Szpiega: Dymanowski kłamie
Z Brodów dochodzą informacje, że Kamienna domaga się walkowera za mecz z Neptunem, który przegrała w Końskich 0:1. Zdaniem wielu uczestników i obserwatorów spotkania już pod szatnią doszło do naruszenia nietykalności cielesnej Tomasza Dymanowskiego. Nie zgadza się z tym szkoleniowiec Waldemar Szpiega, szkoleniowiec lidera, który nie pochwala kibiców, ale śmieszą go zarzuty ekipy Kamiennej.
Czy w Końskich po meczu pod szatnią został zaatakowany Tomasz Dymanowski?
Waldemar Szpiega: Nie.
To dlaczego ludzie z Kamiennej mówią, że doszło do takiego incydentu?
Bo tak się umówili. Dymanowski kłamie. Owszem, na bieżnię w trakcie meczu wbiegło dwóch naszych kibiców, których w sumie trudno nazwać kibicami, ale sytuacja została szybko opanowana. Bramkarz Kamiennej cały czas prowokował – piłkarzy Neptuna, kibiców, a że nie umie przegrać to wymyślił sobie bajkową historię.
Chyba jednak z kibiców Neptuna nie jest pan dumny?
Jak mówiłem na bieżni pojawiło się dwóch osobników, ale zostali powstrzymani. Żaden nie wbiegł na murawę. Mamy zapis video, przekażemy go do Świętokrzyskiego Związku Piłki Nożnej i wykluczam opcję ukarania nas walkowerem.
Liczy się pan z jakimiś karami?
No tak, ale w żadnym wypadku nie ma mowy o walkowerze. Niektórzy kibice zachowywali się źle, odcinam się od nich, a na boisku też trudno było opanować emocje zawodnikom. Powinno to wyglądać lepiej.
Sędzia przerwał mecz, bo bał się o zdrowie jego uczestników?
Bzdura. Mecz został rozegrany, wygraliśmy 1:0, sędziemu nic nie groziło, a my powinniśmy ponieść konsekwencje za zachowanie grupki ludzi, którzy szkodzą wizerunkowi Neptuna. Chcemy by kwestie wyników rozstrzygały się na boisku, nie w siedzibie Świętokrzyskiego ZPN na podstawie wymysłów golkipera słynącego z robienia zamieszania.



