Broda Walasa
- Krok po kroku idziemy do przodu – powiedział po meczu z Zagłębiem Lubin trener Korony, Mirosław Smyła. Nie o takim postępie marzą kibice żółto-czerwonych, którzy rozstali się szybciutko z Pucharem Polski.
Sprzątanie po Gino
Smyła ma do posprzątania po Gino Lettierim niesamowity bałagan. Jego poprzednik rozwalił szatnię, a część zawodników traktuje Koronę głównie jako tymczasowe miejsce zarobku. Niestety, kielecki team opiera się na armii zaciężnej, choć wcale niezłej piłkarsko i do tego towarzystwa musi dotrzeć Mirosław Smyła. Nowemu trenerowi pewnie bardzo się w Kielcach podoba, ma poparcie Krzysztofa Zająca, ale musi na pewne osoby w klubie uważać. Niby każdego trenera, piłkarza poklepują po plecach, ale myślą przede wszystkim o sobie, swoich posadach. Rozstanie z Markiem Mierzwą, który poprowadził do mistrzostwa Polski juniorów dało wiele do myślenia, bo można było tą sprawę rozwikłać inaczej. Klub przepłacał Gino Lettierego, który nie osiągnął żadnych sukcesów i zbyt długo trzymał go na stanowisku, a atmosfera się psuła. Krzysztof Zając otacza się kiepskimi doradcami, nie każdemu pewnie zależy na dobru klubu, ale w końcu postanowił zastąpić Lettierrego. Smyła zaczął od porażki z Lechią w Gdańsku i do boju z Zagłębiem Korona przystąpiła z poczuciem niedosytu, chęcią rehabilitacji.
Szybka przygoda
- Marzy mi się finał Pucharu Polski – przed dwoma laty mówił Krzysztof Zając, prezes Korony. W sezonie 2017/18 kielczanie byli blisko, ale wskutek pomyłek Lettierego odpadli w półfinale z Arką Gdynia. Gino w nagrodę dostał… podwyżkę, a w kolejne edycji skompromitował się w Sandomierzu z Wisłą. Po blamażu działacze obiecali wyciągnąć konsekwencje, ale piłkarze i trener szybko o tym zapomnieli. Życie toczyło się dalej. Kolejnego podejścia Gino do Pucharu Polski już nie było. Z Zagłębiem Smyła dał szansę m.in. Piotrowi Pierzchale, któremu powierzył opaskę kapitańską i się nie zawiódł. Był też zadowolony z gry Vato Arweładze, chłopaka o wielkich papierach, ale strasznie leniwego. Reprezentant Gruzji (ostatnio pominięty przy powołaniach do pierwszej reprezentacji) w końcówce próbował zaskoczyć Dominika Hładuna, ale golkiper z Lubina wykazał się tak jak wcześniej przy uderzeniach Mateja Pucko i Ivana Jukicia. Hładun pomógł Zagłębiu, Kukić też, bo puścił babola i dzięki temu kielczanie przegrali. Pewnie Chorwat jest znacznie lepszym bramkarzem, niż pokazał w tym spotkaniu Pucharu Polski. Postawa niektórych zawodników wynika z sytuacji panującej w klubie, a teraz, jak to się mówi w naszym kraju Korona musi się skupić na lidze. Jeśli trener Smyła jest przesądny powinien zachęcić pracownika klubu, Kamila Walasa do zgolenia brody, bo w niej odstrasza i kibiców i piłkarzy. Kiedyś na reprezentację Polski działała klątwa Piechniczka, teraz mówią w Kielcach o klątwie Pawła Jańczyka, lub klątwie Kamila Walasa, a tak najbardziej to Korona potrzebuje punktów w ekstraklasie, zwycięstw. Szkoda, że Puchar Polski ma już z głowy. /JKM/ Fot. Korona Kielce
Puchar Polski – I runda
24.09.2019, wtorek
Korona Kielce – Zagłębie Lubin 0:1 (0:0)
Dawid Pakulski 66 prawą (dobitka strzału Dąbrowskiego)
Korona: Luka Kukić – Grzegorz Szymusik, Piotr Pierzchała, Themistoklis Tzimpoulos, Daniel Dziwniel – Ognjen Gnjatić – Rodrigo Zalazar (78 Erik Pacinda), Matej Pucko, Vato Arweładze – Michał Żyro (65 Ivan Jukić), Uros Djuranović (71 Michal Papadopulos).
Zagłębie: Dominik Hładun – Alan Czerwiński, Bartosz Kopacz, Maciej Dąbrowski, Sasa Balić – Jakub Tosik, Bartosz Slisz – Paweł Żyra (66 Filip Starzyński), Sasa Zivec, Damjan Bohar – Rok Sirk (46 Dawid Pakulski, 82 Łukasz Poręba).
Żółte kartki: Szymusik – Zivec, Balić, Slisz.
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów: 1981



