Rumuńska Cesena
- Hagi, Hagi – skandowali już przed meczem Euro U-21 w Cesenie z Anglikami rumuńscy kibice. Ekipa Mirela Radoi mogła liczyć na wsparcie rodaków i się nie na nich nie zawiodła.
Stację kolejową w Cesenie wybudowano już w 1861 roku i od dłuższego czasu korzystają z niej obywatele Rumunii. Po prostu w tym regionie mieszka ich spora grupa i siłą rzeczy można się było spodziewać ich najazdu podczas finałów UEFA Euro U-21. Za wielkim futbolem miejscowi Włosi tęsknią. Ich klub w 2018 roku zbankrutował, musi się zadowalać grą w Serie C1 i na pewno tifosim brakuje bojów choćby ze znienawidzoną Bologną. Koniki Morskie spędziły 10 sezonów w najwyższej lidze Italii, ostatni spadek zaliczyły w edycji 2011/12. Cesena zagrała nawet w Pucharze UEFA, w sezonie 1976/77, ale w pierwszej rundzie nie dała rady FC Magdeburg. Kiedyś w tym klubie pracował Marco Giampaolo, nowy trener AC Milan, a grali Dario Hubner (rewelacyjny król strzelców Serie A w sezonie 2001/02, tak włoski Grzegorz Piechna), Sebastiano Rossi, Emanuele Giaccherini, Marco Parolo, Adrian Mutu. Chyba największym uznaniem w tym zamieszkałym przez prawie 100 tysięcy mieszkańców miasteczku cieszy się Marcelo Lippi, były allenatore Cesenym, który z Włochami zdobył mistrzostwo świata w 2006 roku. Teraz Koniki Morskie mozolnie się odbudowują, ale żeby wrócić przynajmniej na pułap Serie B może być potrzebne bardzo dużo czasu. Mieszkańcy Ceseny oczywiście w starciu Anglii z Rumunią dopingowali rodaków tak lubianego tu kiedyś Adriana Mutu. System rozgrywek UEFA Euro U-21 sprawia, że nie wypada grać na remis. Rumuni z Ianisem Hagi w środku ruszyli od początku do ataku, parę razy wykazał się Dean Henderson, golkiper Sheffield United.
Potem popracować Ionutowi Radu dali Anglicy, a bramkarz Genoi, który wsławił się obroną dwóch karnych w konfrontacji z Atalantą pokazał wielki kunszt. W pierwszej odsłonie gole nie padły, nikt nie zyskał przewagi w batalii piłkarskich zapaśników. Za to w przerwie akredytowani dziennikarze poznali smak kulinarnych przysmaków Italii, w Cesenie serwowano między innymi pizzę, spaghetti, inne rarytasy. Łukasz Skalski, król ekstraklasowego cateringu nie wiedziałby co począć z taką ilością jedzenia, bo jeszcze były różnego rodzaju ciasta. Niestety, Łukasz ostatnio nie pisze zbyt wiele artykułów, a UEFA woli dziennikarzy z dorobkiem, a nie tylko brzuchem do napełniania. Korzystając z okazji staramy się mobilizować Łukasza, bo wiemy, że ma lekkie pióro. W Cesenie napojów też nie brakło, co pewnie ucieszyłoby Patryka Góreckiego, który pomaga oczyszczać Stadion Narodowy po meczach kadry Polski z nadmiaru coli, fanty, soków. Ale takich ludzi Włosi nie potrzebują, mają swoje pomysły, a dla nich na pierwszym miejscu jest calcio. Druga połowa Anglia – Rumunia U-21 stanowiła wspaniałą reklamę futbolu, emocje, kibice doświadczyli nieprawdopodobnych emocji. Po 75 minutach mieliśmy wynik 0:0, karny George Puskasa (kolegi Radosława Murawskiego z US Palermo) dał Rumunom prowadzenie. Chwilę po tym podopiecznych Mirela Radoi ostudził Demara Gray. Skrzydłowy Leicester City (34 mecze – 4 gole w minionym sezonie Premier League) przeprowadził indywidualną akcję i Radu musiał wyciągać piłkę z siatki. Anglicy wiedzieli, że muszą wygrać, ale zaskoczył ich gość o nazwisku Hagi.
Syn Gheorghe strzelił z dystansu w stylu genialnego taty. 2:1 dla Rumunii, lecz szokująca riposta Anglików. Tammy Abraham pokazał, że 26 trafień dla Aston Villi w sezonie Championship nie było dziełem przypadku. 21-latek, który grał w Swansea z Łukaszem Fabiańskim wszedł w Cesenie z ławki i dał jakość, nie dał jednak nawet remisu Wyspiarzom. Wiele zespołów po takich odpowiedziach Anglii by już miało dość, ale Rumuni byli silni swoją wiarą w sukces. Przy bramce na 3:2 pomógł im Henderson, który popełnił fatalny błąd. – Nie wiem co zrobiłem, jest mi bardzo przykro – opisywał gola na 3:2 Comana bramkarz, bez którego Sheffield United nie zrobiłby awansu do Premier League. Między trzecim i czwartym golem Rumunii Anglicy jeszcze obili poprzeczkę, gdy zabrzmiał końcowy gwizdek arbitra to już nie miało znaczenia. – Czekamy na sukces wiele lat. Jesteśmy silnie zmotywowani, no i mamy mocny zespół – mówi Ionut Radu, który chce by zostało przedłużone jego wypożyczenie z Interu do Genui. – Zagrałem w poprzednim sezonie 33 mecze w lidze, a o to chodzi by grać, nie siedzieć na ławce – podkreśla niezwykle sympatyczny kolega Krzysztofa Piątka. Nie tylko ze względu na jego osobę ceni Polaków, o których tu się mówi i pisze, że bronią jak mistrzowie. Dla rumuńskich kibiców, którzy świętowali pokonanie nielubianych Anglików w pociągu na trasie Cesena – Bolonia najważniejsza jest jednak ich młodzieżówka. Olimpiadę i medal na Euro U-21 2019 Romanija ma na wyciągnięcie ręki. /JKM/











