Quasimodo
Quasimodo – tak kibice z Łagowa nazywają jednego ze stewardów (bileterów, ochroniarzy) z Bodzentyna. Jednak nie utarczki z jego udziałem były gwoździem programu podczas sobotniego starcia Łysica – ŁKS Probudex Łagów.
Cyrk
W drugiej połowie przy stanie 0:2 piłkarz Łagowa wybił piłkę na aut, gdyż na boisku leżał jeden z zawodników Łysicy. Mirosław Kalista tak oddał futbolówkę, że przelobował nieco rozkojarzonego Aleksija Shrama. No, niby golkiper gości pomyślał, że rywal zagra fair-play, ale powinien być bliżej linii bramkowej. Zaczęły się przepychanki, targi, a arbiter nie wiedział jak zareagować. Prezesowi Łysicy, chyba też trenerowi nie było w smak, że zespół gospodarzy chce zrekompensować trafienie Kalisty gościom. Sam as z Bodzentyna zapewniał, że tak gola nie chciał zdobyć, tylko po prostu Shram zaspał. Z drugiej strony jednak Kalista swobodnie mógł odkopać piłkę na aut i nie byłoby tematu. Piłkarze Łysicy podeszli do sprawy tak, że strzelili swojaka i zrobiło się 2:3. Na trybunach było gorąco, bo pan Quasimodo wyzywał się z fanami Łagowa, włączył się w to prezes miejscowych, na szczęście zainterweniował rozsądny pan z Bodzentyna i uspokoił towarzystwo. Generalnie całe to zamieszanie nie było dobrą reklamą świętokrzyskiej piłki.
Oceniając Łysicę
Łysica od początku grała bardzo agresywnie i niepotrzebnie Norbert Drożdżał przesadził z wejściem w Andrzeja Paprockiego i słusznie zobaczył czerwony kartonik. Mimo osłabienia gospodarze się nie poddawali, a po wyrównaniu stanów osobowych zwietrzyli szansę na przynajmniej punkt. Po raz n-ty Mirosław Kalista pokazał, że marnuje się i traci czas na piątym poziomie rozgrywkowym. Strzelał (z wolnego też), rozgrywał, dryblował, dośrodkowywał, dawał jakość drużynie. Tomasz Dymanowski wprowadził do zespołu dyscyplinę i widać też postęp w grze obronnej. W pewnych momentach jego ludzie są za bardzo elektryczni i łapią głupie żółte kartki, ale to też można poprawić.
Oceniając Łagów
Pierwsza połowa niezła, ale widać, że piłkarze ŁKS sami sobie stwarzają presję. Chcieliby grać szybko, agresywnie, nie zawsze im to wychodzi, bo są niedokładni. Po czerwonej kartce Drożdżała złapali luz i pokazali wiele fajnych akcji, a co najważniejsze strzelili dwa gole. Zamieszanie po przerwie wybiło ich z tonu, czerwona kartka Rybusa też dołożyła do pieca. Gol Kalisty z karnego i zmiany, z którymi Ireneusz Pietrzykowski nie trafił kompletnie zaowocowały nerwową końcówką. Łagów dowiózł korzystny wynik, a trener zgotował podopiecznym niezłą przemowę. Ostre słowa padały, bo choć 3 punkty są najważniejsze szefowie klubu wymagają znacznie więcej od teamu, na który łożą niemałe środki.
4 liga
24.08.2019, sobota
Łysica Bodzentyn – ŁKS Probudex Łagów 2:3 (0:2)
Mirosław Kalista 63, 78 karny – Michał Rybus 36, Krzysztof Słaby 44, samobójcza Konrad Kijanka 67.
Łysica: Wróblewski – Drabik (46 Chrzanowski), Drożdżał, Skrobisz, Dziedzic – Kijanka (70 Garbacz), Mikołajek (82 Wikło), Kamiński, Niedbała (39 Gołyski) - Michta, Kalista.
Łagów: Shram – Krzeszowski, Cedro, Czeneszkov, Ślefarski, Dudzik – A. Paprocki (70 P. Gardynik), Biesiada, Rogoziński (82 Gwóźdź) – Słaby (76 Zaręba), Rybus.
Żółte kartki: Rybus 2, Rogoziński, Paprocki, Cedro (Łagów) + ?
Czerwone kartki: Drożdżał (Łysica) – 15, Rybus (Łagów) – 79.
Sędziował: Mateusz Łosiak.
Widzów: ponad 100.
Liczba meczu
7 – tyle złotych kosztuje bilet na mecz Łysicy
Zobacz samobója Łysicy





