Daleszyce – ziemia (nie)obiecana
27 sierpnia 2009, Stadio Olimpico w Rzymie. Po 20 minutach meczu eliminacji Ligi Europy Roma prowadzi z MFK Koszyce 5:0. – Co oni wtedy wyczyniali, wkurzył ich remis 3:3 u nas i w rewanżu od razu rzucili się do ataku – wspomina jedno z najbardziej pamiętnych spotkań swojej kariery Peter Basista, który 9 lat później przyjechał ze Stalą Rzeszów na mecz trzeciej ligi polskiej do Daleszyc. – To bardzo trudny teren – mówił przed bojem ze Spartakusem.
Razem z Maticiem
W 2009 roku Basista korzystał ze swojej piłkarskiej przygody życia. Z MFK Koszyce zdobył Puchar Słowacji i dzięki temu zagrał w kwalifikacjach Ligi Europy. Slavija Sarajewo nie była trudną przeszkodą, w stolicy Bośni i Hercegowiny zespół Basisty wygrał 2:0, w rewanżu 3:1, a nasz bohater zdobył nawet gola. – Miłe wspomnienie, a możliwość zmierzenia się z Romą to już bonus ekstra – mówi Basista. W Koszycach na stadionie Lokomotywy w wyjściowym składzie giallorossich znaleźli się m.in. Francesco Totti, Daniele De Rossi, Jeremy Menez, John Arne Riise, Alessio Cerci, Philippe Mexes, David Pizarro. Od samych nazwisk może się zakręcić w głowie, ale na Słowacji Roma tylko zremisowała 3:3, choć prowadziła 3:1. Kapela prowadzona przez Luciano Spallettiego, dziś trenera Interu Mediolan pokazała Koszycom swoją siłę w rewanżu gromiąc zdobywcę Pucharu Słowacji 7:1. Basista zagrał jeszcze w 2014 roku w eliminacjach LE, także w zespole z Koszyc, a prowadził go dobrze znany w Polsce Radoslav Latal. Dziś Latala pod niebiosa wynoszą kibice Spartaka Trnava, a Basista walczy o uznanie u fanów Stali Rzeszów. Zasłużony klub z Podkarpacia pragnie za wszelką cenę powrócić do drugiej ligi, którą opuścił w sezonie 2013/14. Na pewno mało kto wie, że klubowym kolegą Basisty był w MFK Koszyce Nemanja Matić, słynny Serb z Manchesteru United, uczestnik finałów MŚ 2018 w Rosji. Na wspomnienie Matica Basista reaguje uśmiechem. On w sobotę biegał po boisku w Daleszycach, Matić w niedzielę zagra na Turf Moor w Burnley. – Szczerze obawiałem się murawy na Spartakusie, słusznie, bo na niej nie da się grać normalnie w piłkę. No, ale i tak mierzyliśmy w zwycięstwo – mówi Basista.
Jarecki z ławki
Podopieczni Janusza Niedźwiedzia mieli plan na mecz na Spartakusa. Zaatakowali od pierwszych minut, chcieli skorzystać z przewagi w warunkach fizycznych. Goście grali szybko i zdecydowanie, a już w 8 minucie wyszli na prowadzenie. Przed przerwą mogli prowadzić wyżej, ale zmarnowali kilka okazji, na przykład dwukrotnie obili poprzeczkę bramki strzeżonej przez Szymona Pietrasa. – Mogliśmy sobie zapewnić wygraną już do przerwy – uważa Dariusz Jarecki, który wszedł na boisko już przy stanie 1:1. Zdobywca Pucharu Polski z Jagiellonią 2010, który rozegrał 148 meczów w ekstraklasie kilka razy fajnie dośrodkowywał, ale Spartakus nie dał sobie wbić drugiego gola. – Paradoks polega na tym, że mecz który powinniśmy wygrać, i to nawet okazale mogliśmy przegrać – dodaje Jarecki, a na myśli miał setkę Bartosza Sota w doliczonym czasie. Napastnik Dallasów trafił w słupek. – Koledzy straszyli mnie murawą w Daleszycach. Trudno to nazwać murawą, na tym nie powinno się grać meczów piłkarskich, szkoda zdrowia. Swoją drogą Spartakus to niezły zespół, jest w nim kilku ciekawych zawodników – kończy pomocnik Stali, który poprzednio występował w Górniku Łęczna.
