Król Lew(y)
W 2013 roku Robert Lewandowski strzelił tylko 3 gole dla kadry, w tym 2 San Marino i jego krytycy doradzali mu rezygnację z gry dla narodowych barw. Na szczęście Lewy nie zdecydował się na taki krok, a dziś dawnym malkontentom po prostu wstyd.
My, Polacy lubimy narzekać, szukać dziury w całym, podważać sukcesy naszych wybitnych rodaków. Do elitarnej grupy zalicza się Robert, choć nie wygrał nigdy Ligi Mistrzów, nie zdobył medalu z drużyną narodową na wielkiej imprezie. Człowiek, który robi taką furorę w Niemczech zasługuje na niesamowite uznanie. Zaraz po przenosinach z Lecha Poznań do Borussii Dortmund Lewandowskiemu zdarzały się kiksy i stał się obiektem kpin u naszych zachodnich sąsiadów. Szybko jednak udowodnił Niemcom, że nie jest Polaczkiem, tylko Polakiem przez duże P i jemu Niemcy powinni się kłaniać. Nie ma sensu rozpisywać się o jego dokonaniach w Borussii Dortmund, Bayernie, seryjnie zdobywanych golach w krajowych rozgrywkach w Niemczech oraz w Lidze Mistrzów. Ludzie się do tego przyzwyczaili. Lewy rósł jak na drożdżach w kadrze, za kadencji Adama Nawałki rozstrzelał się na dobre. 13 bramek w eliminacjach ME 2016, 16 w kwalifikacjach MŚ – te liczby nie pozostały bez echa na świecie, ale Robert nie poparł tego skutecznością w wielkich turniejach. O ile na Euro we Francji wpisał się na listę zdobywców goli w ćwierćfinale z Portugalią, a jak lew walczył na całym boisku dla drużyny to mundial w Rosji kompletnie mu nie wyszedł. Nie zaliczył żadnego trafienia, a Polska, rozbita wewnętrznie, nad którą nie panował Nawałka nie wyszła z grupy. Biało-czerwoni nie spełnili oczekiwań, największa krytyka spadła na Lewego, ale tym razem nie rozważał rezygnacji z kadry. – Nie zostawia się w takim momencie drużyny – przyznał i choć początki jego współpracy z Jerzym Brzęczkiem pozostawiały wiele do życzenia to as Bayernu był gotów do największych poświęceń. Jakoś przebolał serię 8 meczów w reprezentacji bez gola, nieudaną Ligę Narodów. Pojawił się Krzysztof Piątek i niektórzy znawcy domagali się by on był pierwszym wyborem Brzęczka. Robert nie podchodził jednak tak do sprawy. Wiedział, że może pomóc Piątkowi, może pomóc sobie i kadrze. Gdy w marcu tego roku przełamał się i zaaplikował bramkę Łotwie spadł mu kamień z serca. Tej jesieni znajduje się w wielkiej formie. W Bayernie jest gwiazdą nad gwiazdy, w każdym meczu strzela gole, bije rekordy. Przełożył to na drużynę narodową, popisał się hat-trickiem z Łotwą w Rydze, a to co zaprezentował w rewanżu ze Słowenią w Warszawie było pokazem jego mocy. Były zawodnik Znicza Pruszków rozwija się nawet po trzydziestce i jeśli trafi z formą na finały Euro 2020 biało-czerwoni mogą stać się groźni dla najlepszych. A krytycy Lewego? Pewnie widzieli, jak kibic z Izraela wbiegł w Jerozolimie na murawę i pocałował Roberta po stopach. Jego tak naprawdę po stopach powinni całować polscy kibice. Króla krytykować nie wypada. Jego trzeba wielbić i podziwiać. Kropka. Jaromir Kruk / Fot. WajdaFoto





