Mission impossible Mehdiego
Gonzalo Higuain, który nawet nie wyszedł w pierwszym składzie, Paulo Dybala, Mario Mandzukic – ci panowie, wiadomo głośne nazwiska nie strzelili goli w finale Coppa Italia na Stadio Olimpico w Rzymie, choć Juventus wygrał z AC Milan aż 4:0. Kto by się spodziewał, że przyćmi ich 31-letni obrońca, Mehdi Benatia. Kapitan reprezentacji Maroka dwukrotnie umieścił futbolówkę w bramce rossonerich i wysłał światu ostrzeżenie przed mundialem.
Benatia w sezonie 2017/18 w Serie A zdobył 2 gole i raczej nie pobije prywatnego rekordu z Romy (2013/14 – 5 trafień), ale dla giallorossich nie strzelał w krajowym pucharze. Urodzony we Francji Marokańczyk bramkarzy w tych rozgrywkach wcześniej nie pokonywał, a zaczął to czynić dopiero w tym finale. To ma być znakomity prognostyk na tegoroczne finały MŚ w Rosji. W eliminacjach do turnieju czterolecia Benatia wpisał się raz na listę zdobywców goli – na wyjeździe z Wybrzeżem Kości Słoniowej, w wygranym 2:0 spotkaniu. To była kluczowa potyczka ekipy prowadzonej przez Herve Renarda, znakomitego francuskiego trenera, który wygrał Puchar Narodów Afryki 2012 z Zambią i 2015 z Wybrzeżem Kości Słoniowej, a Marokańczyków wprowadził do mundialu po 20 latach oczekiwania. Renard na imprezie w Rosji będzie mógł skorzystać z pomocy swojego asystenta, którego w Maroku nikomu nie trzeba przedstawiać – Mustaphy Hadjego, najlepszego piłkarza Afryki 1998. W tamtym roku na boiskach Francji świetnie wyszkolony technicznie pomocnik przeżywał wspaniałe chwile, gol i świetna gra z Norwegią (2:2), popis w potyczce ze Szkocją (3:0) nie pomogły Lwom Atlasu wyjść z grupy i do dziś kibice mają żal do Brazylii, która uległa Norwegom 0:1. To był o niebo lepszy występ niż w USA w 1994, bo tam Maroko poległo we wszystkich spotkaniach – Belgia 0:1, Holandia 1:2, Arabia Saudyjska 1:2. Mimo długiej nieobecności na salonach fani w Rosji wymagają od podopiecznych Herve Renarda awansu do fazy pucharowej MŚ, co ostatni i jedyny raz udało się w… Meksyku 32 lata temu. Polska 0:0, Anglia 0:0, Portugalia 3:1 – dzięki tym rezultatom Maroko wygrało grupę, a w 1/8 finału postawiło się Niemcom (0:1, gol Lothara Matthauesa w 88 minucie z wolnego). Los tym razem nie obszedł się łagodnie z afrykańskim zespołem, bo w grupie trafił na gigantów ze Starego Kontynentu – Portugalię i Hiszpanię. Zanim jednak dojdzie do starć z nimi team Herve Renarda zmierzy się z Iranem i po prostu musi wygrać. Lwy Atlasu są niepokonane od 15 meczów, towarzyską wiktorią z Serbią 2:1 w Turynie pokazały, że trzeba na nie uważać. Serbom gole strzelili Hakim Ziyech z Ajaksu Amsterdam i Khalid Boutaib z Malatyaspor, a w wyjściowej 11 Renard postawił też na zawodników takich klubów jak Numancia, Fenerbahce (Nabil Dirar), Wolverhampton, Juventus, Lille, Feyenoord, Al-Jazira, Feyenoord, Galatasaray. Nie wygląda to źle, a Marokańczycy prowadzeni przez Renarda mogą się pokusić o sprawienie niespodzianek w Rosji. W sześciu spotkaniach finałowej fazy kwalifikacji MŚ 2018 Lwy Atlasu nie straciły żadnego gola, a ich defensywę próbowały przełamać silne ekipy Gabonu (z Aubameyangiem z Arsenalu), Wybrzeża Kości Słoniowej i Mali. Maroko jest bardzo zdyscyplinowanym zespołem, zawodnicy wierzą w swoje umiejętności i rozpiera ich energia. Benatia chciałby jeszcze się zrewanżować Cristiano Ronaldo za półfinał Ligi Mistrzów, do to przecież po jego rzekomym faulu sędzia podyktował w Madrycie rzut karny dla Realu, który pewnie wykonał portugalski gwiazdor. – To był absurd, coś co nie powinno mieć miejsca – mówił potem wściekły Marokańczyk. Upust swojej sportowej złości ma okazać 20 czerwca na Łużnikach w Moskwie. Przed mundialem drużyna Renarda zagra towarzysko z Ukrainą, Słowacją i Estonią. Dobór przeciwników nieprzypadkowy – Europa, a Europę też można pokonywać. /JKM/ Fot. Wajda Foto