Oceniając Spartakusa
Spartakus w pierwszych minutach dał się stłamsić Stali, ale nie dał sobie zaaplikować za dużo goli. Z czasem gra gospodarzy wyglądała coraz lepiej, stwarzali okazje, a przy właściwych decyzjach w okolicy szesnastki zespołu z Rzeszowa tych sytuacji, może też goli powinno być więcej. Nieźle harcowali boczni obrońcy – Szczepan Krzeszowski oraz Mateusz Zawadzki, dobrze prezentował się Michał Jeziorski, dużo problemów przyjezdnym sprawiał Łukasz Zawadzki, który poruszał się niczym wolny elektron. W spotkaniu ze Stalą Rzeszów obrońców kandydata do awansu wymęczył Bartosz Sot. To napastnik, którego stać na grę w wyższych klasach, ale musi w wielu momentach szybciej pozbywać się futbolówki, próbować na jeden kontakt. Bartek groźnie uderzył z wolnego w drugiej odsłonie, a w doliczonym czasie miał piłkę meczową. Świetnie wyszedł do prostopadłego pytania, nie dał się dogonić defensorowi Stali i strzelił w… słupek. – Tu mieliśmy dużo szczęścia – przyznał Basista ucieszony z faktu, że wizytę w Dallas ma już za sobą. Nikomu nie jest łatwo ze Spartakusem, składającym się z chłopaków, którzy mają jakieś ambicje, może niektórzy poranione poczucie ego, coś potrafią i nie brakuje im determinacji. Piotrek Ostrowski, chyba wkurzony, że wszedł z ławki tą determinację wykazał w złym kierunku, boi staranował w przepychance piłkarza Stali i mógł zobaczyć czerwony kartonik. Sędzia też już chyba wtedy miał dość wrzutów z trybun i wyjął żółtą. Jak to w Daleszycach po końcowym gwizdku na rozjemców i piłkarzy gości spadły rozmaite inwektywy, ale trzeba po prostu przejść nad tym do porządku dziennego. A Spartakus nie zamierza się poddawać i po raz kolejny wyjść zwycięsko z batalii o utrzymanie. /JKM/ statystyki Dominik Słupiński
3 liga
1.09.2018, sobota
Spartakus Daleszyce – Stal Rzeszów 1:1 (0:1)
Mateusz Zawadzki 67 karny – Damian Kostkowski 8.
Spartakus: Pietras – Krzeszowski, Bednarski (71 M. Maciejski), Michał Cedro, Mat. Zawadzki – D. Wołowiec, Skrzypek (87 Ostrowski), Ł. Zawadzki, A. Paprocki (62 W. Wołowiec) – Sot, Jeziorski.
Stal: Dobroliński – Trznadel, Kostkowski, Basista, Kotus (74 Jarecki) – Nowacki (81 Sierant), Mozler (60 Ligienza), Reiman, Popiela – Zagdański (74 Chromiński), Płonka.
Żółte kartki: Wołowiec, Ostrowski (Spartakus), Popiela, Trznadel, Jarecki (Stal).
Sędziował: Karol Iwanowicz (Lublin).
Widzów: około 200.
Mecz w liczbach
|
Spartakus |
|
Stal |
|
1 |
gole |
1 |
|
1 |
karne |
0 |
|
3 |
strzały celne |
9 |
|
2 |
strzały niecelne |
8 |
|
4 |
strzały zablokowane |
4 |
|
1 |
słupki |
0 |
|
0 |
poprzeczki |
3 |
|
4 |
rogi |
9 |
|
17 |
faule |
16 |
|
0 |
zagrania ręką |
0 |
|
0 |
spalone |
5 |






