Arka w Rudzie Śląskiej
Obiektu w Świętochłowicach nie dopuszczono do meczu Pucharu Polski, więc Śląsk musiał gościć finalistę ostatniej edycji, Arkę w Rudzie Śląskiej. Działacze czwartoligowca postarali się ze wszystkich sił, ale nie byli w stanie zapewnić piłkarzom dobrej nawierzchni. – Płyta była tragiczna – narzekał Zbigniew Smółka, trener żółto-niebieskich, ale jego ekipa w ciągu kwadransa pokazała, że ekstraklasę od niższych lig dzieli spora różnica.
Arka grała tak by unikać kontuzji, ale w pewnym momencie dokręciła tempo. Nabil Aankour 27 minuta, Marcus Vinicius 33, Rafał Siemaszko 39 – 0:3 po 39 minutach, a potem już wyczekiwanie na końcowy gwizdek. – Zrealizowaliśmy swój plan – mówił uważany za buńczucznego Smółka. Ambitni piłkarze Śląska dążyli do strzelenia honorowego gola, raz obili poprzeczkę bramki Arki, a i tak po końcowym gwizdku żegnały ich brawa publiki. Pograć sobie przeciwko Goranovi Cvijanoviciowi, Rafałowi Siemaszko, Adamowi Danchowi to fajna sprawa dla piłkarzy ze Świętochłowic. A gościom Śląsk zorganizował wystawny obiad, niczego nie brakowało dziennikarzom, którzy przekonali się, że wszędzie jest popyt na futbol i jak ważny może być Puchar Polski. Jeden pan nawet wbiegł sobie pod koniec na murawę, pościgał się z porządkowymi i przebiegł przez płot, a po zejściu wpadł w ręce… policjantów, co skwitował uśmiechem. Arka zrobiła swoje, w Świętochłowicach będą o jej wizycie pamiętać. /JKM/ Fot. Michał Chwieduk


