Miało być tak pięknie
Finał Pucharu Polski, Stadion Narodowy, na nim Korona Kielce. Nie, nie, nie, to się nie spełni. Żeby osiągać sukcesy w piłce nożnej warto spróbować grać ofensywnie, a w Gdyni Korona bała się zaryzykować i zapłaciła za to karę. W 85 minucie wprowadzony po przerwie Marcus Da Silva pokonał Zlatana Alomerovicia i goście się już nie podnieśli. Zamiast wielkiego święta w Kielcach jest gigantyczne rozczarowanie, zmarnowano niepowtarzalną szansę. W zasadzie zmarnował ją Gino Lettieri…
Prezent Pilarza
Strata gola na 2:1 w Kielcach sprawiła, że Korona nie mogła w rewanżu więcej uwagi poświęcać defensywie. Gino Lettieri wystawił co prawda tylko jednego napastnika – Nikę Kaczarawę, ale Gruzin dostał do wsparcia duet ofensywnych, bardzo dobrze wyszkolonych pomocników – Gorana Cvijanovicia i Nabila Aankoura. W 22 minucie Kaczarawa nie skorzystał z prezentu Krzysztofa Pilarza, który podał mu piłkę, nie oddał strzału na bramkę żółto-niebieskich, lecz zdecydował się na podanie do kolegi. Niestety, Aankour okropnie się pomylił. W początkowej fazie meczu kielczan z opresji ratowali Adnan Kovacević i Radek Dejmek. Czech popisał się ofiarną interwencją przy uderzeniu Macieja Jankowskiego. Leszek Ojrzyński tym razem wybrał ustawienie 4-4-2 z duetem Jankowski – Enrique Esqueda. Meksykański napastnik ostatnio dostaje coraz więcej minut w Arce i kibice liczą, że zacznie grać na miarę CV okraszonego udziałem w Copa America 2015 i drugim miejscem w Copa Libertadores (z Tigres).

W stylu Gino
W pierwszej odsłonie kibice oglądali ciekawe starcie, a obie drużyny dążyły do strzelenia gola. W Koronie aktywni byli Michael Gardawski, a groźne uderzenie nad poprzeczką oddał Mateusz Możdzeń. Nie pograł sobie za wiele Goran Cvijanović, zmieniony już po 41 minutach. Słoweniec dostał wcześniej żółtą kartkę, ale chyba spokojnie mógł dotrwać do końca połowy. Gino Lettieri postąpił jednak inaczej, w swoim stylu, niezrozumiałym dla nikogo. Włoski trener lubi zmieniać, rotować i w przerwie zdjął Aankoura i wzmocnił boczną strefę Łukaszem Kosakiewiczem. Z którejś z flanek żółto-czerwoni mieli zadać zabójczy cios obrońcy trofeum. W 57 minucie wykazał się Zlatan Alomerović, odbijając piłkę po strzale Adama Marciniaka, bo tak to przez 2/3 meczu były bramkarz Borussii Dortmund specjalnie się nie przepracował.
Śmierć marzeń
W 70 minucie Łukasz Kosakiewicz zmarnował sytuację sam na sam z Pilarzem. Kwadrans później to się zemściło, całe kunktatorstwo Lettierego zaowocowało golem Marcusa. Umarły kieleckie marzenia, pragnienia i Narodowy znów ugości Arkę Gdynia. Dla zespołów grających (nie grających w piłkę) tak jak Korona Kielce w Gdyni nie ma miejsca w takich meczach na takim wspaniałym obiekcie. Odejdzie Lettieri, zmieni się skład, ale zadra kieleckich fanów pozostanie. Niewiadomo czy śmiać się czy płakać… /JKM/ Fot. Paweł Jańczyk
17.04.2018, środa
Puchar Polski – półfinał, rewanż
Arka Gdynia – Korona Kielce 1:0 (0:0)
1:0 Marcus Da Silva 85 prawą nogą (asysta Ruben Jurado)
Arka: Pilarz – Zbozień, Helstrup, Marcjanik, Warcholak (35 Marciniak) – Zarandia (59 Ruben Jurado), Sołdecki, Nalepa, Szwoch – Jankowski, Esqueda (55 Marcus Da Silva).
Korona: Alomerović – Rymaniak, Kovacević, Dejmek, Kecskes, Kallaste – Gardawski (81 Janjić), Cvijanović (41 Jukić), Aankour (46 Kosakiewicz), Możdżeń – Kaczarawa.
Żółte kartki: Nalepa, Marcjanik (Arka), Cvijanović, Kovacević, Kaczarawa, Gardawski (Korona).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 6789.



