Ważniejsze niż kasa
Andrzej Jaskot z Benedyktem Noconiem nie zagrał w jednej drużynie, ale razem trenowali, także na obozie Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. To wystarczyło by przyjechać na Mecze Pamięci do Łagowa.
Jak wspominasz Benka Noconia?
Andrzej Jaskot: Zanim spotkaliśmy się na treningach w Dyskobolii mierzyłem się z nim w barwach innych klubów. Benek był koleżeńskim, wesołym gościem, którego nie dało się nie lubić. Gdy ja trafiłem do Grodziska Wielkopolskiego on odchodził na wypożyczenie. Na obozie w Austrii wielokrotnie rozmawialiśmy, potem mieliśmy dobry kontakt, a wiadomość o jego chorobie, potem śmierci mną wstrząsnęła. Gdy dowiedziałem się o Meczach Pamięci w Łagowie to zrobiłem wszystko by na nie przyjechać. Jesteśmy ludźmi ulepionymi z tej samej gliny, dlatego trzeba w jakiś sposób oddawać hołd tym, których nie ma już wśród nas. Liczy się człowiek, nie kasa.
Frekwencja na Meczach Pamięci w Łagowie cię zaskoczyła?
Próbowałem zaprosić osoby, które grały z Benkiem w Dyskobolii, ale… Nie oceniam innych, a jak ktoś bardzo chciał przyjechać to przyjechał. Znowu zagrałem z Arkiem Bilskim, kumplem z Ceramiki Opoczno, innymi kolegami z boisk różnych lig. Pogadałem też z Czesławem Palikiem, który kiedyś chciał mnie sprowadzić do Korony, było do tego o kroczek. Tak na co dzień brakuje czasu na takie spotkania, a w Łagowie rywalizowaliśmy na niezłym poziomie, z emocjami, w fajnym miejscu. Przejeżdżając przez tą miejscowość nie miałem pojęcia, że jest tu piękny obiekt i działają prężni ludzie. Szacunek dla organizatorów Meczów Pamięci, w zmaterializowanym świecie inicjatywy tego typu zasługują na uznanie. A frekwencja i organizacja były super, wszystko mi się podobało. Satysfakcja, że uczciliśmy pamięć ludzi futbolu, których już nie ma pośród nas.
Dlaczego nie działasz w piłce nożnej?
Ostatnio byłem asystentem Włodzimierza Gąsiora w Stali Mielec, a po awansie do drugiej ligi podziękowano mi w słaby sposób. Stal się nie chwali, że się sądzi z wychowankiem o pieniądze, bo zostałem potraktowany katastrofalnie. Nie przeszkadza mi to w chodzeniu na mecze, kupuje normalnie bilety, siadam na trybunach. Dziwię się, że w ciągu dwóch ostatnich sezonów nie zrobiono awansu tym razem do ekstraklasy. Klub jest poukładany organizacyjnie, finansowo, ma oddanych i licznych kibiców, brakuje tylko kropki nad i. A jeśli chodzi o mnie to mam inne źródła utrzymania niż piłka nożna, co nie oznacza, że nie mam ambicji powrotu. Dla samej idei nie zamierzam jednak działać w futbolu.
Dobrze znasz Kubę Żubrowskiego. Jakie perspektywy widzisz przed nim?
Kubę pamiętam jeszcze z trzeciej ligi, imponował inteligencją i techniką. Po powrocie ze Stali Mielec do Korony zasługiwał nawet na sprawdzenie w reprezentacji Polski. Potem miał słabszy okres, ale to naprawdę zawodnik o dużym potencjale, czołowy defensywny pomocnik ekstraklasy. Wierzę, że to co najlepsze dopiero przed nim i kibicuje mu z całego serca. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. WajdaFoto



