Stawiać na młodzież
- Wojciech Stawowy, najlepszy trener ligowy – skandowali kiedyś kibice Cracovii, którą bohater sloganu wprowadził w ciągu dwóch sezonów z trzeciego poziomu rozgrywek do ekstraklasy. Dziś Stawowy pracuje w Escoli Warszawa, ale…
Był pan przymierzany do roli trenera Korony?
Wojciech Stawowy: Nie było nic na rzeczy. Gdy się pojawiam na jakimś stadionie w Polsce zaraz media informują, że jestem kandydatem do pracy w jakimś klubie. Oglądałem mecz Korony z Arką Gdynia, niezbyt udany dla kielczan i zrodziły się spekulacje. Dementuje je, a sam przecież chce być w porządku. Obecny trener Korony pracuje już w tym klubie dłużej i raczej nie sądzę by w najbliższym czasie mogło dojść do zmiany. Sam nie ukrywam jednak, że ciągnie mnie do seniorskiego futbolu, ale muszę cierpliwie czekać na swoją szansę.
Escola Warszawa pana nie satysfakcjonuje?
Pracuje mi się tam bardzo dobrze, ale uważam, że spełniałbym się z seniorami. W Escoli mam swoje zadania, jestem koordynatorem, szkolę trenerów, spotykam na co dzień bardzo pozytywnych ludzi, ale mimo wszystko to co innego niż ekstraklasowy futbol.
Pana filozofia sprawdziłaby się w obecnej ekstraklasie?
Moim zdaniem opłaca się stawiać na atak, dawać atrakcyjne widowiska kibicom, spektakle. W piłce wszystko musi być poparte skutecznością, a dobitnie pokazuje to przypadek Miedzi. Legniczanie awansowali do ekstraklasy, zbierali pochlebne recenzje, ale strzelali zbyt mało goli i wracają do pierwszej ligi. To nie powinno zniechęcać trenerów, bo wystarczy zobaczyć jaka piłka święci triumfy w Lidze Mistrzów. Kreatywność zwiększa szanse każdej drużyny na sukces.
Pan jest teraz lepszym trenerem niż powiedzmy 15, 12 lat temu?
Na pewno jestem bardziej doświadczony, bogaty w wiedzę. Z trenerami jest tak, że muszą trafić na korzystny grunt, mieć komfort pracy, tak jak kiedyś w Cracovii. Wtedy można wypracować swój styl, a tego brakuje naszym ekstraklasowcom, chyba tylko z wyjątkiem Piasta Gliwice. Waldek Fornalik nie bał się stawiać na ciekawy, atrakcyjny futbol i triumfował. Nie podoba mi się, że w naszej piłce zbyt wiele drużyn przede wszystkim myśli, żeby grać na zero z tyłu, bo z przodu może się coś uda. To trochę droga na skróty, ale przez to zawodnicy zaniedbują umiejętności indywidualne, a to jest najważniejsze.
Polska liga jest na opak z trendami dominującymi w światowej piłce?
Musimy się wyleczyć z osiągania sukcesów za wszelką cenę, kosztem stylu. Wszystko musi przebiegać etapami, trzeba się wzorować na najlepszych. Mamy dużo problemów w polskiej piłce, reprezentacje grają różnie, każda jakby w swoją stronę, a to powinno iść w tym samym kierunku. Jeszcze nie potrafimy wyciągać konstruktywnych wniosków. W polskich warunkach ciężko się pracuje trenerom. Jeśli prezes klubu po kilku miesiącach pozbywa się szkoleniowca i zastępuje go kolejnym to trudno oczekiwać sukcesu. Pamiętam jak kiedyś w Kielcach czas dostał Leszek Ojrzyński i stworzył zespół, który miał charakter, swój pomysł i bardzo fajnie funkcjonował. Takich przypadków jest stanowczo za mało, a stabilizacja naprawdę jest kluczowa.
Ekstraklasa w obecnym kształcie z 37 kolejkami przyjęła się?
Wszystko wychodzi w praniu. Dobrze, że zaniechano dzielenia punktów, bo to było krzywdzące dla zespołów punktujących lepiej w sezonie zasadniczym. Dzięki tym siedmiu dodatkowym kolejkom jest większa rywalizacja, podniosła się motywacja zawodników, trenerów. Pamiętajmy jednak, że reorganizacje nie sprawią, że poziom sportowy pójdzie znacząco w górę, trzeba zadbać o inne kwestie, ze szkoleniem młodzieży na czele.
Mundial U-20 nie pokazuje, że z polskim modelem szkolenia jest coś nie tak?
To nie pierwszy turniej na polskich boiskach, w którym nawalamy. Dwa lata temu kadra U-21 Marcina Dorny zawiodła na całej linii. Teraz U-20 wyszła z grupy, ale w konfrontacjach z Kolumbią, Senegalem i Włochami nie zdobyła żadnego gola. Nie pokazaliśmy nic ciekawego i to mnie martwi. Wcześniej wspomniałem o tym braku stylu i to odnosi się do naszej drużyny U-20. Materiału do analizy mamy mnóstwo, przede wszystkim jednak trzeba rozumieć futbol, nie patrzyć na niego krótkowzrocznie.
Jak Korona powinna potraktować swoich mistrzów Polski juniorów?
To wewnętrzna sprawa klubu, ale szkoda marnować ogromny potencjał zdolnych chłopaków. Nie wolno się bać stawiać na młodzież, bo przez to wiele się straci. Moim zdaniem kilku na pewno powinno grywać w ekstraklasie, kolejnych powinno się wypożyczyć do pierwszej, drugiej ligi. Wychowankowie muszą widzieć, czuć, że ich macierzysty klub chce im dać szanse, wiąże z nimi nadzieje na przyszłość.
Pamięta pan boje o mistrzostwo Polski juniorów starszych w 1997 roku, pana Wisła Kraków kontra Korona Kielce?
Tyle czasu już minęło, coś tam jeszcze w pamięci zostało. Wtedy z Korony pamiętam nazwiska Cichoń i Kubicki. W Kielcach zagraliśmy świetnie i wygraliśmy 4:1, w rewanżu padł remis 1:1 i Wisła sięgnęła po złoto. Z Koroną miałem różne wyniki, zwykle to były zażarte mecze. Nie zapomnę jak Cracovia w mgle u siebie uległa 2:3. Nic nie widzieliśmy przez moment, a tu patrzę i goście się cieszą. Trafił wtedy, i to pięknie Grzegorz Piechna i zobaczyłem tego gola dopiero z odtworzenia. Korona przeciw mojej Cracovia debiutowała w ekstraklasie. To była fajna ekipa, oparta na Polakach, z mocnymi skrzydłami i wyrazistymi postaciami. W CV Korony zawsze była waleczność, upór, choć to trochę zanikło, być może ze względu, że obcokrajowcy nie czują specyfiki klubu. /JKM/ Fot. Michał Chwieduk / Kamil Bielaszewski






