Nie zapomnimy o Poziomce
Roberta Majchrzyka przedstawiać specjalnie nie trzeba. Choć ostatnio rzadko gra w turniejach zapisał w nich piękne karty. Spektakularne gole, akcje, występy, babole, konflikty. – Życie – jak mówią Artur Boruc i Paweł Jugo. Życie, tak, tak, znacznie uboższe bez Piotra Dębińskiego, którego już nie ma z nami, a może jednak jest. Właśnie Poziomce poświęcony został wywiad z Robertem Majchrzykiem, który go znał doskonale. Wywiad bez poprawek.
Czy premierowy turniej Piotrka wypadł według ciebie pozytywnie?
Bardzo pozytywnie. Przede wszystkim bardzo dziękuję za liczne przybycie, a najbardziej Kamie, dla której było to na pewno trudne. Wielu z nas kojarzy Jej się z Piotrkiem. Dziękuję Jej również za wspaniałe kilka słów po turnieju i tak jak Kamila powiedziała: „Piotrek tu dzisiaj był”. Kama to wspaniała kobieta i matka, która nigdy o Piotrku nie zapomni, i nie pozwoli zapomnieć o Nim chłopcom. Mam nadzieję, że Jego synowie, Oskar i Wiktor, dobrze się bawili, a niedługo zagrają razem z nami, bo my też o Piotrku nie zapomnimy. Podziękowania należą się również chłopakom z mojej drużyny. Panczo i Kura, to są porządne firmy!!! Jak tylko usłyszeli o jaki turniej chodzi od razu zgłosili akces. Są zawodnikami i trenerami, mają ligi, mecze, a pomimo tego znaleźli czas. Pozostałym też bardzo dziękuję. Pawłowi Jugo, dzięki któremu mamy zero z tyłu. Pewnie był natchniony, bo żona na Niego patrzyła, to bronił jak z nut! Piotrowi Boryckiemu, któremu udało się ukłuć gola. Arkadiuszowi Rechowiczowi, Dominikowi Stańcowi, którzy znaleźli czas, pomimo obowiązków rodzinnych i zawodowych oraz Kamilowi Kunderze. Dominik Szymkiewicz ma potrójne obowiązki, a pomimo tego chciało mu się i znalazł czas w sobotnie przedpołudnie. Dobrze, że go znalazł, bo bardzo przyczynił się do zwycięstwa naszej drużyny. Cieszę się też, że była okazja do spotkania, szkoda, że tak smutna, ale mam nadzieję, że Piotrek patrząc skądś na to wszystko uśmiechnął się… Życzę sobie, żeby następna edycja zgromadziła jeszcze więcej drużyn, z którymi Piotrek był związany. Skoro o tym mowa, zabrakło mi na turnieju UNIMAKSU, PC-Techu, SIÓDEMKI. Mam nadzieję, że za rok się poprawicie Panowie!
Czy odżyły piłkarskie wspomnienia i co najbardziej pamiętasz z grania z Poziomką?
Granie z Poziomką, to jak słuchanie Gmocha, Engela, Tomaszewskiego i Strejlaua razem wziętych! Zaraz by było: „Rooooobsoooonnn! Nie tak!!!”. Ten dźwięk mi najbardziej pobrzmiewa po uszach… Piotrek zawsze wiedział jak ktoś ma zagrać, podać, strzelić, co i komu podpowiedzieć. Granie z Poziomką to była również przyjemność, jeśli chodzi o atmosferę. Śmiech, zabawa, humor i żarty, a po turnieju zawsze szliśmy… coś dobrego zjeść ;). Jak się wywróciłem na tym turnieju, słyszałem Jego śmiech, widziałem jego łzy w oczach, te ze śmiechu, ale prze wszystkim pobrzmiewały mi słowa Piotrka: „Robson weź się za siebie, bo widzisz co Ty wyprawiasz”. Piotrek taki był, że nie znosił kompromisów, mówił komuś to co myślał, ale często po to, by zmotywować i polepszyć sytuację tego kogoś. Piotrek schudnę obiecuję!!!
Boisko ze Słonecznego bardzo się zmieniło?
Ojjjjjjj!!! Bardzo, czy na korzyść? Na pewno, choć na tartanie trzeba umieć grać, o czym szybko się przekonałem. Trochę dziwnie się tam biega i hamuje. Ja raz nie wyhamowałem i widzieliście jak to się skończyło. (śmiech) Cieszę się, że boisko, od którego zaczęła się moja turniejowa przygoda, boisko, z którym mam największe wspomnienia, w taki sposób ewoluuje. To na serio bardzo fajny obiekt sportowy. Mam nadzieję, że kontynuowana tu będzie tradycja turniejowa, również ta związana z turniejem pamięci Piotra Dębińskiego
Grywasz często w piłkę?
Bardzo rzadko! Aż dziw bierze, że moje występy na tym turnieju, nie zakończyły się dla mnie na kieleckim oddziale SOR. Żałuję, że to ten turniej, właśnie z takiej okazji, zmusił mnie do ruszenia dupska. Powinienem to robić częściej.
Jak widzisz przyszłość tego turnieju? Czy nie dojdzie do takiego kryzysu jak w turnieju Adama Gołąba?
Co do turnieju Adama Gołąba, to jego koledzy z Wyborczej, sami powinni uderzyć się w pierś, stanąć przed lustrem i odpowiedzieć sobie na pytanie czy zachowują się w porządku po śmierci Adasia, człowieka, który lubił ludzi, kochał sport i wielu w dziennikarstwie na pewno sporo nauczył. To nie moja sprawa, ale o takim turnieju warto mówić, pisać i wypadałoby w nim wystąpić. Ale zostawmy ten turniej w spokoju. Jeśli zaś chodzi o turniej Piotrka Dębińskiego raz jeszcze powtórzę, zabrakło mi znajomych Piotrka z drużyn SIÓDEMKI, PC-Techu, UNIMAKSU. Szkoda, że nie przyszli, bo to zawsze okazja do spotkania. Takie właśnie odbyło się z drużyną URB, czy Sportingu. Jakże miło było pożartować z Andrzejem Pająkiem, spojrzeć, że perfekcyjna lewa noga Dawida Kołodzieja, nadal jest bardzo groźna dla bramkarzy. Był Adaś Jończyk, Mirek Pędzik no i „Saszka” sędziował. Takie spotkanie, to fajny powrót do przeszłości. Szkoda, że bez Piotrka, ale mam nadzieję, że gdzieś tam był. Może za jedną z bramek? Może gdzieś między blokami? I spoglądał na to wszystko. Mam nadzieję, że turniej stanie się tradycją i choćbym miał przyjechać na niego, z nogą w gipsie, to przyjadę! Tfu, tfu!!! Jestem przekonany, że koledzy z mojej drużyny mają takie samo podejście. Choćby miał zostać rozegrany jeden mecz pokazowy, to ja tam będę… W tej jednej z drużyn, dopóki zdrowie pozwoli… Wiem, wiem… Poziomka!!! Mam schudnąć!



