Widzew zamiast MOSiR
Zbigniew Małkowski, były bramkarz Korony Kielce i m.in. Feyenoordu Rotterdam i Hibernanu Edynburg o trójkach, swojej pracy w Widzewie, rozstaniu z kadrą Polski juniorów i posadzie dyrektora MOSiR Kielce.
Jak się czułeś wygrywając na trójkach w Kielcach Grupę VIP Probudex Łagów V imienia Krzysztofa Retlikowskiego w swoim debiucie w niej?
Zbigniew Małkowski: To była przyjemność zagrać w takim turnieju, w takiej grupie. Mieliśmy mocny zespół, ale jak zobaczyłem rywali wiedziałem, że będzie ciężko osiągnąć sukces, a taki w przypadku Krzysztofa Niburskiego, sponsora drużyny to chyba tylko triumf. Dużo znanych osób, silne drużyny, więc musieliśmy się sporo napocić. W naszym przypadku forma rosła z meczu na mecz, poprawialiśmy pewne niuanse, a wygrane nas uskrzydlały. Mam trochę takie wrażenie, że rywale czuli do nas zbyt dużo respektu, nie grali tak agresywnie jak przeciw innym i tracili przez to swoje atuty.
Jak zneutralizowaliście Banga?
Bang popełnił na początku kosztowny błąd, stracił głupio bramkę i to nam ułatwiło zadanie. Pokazaliśmy trochę cyniczny, ale mądry futbol, a pokonanie Banga dało dużą satysfakcję. To świetny, wybiegany i dobry technicznie zespół, widać, że chłopaki mają pojęcie i wcale nie dziwią mnie ich spektakularne sukcesy w Grudniowym. Swoją drogą przypadła mi do gustu atmosfera panująca na VIP-ach, naprawdę było super i chętnie zagram w tej grupie w kolejnych edycjach. Wcześniej na trójkach pokazywałem się gościnnie w kategoriach młodzieżowych, a cała idea Grudniowego przekonuje mnie w stu procentach. To znakomita promocja piłki nożnej, rozrywka dla uczestników i kibiców i przednia zabawa.
Tajemnica wysokiej formy Zbigniewa Małkowskiego?
Rozstałem się w ubiegłym roku z kadrą Polski juniorów, bo trudno było to godzić z pracą w Widzewie, ale muszę na treningach pokazywać podopiecznym różne ćwiczenia, ustawienia, i tak dalej. Wypada więc dbać o siebie. Na trójkach nie wypadało grać kiepsko. Tyle razy już byłem przymierzany do drużyny Krzyśka Niburskiego, no i w końcu się udało. Nie wypadało zawieść. Pomagałem drużynie, a miałem naprawdę super skład z Pawłem Golańskim, Przemkiem Cichoniem i Marcinem Kołodziejczykiem. Każdy z nich na trójkach dużo wygrał i dużo znaczy, a jeszcze ten niesamowity sponsor Krzysiek Niburski, w Kielcach mój sąsiad. Po takim turnieju wróciłem do Widzewa bez żadnych zaległości, dobrze przygotowany do zajęć z bramkarzami.
W drugiej lidze polskiej nie brakuje utalentowanych golkiperów?
Jedne kluby stawiają na młodzież, inne na doświadczonych bramkarzy. Większość z tych młodych nie jest jeszcze gotowa na sprawdzenie się w ekstraklasie, nie spełnia jeszcze naszych oczekiwań. Do tego droga daleka, pełna wytężonej pracy i poświęceń, zdarzą się potknięcia, które będą prawdziwym testem. Patryk Wolański z Widzewa ma potencjał na ekstraklasę, ale musi dużo nadrobić w tak zwanej sferze mentalnej, zwracamy uwagę na różne elementy, a on sam wie, że najwięcej zależy od niego.
Teraz więcej czasu spędzasz w Kielcach, czy Łodzi?
Na weekendy jak jest możliwość przyjeżdżam do Kielc, a na co dzień jestem w Łodzi. Odległość między tymi miastami nie jest zbyt duża, więc można uznać mnie za mobilnego.
Pytanie takie padło w związku z posadą dyrektora MOSiR Kielce. Było coś na rzeczy?
Były pewne rozmowy i brałem pod uwagę pracę w MOSiR Kielce, ale jestem w Widzewie. Murawa na Suzuki Arena jest pod świetną opieką, a ludzie z MOSiR w Kielcach, w tym greenkeeper znają się na rzeczy.
Jak oceniasz Koronę Kielce przez pryzmat bramkarzy?
Korona nie może narzekać na golkiperów. Kiedy przychodził Zlatan Alomerović obawiano się, a poradził sobie i poszedł do Lechii Gdańsk. Mattias Hamrol też miał nie odpalić, a stał się czołowym bramkarzem ekstraklasy. Gdy wskoczył Michał Miśkiewicz były wątpliwości, ale zapomniano, że on dawał radę w klubie, gdzie presja była niewspółmiernie większa niż w Kielcach. Wybronił mecz z Miedzią, Lechią, spisał się bardzo dobrze z Pogonią, trafiał do jedenastek kolejki w całej Polsce. Jakoś Korona ma szczęście do bramkarzy.
W ekstraklasie lepsi fachowcy z Polski czy zagranicy?
Stawiam na rodaków. Majecki z Legii, Załuska z Pogoni, Lis z Wisły Kraków, Miśkiewicz z Korony nie przynoszą polskiej piłce wstydu.
Zaskakuje Cię pozycja lidera ekstraklasy zajmowana przez Lechię Gdańsk?
Piotr Stokowiec to trener, u którego, w Zagłębiu Lubin zagrałem swój pożegnalny mecz w ekstraklasie. Cenię go, bo jest klasowym fachowcem i człowiekiem w porządku. W Lechii wykonuje świetną robotę, a jeśli uda mu się zdetronizować Legię może stadion w Gdańsku zacznie się wypełniać. 40-tysięczny obiekt lidera nie zajęty nawet w połowie na meczach ekstraklasy to słaby widok, ale liczę na poprawę frekwencji. Lechia ma obecnie siedem punktów przewagi nad Legią, jednak to wcale nie oznacza, że już może się czuć mistrzem Polski. Łatwo nie będzie.
Wojciech Szczęsny po spotkaniu Juventusu z Atletico Madryt zasłużył na krytykę?
Nie zawalił żadnej z bramek. Przy pierwszej mógł wybrać inny sposób interwencji, iść przodem do piłki, może by się udało zatrzymać ją brzuchem, ale my sobie możemy gdybać. Przy drugiej nie miał szans, to był bilard, on w trakcie akcji się przesuwał. Wojtek pomógł w Madrycie Juventusowi, który grał słabo i nie zasłużył nawet na remis. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Radek Piasecki






