Z wizytą u Surmy
ROW Rybnik ostatnio w piłkarskiej ekstraklasie grał w sezonie 1976/77, a na najwyższym szczeblu w Polsce występował w sumie 7 sezonów. Dziś w swoim mieście futboliści znajdują się głęboko w cieniu żużlowców, na ich mecze przychodzi garstka widzów, a nawet przyjazd Cracovii nie wzbudził wielkiego zainteresowania. Pasy, outsider ekstraklasy po zmianie stron pokazały jak się rozprawiać ze znacznie niżej notowanymi ekipami.
W pierwszej połowie nie było widać różnicy klas, niby Pasy utrzymywały się dłużej przy piłce, ale po gafie Michala Peskovicia, który trafił futbolówką napastnika ROW przegrywały 0:1. Zapewne w szatni padło parę mocnych słów, bo ekstraklasowiec wziął się do roboty. Pomogli mu w tym gospodarze, bo za głęboko cofnęli się do defensywy. Zamykani w okolicach własnego pola karnego przez Cracovię górującą warunkami fizycznymi i umiejętnościami technicznymi w ciągu kilkunastu minut zostali zdemontowani i przegrali 1:3. Kibice Pasów zobaczyli wszystkie trafienia swojego zespołu, a w 75 minucie na znak protestu przeciw właścicielowi klubu opuścili obiekt w Rybniku. Takie zachowanie nie najlepiej świadczy o tych osobach, bo przecież gdyby nie Janusz Filipiak Cracovia tułałaby się po pipidówkach, a nie salonach elity. W tym sezonie w ekstraklasie zespołowi Michałowi Probierza nie wiedzie się najlepiej, oceniając jednak realnie nie ma silnego składu. Takie problemy chcieliby mieć w Rybniku, choć w jednym ROW przewyższa Cracovię. Pasy nigdy nie grały w finale Pucharu Polski, a rezerwy ROW-u poznały smak takiego wydarzenia w 1975 roku na stadionie… Cracovii. Wtedy nie było jeszcze na świecie słynnego fotoreportera, polskiego króla Wysp, Andrzeja Surmy. Surma wychował się na ROW-ie i czasami za granicą przykleja nalepki z logo ukochanego klubu na przystankach. Najwięcej w Irlandii gdzie mieszka obecnie. /JKM/ Fot. Michał Chwieduk



