Pierwsza bitwa o Narodowy
W 80 minucie kiks w newralgicznej strefie boiska popełnił Radek Dejmek, piłkę przejął Luka Zarandia, popędził na bramkę Korony, już w okolicach szesnastki ograł Adnana Kovacevicia i precyzyjnym strzałem pokonał Zlatana Alomerovicia. Arka zamiast przegrać 0:2 uległa Koronie tylko 1:2 i zmieniła kompletnie optykę przed rewanżem. Niby jeden gol, ale różnica jest duża. – Spokojnie, przecież wygraliśmy – uspokaja Michael Gardawski, pomocnik żółto-czerwonych.
Cvijanović na ławce
Gino Lettieri, trener Korony lub zaskakiwać, chyba także sam siebie. Kibice spodziewali się, że na Arkę od początku wyjdzie Goran Cvijanović, jeden z najlepszych ofensywnych pomocników w polskiej lidze, ale włoski szkoleniowiec wolał bardziej zachowawczy wariant. Jakub Żubrowski – Oliver Petrak – Mateusz Możdżeń – to miało być antidotum na Arkę, ale w początkowej fazie meczu współpraca tej trójki nie wyglądała najlepiej, a Możdżeniowi zdarzyło się kilka błędów technicznych, przy przyjmowaniu piłki. Skrzydła zabezpieczyli Michael Gardawski i Łukasz Kosakiewicz, gracze o różnych walorach, którzy nie zawiedli. Dzięki Kosakiewiczowi Korona wyszła na prowadzenie, ale w 41 minucie ku zdziwieniu publiki ten zawodnik został zmieniony na Jacka Kiełba. Jeszcze długo po końcowym gwizdku miał problem z przyjęciem tego do wiadomości, ale taka decyzja szkoleniowca mogła mu podciąć skrzydła. W Kielcach Arka zagrała aż piątką obrońców, ale zaatakowała od razu licząc na zaskoczenie. Szybko jednak nacisk gości przeniósł się na defensywę.
Gruzińskie gole
Korona wiosną nie ma takiej płynności w grze jak jesienią, co jest efektem częstych roszad i eksperymentów Lettierego. To, że ktoś zagra bardzo dobry mecz nie oznacza, że w następnym wyjdzie od pierwszej minuty. Przypadek Kosakiewicza mówi sam za siebie, a to po jego dośrodkowaniu z rogu gospodarze wyszli na prowadzenie. Główkował Oliver Petrak, dobijał Nika Kaczarawa i stadion ogarnęła euforia. Na kolejnego gola Kielce czekały do 70 minuty. Akcja Gardawskiego, strzał Jacka Kiełba i… Początkowo trafienie nie zostało uznane, ale po analizie VAR sędzia zmienił decyzję i spiker oznajmił, że autorem bramki został Kaczarawa. Gruzin dokonał tego plecami, a przecież dobry napastnik umie pokonywać golkiperów w różny sposób. – Nika to piłkarz o ogromnym potencjale – wychwalał kolegę Gardawski, ale gdzieś tam z tyłu głowy miał sytuację z 80 minuty. Nie tylko jeden Gruzin tego dnia pokazał się z dobrej strony. Luka Zarandia, joker Ojrzyńskiego wykorzystał bezwzględnie pomyłkę Dejmka, po rajdzie ograł Adnana Kovacevicia i przywrócił nadzieje obrońcom Pucharu Polski. Gino Lettieri mimo wygranej był wściekły, Ojrzyński tryskał uśmiechem. – Muszą być emocje, w końcu to Puchar Polski – podsumował szkoleniowiec żółto-niebieskich i zaprosił na rewanż 17 kwietnia. Druga bitwa o Narodowy wyłoni już zwycięzcę. /JKM/ Fot. Mateusz Kępiński – Korona Kielce
4.04.2018, środa
Puchar Polski – półfinał
Korona Kielce – Arka Gdynia 2:1 (1:0)
1:0 Nika Kaczarawa 14 głową (dobitka strzału Petraka)
2:0 Mika Kaczarawa 70 plecami (asysta Kiełb)
2:1 Luka Zarandia 80 lewą nogą (asysta Dejmek – piłkarz Korony).
Korona: Alomerović – Rymaniak, Kovacević, Dejmek, Kallaste – Kosakiewicz (41 Kiełb), Żubrowski, Petrak, Możdżeń (70 Cvijanović), Gardawski (87 Cebula) – Kaczarawa.
Arka: Pilarz – Zbozień, Marcjanik, Sołdecki, Helstrup, Warcholak – Kakoko (46 Zarandia), Kriwiec, Szwoch, Janus (58 Piesio) – Jankowski (76 Siemaszko).
Żółta kartka: Helstrup (Arka).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 9678.







