i to się wiąże z kolejnymi problemami. Jeśli mam spotkanie w weekend zamawiam busa w poniedziałek. Okazuje się, że mecz zostaje odwołany, więc trzeba odmówić kierowcę busa i narazić go na ewentualne straty. To są niby sprawy przyziemne, ale istotne dla funkcjonowania. Związek powinien wziąć kluby w karby, decydować o najważniejszych kwestiach, bo to wygląda śmiesznie, że trener robi zdjęcie boiska, by podjąć decyzję o przełożeniu spotkania.
Dobry ma pan chociaż aparat?
Z telefonu robiłem. Może związek kupi porządne aparaty trenerom, ha ha.

A może po prostu regionu świętokrzyskiego nie stać na 18 klubów w czwartej lidze?
Im więcej gra się meczów, tym większa szansa na podniesienie poziomu. Moim zdaniem trzeba lepiej dopracować terminarz. Zdaje sobie sprawę z tego, że w drużynach są studenci, też zaoczni, maturzyści, i tak dalej. Na szkolenie idą samorządowe pieniądze i trzeba je wykorzystywać jak najlepiej. Skoro ktoś się bawi w piłkę na jakimś poziomie to musi dążyć do tego by się rozwijać. Stawianiem na armią zaciężną daleko się nie zajedzie. Taki najemnik to najchętniej zaliczyłby w tygodniu jeden trening, albo żadnego, zagrał mecz i skasował pieniążki. Młodzież nie ma gdzie trenować. Przykład – osiedle Świętokrzyskie w Kielcach, gdzie boisko zajęła Korona i raczej jest niedostępne dla innych. Niby przybywa sztucznych nawierzchni, innych obiektów, ale często nie są projektowane z głową. Cały czas trzeba odstawiać prowizorkę, bo powiedzmy taki trener w Moravii nie może się skupiać na sprawach stricte sportowych, ale załatwiać inne rzeczy. Region świętokrzyski może się wzorować na przykład na Śląskim, gdzie futbol poukładano zdecydowanie lepiej. W Czeladzi, gdzie gra klasa A zapewniono zawodnikom kapitalne warunki, ktoś to świetnie ogarnął. Ważne by mieć pomysł, nie działać chaotycznie.
Jacyś zawodnicy Moravii są gotowi by powalczyć na głębszych wodach?
Na teraz nie ma takiej opcji. Nam brakuje regularnych, dobrych treningów, przynajmniej 4 razy w tygodniu. Nie jest tak łatwo przeskoczyć na wyższy poziom, co pokazuje przykład Michała Smolarczyka, byłego piłkarza Moravii.
A młody Michał Zawadzki?
Ma talent, chciałby być na każdym treningu, ale niebawem czeka go matura, trudna matura i nie może się w stu procentach skupić na piłce. Żeby się wybić z regionu świętokrzyskiego trzeba mieć furę szczęścia, dobrego menedżera i jeszcze trafić na podatny grunt. Liczę, że najbliższa runda okaże się przełomowa dla Mateuszka Zawadzkiego w Spartakusie, to byłby super przykład dla innych.
Zagrał pan w paru poważnych meczach w swojej karierze. Piłkarze Moravii czasami o to pytają?
Zdarza się. Moje pokolenie miało inaczej. Przychodziło się trenować na hasiokach, betonie, nikt nie odstawiał nogi, a zimowy okres przygotowań dawał mocno w kość. Biegał człowiek po pas w śniegu, pod górę, po południu była piłka, ale lekarska i tak kształtowały się charaktery. Dzisiaj chłopcy w meczach grają w srebrnych, czerwonych, złotych butach, wtedy kombinowało się, żeby mieć cokolwiek. Na buty nikt nie patrzył, ważne że były, ale pasji nikt nie odmawiał piłkarzom. Według mnie charakter to podstawa i wierzę, że młodzi to zrozumieją, tak, żeby nie było już za późno.




