Paweł Bień o Wiernej
Paweł Bień, trener Wiernej Małogoszcz o swojej drużynie seniorów z czwartej ligi świętokrzyskiej i filozofii klubu. Wierna wiosną wywalczyła 13 punktów, choć początek rundy nie był zbyt dobry.
Dlaczego w tym roku długo nie osiągaliście wyników na miarę oczekiwań?
Paweł Bień: Analizowałem każde spotkanie. Był taki moment, że kontuzje eliminowały kluczowych środkowych pomocników – Damiana Czarneckiego i Szymona Bujaka, urazy dopadały też obrońców – Michała Bałę i Michała Malinowskiego. Młodzież musiała wziąć odpowiedzialność na swoje barki i wcale nie wyglądało to tak źle, tylko marnowaliśmy zbyt wiele sytuacji. W piłce bywa tak, że jak zamienisz stuprocentowej sytuacji na gola to sam go dostajesz. Jak nie idzie młodzi boją się podejmować ryzyka, frustracja się pogłębia. Tak sobie myślałem, że ta sama drużyna, która jesienią pokonała Koronę II na jej obiekcie, wygrała z silnym zespołem GKS Nowiny nagle się zagubiła, zatraciła pewność siebie. Wynika to z wielu czynników, ale w piłce ważna jest cierpliwość. Robiliśmy co do nas należy, wracali kontuzjowani piłkarze i już w wygranym 3:0 meczu z Łysicą wystąpiliśmy w optymalnym składzie.
Wniosek, że za dużo w Wiernej spoczywało na barkach Mateusza Fryca jest trafny?
Można było tak myśleć. Mateusz zdobywa sporo goli, należy do grona doświadczonych piłkarzy i dobrze wpływa na młodzież. Wiadomo, że każdy atakujący ma okresy, gdy futbolówka nie chce wpadać do siatki, trzeba to przetrwać.
Młodzież nie powinna w czwartej lidze, czyli na piątym poziomie odgrywać w Wiernej kluczowych ról?
Musi mieć jednak wsparcie doświadczonych graczy, bo bez nich traci pewność siebie.
Pozostaniecie wierni swojej filozofii stawiania na młodych?
Z klasy B do A awansował nasz zespół rezerw, który miał najniższą średnią wieku w swojej grupie. Te chłopaki potem przechodzą do czwartej ligi, a trenując i grając z doświadczonymi zawodnikami mają szansę podnosić swój poziom, poprawiać umiejętności. Nie wolno patrzyć w danym momencie na tabelę, jestem przekonany, że podążamy właściwą drogą i klub będzie zbierał owoce.
Masz chłopaków gotowych do występów powiedzmy w trzeciej lidze?
Jeszcze nie, ale konsekwentną pracą kilku z młodych zawodników Wiernej może osiągnąć wyższy pułap. Najwięcej zależy od nich samych.
Paweł Rogula?
To jest chłopak, który postawił na futbol, poznał smak Korony Kielce i chce grać na dobrym poziomie. Widzę jego poświęcenie, no i ja i on wiemy, że musi notować więcej asyst i trafień. Najważniejsze, by do tego podchodził ze spokojem.
Czwarta liga wiosną zaskakuje?
Widać podziały na mocnych, słabszych, też lepiej i gorzej zorganizowane kluby. Każdy ma swoje cele, my wiosną przede wszystkim chcemy ogrywać młodych, z tym zgadzają się prezes Trybek i Michał Borowski. Czasami odbywa się to kosztem wyników, ale projekt ma rację bytu. O awansie nie myślimy, spadek nam nie grozi, a zajmujemy przyzwoitą lokatę w czwartej lidze i możemy spokojnie pracować.
Jesteś za tą ligą z 18 czy z 16 zespołami?
Docelowo osiemnastka jest optymalna, ale trzeba brać pod uwagę infrastrukturę, warunki pogodowe, możliwości kadrowe. W tym roku akurat aura w niczym nie przeszkodziła, ale tego się nie przewidzi. Wydaje mi się, że i tak kluby cały czas organizacyjnie idą do przodu.
Kto awansuje, Korona II czy Neptun?
Porażka Neptuna ze Zdrojem sprawiła, że Korona II odskoczyła na dystans pięciu punktów. Kielczanie są teraz zdecydowanym faworytem batalii o awans, tym bardziej, że korzystają z posiłków z ekstraklasy i Centralnej Ligi Juniorów, gdzie mają naprawdę dobrych chłopaków. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Wierna Małogoszcz






