E2: Korona – Legia 1:2
Doliczony czas meczu Korony z Legią, wynik 1:1. Gospodarze sprawiają już wrażenie zadowolonych z remisu, ale z autu futbolówkę rzuca Paweł Stolarski, a po główce Jose Kante Valerian Gvilia prawą nogą lokuje ją w siatce…
Racja Scolariego
- Jak nie zabijesz sam zostaniesz zabity – mówił tak swego czasu Luis Felipe Scolari, trener złotej Brazylii z finałów MŚ 2002. Miał na myśli takie starcia jak Korony z Legią. Podopieczni Aleksandara Vukovicia nie grali nie wielkiego, a gospodarze zamiast ich przycisnąć, dobić grali zbyt bojaźliwie. Korona ma fajną ekipę, ale brakuje jej takiej agresji, waleczności, może dlatego, że jeszcze nie tworzy kolektywu. Siłę kielczan osłabił też nieco swoimi decyzjami Gino Lettieri, bo trudno zrozumieć dlaczego na ławce posadził Erika Pacindę i Urosa Duranovicia, którzy dobrze pokazali się przeciw Rakowowi. Swojej szansy nie wykorzystało Vato Arweładze, bo od jego nieudanego zagrania piętą zaczęła się bramkowa akcja Legii na 0:1. Paweł Stolarski poszedł bez kompleksów, wygrał przebitkę z Ognjenem Gnjaticiem i dograł wbiegającemu w pole karne Arvydasowi Novikovasowi. Jeszcze przed przerwą Korona wyrównała, a po dośrodkowaniu Mateja Pucko Michal Papadopulos przypomniał kibicom, że w CV ma Arsenal Londyn. Gdyby już w doliczonym czasie dostrzegł go Vato może kielczanie wyszliby na prowadzenie… Gruzina w drugiej połowie już nie zobaczyliśmy, bo Lettieri pamiętał mu: - zmarnowaną okazję w 17 minucie (zagranie Cebuli), - akcję Legii na 0:1, - brak podania do Papadopulosa w 45+1. Nie można jednak zwalać na niego winę za porażkę. Arweładze podejmował ryzyko, choć wychodziło to słabo (ale miał udział przy bramce na 1:1 – przerzut do Pucko). W drugiej części, w końcówce kielczanie ponieśli karę za to, że bali się spróbować, ogarnęła ich bojaźń i zadowolenie z remisu.
Niedosyt
Legii obecnie w słabej polskiej ekstraklasie nie ma się co bać, bo choć tam jest kilku dobrych zawodników to raczej to zlepek, nie drużyna. Aleksandar Vuković ciągle spiera się z krytykami swoich poczynań i wreszcie w Kielcach zdobył argument. Z pomocą przyszła mu Korona, która nie poszła na całość, a pod koniec wyczekiwała ostatniego gwizdka. Legioniści ją skarcili, a Lettieri przegrał, przynajmniej na razie walkę o widzów. Znowu pękła bariera 10 tysięcy, ale fani oczekują ofensywnej, efektownej gry, nie kłaniania się w pas innym zespołom. Piłkarze Korony nie mogli narzekać na doping, bo był świetny. Kibice też pięknie podziękowali za pracę w klubie Michałowi Siejakowi, który odchodzi. Szkoda go zrobił w Koronie coś pięknego, charakterystycznego i mógł zostać na dłużej. Pewnych układów nie da się jednak tak łatwo obejść, a w korporacji nie ma litości. Szkoda tylko, że odsuwa się ludzi związanych z tymi barwami, a staje się to dzięki podszeptom osób, którzy jeszcze kiedyś złorzeczyli na Koronę. Miejmy nadzieję, że karma wróci, tak jak w przypadku potraktowania Marka Mierzwy, trenera juniorów starszych, mistrzów kraju. Prezes Krzysztof Zając, który mimo wielu niepochlebnych opinii dużo spraw w klubie wyprowadził na prostą i poprawił musi chyba powinien przemyśleć zmianę doradców. /JKM/ Fot. Michał Chwieduk
Ekstraklasa – 2 kolejka
28.07.2019, niedziela
Korona Kielce – Legia Warszawa 1:2 (1:1)
0:1 Arvydas Novikovas 25 lewą nogą (asysta Stolarski)
1:1 Michal Papadopulos 45 prawą nogą (asysta Pucko)
1:2 Valerian Gvilia 90+4 prawą nogą (asysta Kante)
Korona: Sokół – Gardawski, Kovacevi, Marquez, Dziwniel – Gnjatić, Żubrowski – Cebula (80 Pacinda), Arweładze (46 Jukić), Pucko – Papadopulos (61 Duranović).
Legia: Majecki – Lewczuk, Astiz, Jędrzejczyk, Stolarski – Jodłowiec (68 Nagy), Martins, Antolić – Luquinhas, Niezgoda (61 Kante), Novikovas (61 Gvilia).
Żółte kartki: Gardawski, Marquez – Lewczuk, Kante, Astiz.
Sędziował: Krzysztof Złotek (Gorzyce).
Widzów: 11692.
Liczby meczu
3 – miesiące Korona nie wygrała domowego meczu w elicie, ostatnio 22 kwietnia ze Śląskiem 2:0
4 – porażki z rzędu Korony z Legią w ekstraklasie
6 – goli Koronie strzelił Arvydas Novikovas, 5 dla Jagiellonii, 1 dla Legii
92 – dni czekała Legia na wygraną o ligowe punkty










