BVB na Sinobo
W Pradze kibice oszaleli na punkcie Slavii, która po 12 latach wróciła do elitarnej Ligi Mistrzów. Na mecz z Borussią Dortmund na Sinobo Stadium trudno było się dostać, a bilety trochę kosztowały…
Pod obiektem rządzili Polacy, którzy wcześniej zakupili sporo wejściówek, a teraz sprzedawali je z przebitką. Po znajomości jeden kielczanin zapłacił tylko około 400 złotych, a tak to trzeba było się liczyć z wydatkiem 200, ale piszemy o euro i mówimy o minimum. Za zwykły bilet na lożę VIP płaciło się ponad 300 euro, nie było czasu na narzekanie, bo ustawiały się kolejki chętnych. Slavia po remisie z Interem na San Siro zagrała kolejną dobrą partię, ale przegrała z Borussią Dortmund 0:2, bo była nieskuteczna. – Wypunktowaliśmy mistrzów Czech, ale trzeba przyznać, że to dobry zespół, który potrafi utrzymać się przy piłce – podsumował Łukasz Piszczek, 34-letni polski obrońca BVB. Kibiców z Dortmundu też oczywiście nie mogło zabraknąć, a co chwilę spiker zwracał im uwagę o odpalanie rac. Niewiele sobie z tego robili, więc klub z Niemiec poniesie surową karę. Gospodarze na trybunach zaimponowali wspaniałą oprawą i dopingiem, ale nie pomogło to piłkarzom w wywalczeniu przynajmniej punktu. Slavia jednak cieszyła się z powrotu na jej należne miejsce, bo nikt w klubie z Vrsovic nie chce się odzwyczajać od Ligi Mistrzów. /JKM/ Fot. Michał Chwieduk



