Pechowiec Smoła
8 maja Michał Smolarczyk strzelił swojego ostatniego gola w oficjalnym meczu. Z rzutu karnego pokonał bramkarza Chełmianki, a Sokół Sieniawa zremisował 1:1. Wciąż niewiadomo gdzie Smoła będzie występował w sezonie 2019/20.
Pamiętasz swoje ostatnie trafienie?
Michał Smolarczyk: Z karnego w meczu z Chełmianką.
Dlaczego obecnie nie grasz?
Prześladuje mnie pech. Mam kontuzję, która jest spokojnie do wyleczenia, ale potrzebuje trochę czasu. Chciałbym szybko wrócić i strzelać gole, ale wychodzi, że chyba za szybko. Jak się poczuje za dobrze to mnie rozpiera, pograłbym. Mam głód futbolu i zdobywania goli. Wciąż jestem przymierzany do klubu z Kluczborka, do 20 sierpnia ma się rozstrzygnąć temat, pod uwagę biorę też inne opcje.
ŁKS Probudex Łagów?
Nie ma tematu, choć był. Sztuczna nawierzchnia przy mojej obecnej sytuacji mogłaby się okazać zabójcza. W Łagowie jest dobrze poukładany klub, Marek Brudek dba o wszystko, a mi się podoba presja wyniku. Szkoda, że nie mogę tym uczestniczyć.
Inne kluby z czwartej ligi dzwonią?
Jakieś zainteresowanie jest.
Może jesteś za drogi?
Bez przesady, zawsze się można dogadać. Mi zależy na graniu w piłkę, a pech się kiedyś skończy. Po debiucie w ekstraklasie inaczej sobie wyobrażałem swoje dalsze losy, ale wyszło jak wyszło. Poddawać się nie można.
W regionie świętokrzyskim piłkarze mają trudniej?
Według mnie to najgorszy region w Polsce. Poznałem piłkę na Podkarpaciu, Kujawach i jesteśmy za nimi daleko z tyłu. Organizacja jedno, cała otoczka drugie, poziom trzecie.
U nas brakuje celów sportowych?
Wydaje mi się, że tak. Nie ma presji, a presja pomaga. W naszym regionie za wielu zawodników, zespołów zadowala się wegetacją w czwartej lidze, okręgówce, przez to nie ma sportowego rozwoju. Moim zdaniem jak ktoś się cieszy z faktu, że kopie sobie piłkę w czwartej, czy piątej lidze, czyli na piątym i szóstym poziomie to niech nie próbuje nazywać się piłkarzem. Oczywiście przyjemność z gry to podstawa, a i tego brakuje wielu chłopakom.
Dlaczego pod górkę ma młodzież?
To wszystko zależy od danego klubu. Paweł Bień w Wiernej potrafi wprowadzać młodych zawodników, co przynosi korzyść klubowi i samym graczom. Warto ryzykować, a im niższa klasa, tym ryzyko jest mniejsze. Z tą młodzieżą to ogólnie u nas w kraju jest trochę dziwnie. Korona zdobyła mistrzostwo Polski juniorów i jakoś nie widać złotych medalistów w zespole Gino Lettierego. Cały czas liczę, że dostaną prawdziwe szanse, ale wszystko w rękach trenera. Ja też nie przestaje wierzyć, że karta mi się odwróci i niebawem znowu o mnie usłyszą. Nie zapomniałem jak się strzela gole. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot.WajdaFoto



