Katorga
To był piłkarski paszkwil, o którym trzeba szybko zapomnieć. Orlicz najlepiej wypadł w kółeczku przed pierwszym gwizdkiem, a zaczynając mecz wymienił 11 podań. No i się zaczęła katorga dla garstki kibiców.
Antyfutbol
Taktykę Orlicza trudno nazwać nawet antyfutbolem. W pierwszej odsłonie Mateusz Kokosza cierpiał sam z przodu, nawet nie dostawał podań od kolegów, a goście sprawiali wrażenie zespołu, który chce po prostu przetrwać. Dotrwali z wynikiem 0:0 do przerwy, bo Lubrzanka nic nie wymyśliła. Kibice (większość z Suchedniowa) oglądali kopaninę, a piłka często lądowała na autach. Tak nie przystoi prezentować się nawet na piątym poziomie rozgrywkowym. Po przerwie goście chcieli zaatakować, weszli Tomasz Raczyński i Tomasz Staszewski, ale gole strzeliła Lubrzanka. Oba Bartek Sosiński, który zachował się jak rasowy napadzior. – Lubrzanka zaskoczyła nas ze stałego fragmentu, potem z kontry – podsumował Mariusz Arczewski, trener Orlicza, sympatyczny człowiek i ambitny szkoleniowiec. Ale… chyba musi zrozumieć, że defensywką nic nie zwojuje nawet tu, a po drugie wielu z jego podopiecznych nie nadaje się na tą klasę. Pewnie nie zdają sobie z tego sprawy, albo udają, że nie zdają, ale widać, że na boisku męczą się okropnie, nie widać, że gra sprawia im przyjemność. Do tego dochodzą problemy z mentalnością i charakterem, a być może zostali zagłaskani. Odsyłamy do tabeli.
Sarri i rulety
Jacek Pawlik kurzy papierosy jak Maurizio Sarri, szkoleniowiec Juventusu. Czasami z nerwów, ale w meczu z Orliczem nie musiał się zbytnio stresować. Jego zespół grał słabo (z wyjątkami), ale rywal był tak beznadziejny, że dał się gładko ograć. Dobre dogrania Mariusza Grzejszczyka i Michała Cedro zamienił na gole Bartek Sosiński. Gospodarze wyglądali przyzwoicie w obronie, a Paweł Mech wygrał przy stanie 1:0 pojedynek sam na sam z Tomaszem Raczyńskim (zawodnik Orlicza zszedł, bo krew polała mu się z nosa). Nawet w jednak tak kiepskim meczu przebłyski artyzmu zdarzały się Bartkowi Bębnowi. Dwukrotnie świetnie wykonał tak zwaną ruletę, a potem powtórzył to ponownie i oddał strzał, po którym piłka przeszła nad poprzeczką. Za to i tak zasłużył na tytuł kozaka. Lepiej oglądać coś takiego niż zespół Orlicza w pierwszej odsłonie, wierzący że coś mu się uda, ale nic nie robiący by się udało. Udało się za to Lubrzance i może to zachęci zespół Orlicza, by zaczął grać ofensywnie, podejmował ryzyko. Po spotkaniu Jacek Pawlik mógł spokojnie odpalić cygaretę, a do Mariusza Arczewskiego dotarło, że czeka go smutny weekend. Taki jak jego ekipa przed przerwą w Kajetanowie. Kibice z Suchedniowa nie tracą wiary, że pupile się przebudzą i dadzą im trochę radości.
Cytaty z trybun
Rozmowa kibiców Orlicza: - Kogo on wystawił w pierwszym składzie? – A co to za różnica?
Kibic Orlicza: - Kokosza czeka na podanie. Poczeka do świąt.
Kibic Orlicza: - Z taką grą to spadniemy do klasy B.
Kibic Lubrzanki o Orliczu: - W co oni grają?
Kibic Orlicza o Bębnie: - Ku…, Zidane, i to mu wyszło.
4 liga (5 poziom)
5.10.2019, sobota
Lubrzanka Kajetanów – Orlicz Suchedniów 2:0 (0:0)
Bartosz Sosiński 53, 71.
Lubrzanka: P. Mech – Lubocha, Motyl, Kwiatek, Michał Cedro – M. Grzejszczyk (80 Gaj), Zawierucha, H. Janyst, B. Bęben, Marynowski (46 Plech) – Sosiński (80 Miernik).
Orlicz: Sitek – Świtowski, Tacij, Stawiak, Bator – Strzelec (60 Tumulec), Jarząb, Boleń (46 T. Staszewski), P. Solnica, Skarbek (46 T. Raczyński, 73 P. Grzejszczyk) – M. Kokosza.
Żółte kartki: Marynowski, Zawierucha, P. Mech – Skarbek.
Sędziował: Paweł Gach.
Widzów: około 40 (większość kibice Orlicza).




