Głód Juergena
Przegrane finały Ligi Mistrzów w latach 2013 i 2018 nie odebrały zapału Juergenowi Kloppowi. W ubiegłym roku wreszcie sięgnął z Liverpoolem po to trofeum i zerwał z radością łatkę numeru 2. W tej chwili The Reds bo bezapelacyjna jedynka globu.
Świetny szkoleniowiec objął Liverpool w październiku 2015 i zaczął realizować swoje pomysły. Władze klubu zaufały mu w stu procentach, a na naszych oczach tworzyła się maszyna do wygrywania. W sezonie 2015/16 The Reds zajęli ledwie ósme miejsce w ligowej tabeli, w kolejnych dwóch plasowali się na czwartym. W 2016 roku armada Kloppa dotarła do finału Ligi Europy, w którym nie dała rady Sevilii. 2 lata później zameldowała się w Kijowie na finale Ligi Mistrzów i poległa głównie wskutek baboli Kariusa z Realem Madryt. Kibicom wciąż brakowało trofeum, lecz ufali trenerowi, który udoskonalał maszynę. Przy Kloppie niektórzy zawodnicy poczynili niewyobrażalne postępy, Mo Salah, Sadio Mane, Virgil van Dijk, czy bramkarz Alisson stali się supergwiazdami. Klopp wykreował też ważnych piłkarzy do reprezentacji Anglii, z Trentem Alexanderem-Arnoldem na czele. W sezonie 2018/19 The Reds bili się z Manchesterem City o mistrzostwo, tak oczekiwane na Anfield, a niejako przy okazji zaliczali wspaniałą przygodę w Champions League. O sile Liverpoolu przekonał się Bayern, pokonany w Monachium 3:1. Robert Lewandowski, ulubieniec Kloppa z Dortmundu jego obecnej drużynie bramki nie wbił, ale i tak usłyszał ciepłe słowa na swój temat. – Robert jest częścią mojej historii, miło widzieć gdzie zaszedł – powiedział sympatyczny, słynący ze świetnych relacji z mediami szkoleniowiec. Jego The Reds odprawił Lewego, odprawił też Leo Messiego i Barceloną. Po 0:3 na Camp Nou The Reds znajdowali się w fatalnym położeniu, już w memach szydzono z Kloppa, ale… 7 minuta rewanżu – Divock Origi, 54 i 56 – Georginho Wijnaldum, wreszcie 79 znowu niedoceniany Origi i Liverpool pokonał Barcę 4:0. W finale w Madrycie ludzie Kloppa poszli jak po swoje i szybko za sprawą Mo Sahala (karny objęli prowadzenie), a oszołomiony Tottenham dobił jeszcze Origi. Przykład reprezentanta Belgii pokazuje, że Klopp pochopnie nikogo nie skreśla. Nie puścił 24-latka do innego angielskiego zespołu, lub do Turcji, bo był przekonany, że mu się przyda. Miał rację. Nie płakał po odejściu Philippe Coutinho, choć Brazylijczyk ma niesamowite umiejętności. Wolał jednak Barcelonę, dziś występuje w Bayernie i gdzieś tam pewnie po cichu żałuje, że pochopnie opuścił Anglię. A Liverpool wygrywając Champions League wszedł na wyższy pułap i złapał głód sukcesów. Przegrana batalia o Tarczę Dobroczynności (odpowiednik naszego Superpucharu) z Manchesterem City rozłościła The Reds i niedługo po tym sięgnęli po Superpuchar Europy. Karne też szlifowali i w konkursie jedenastek z Chelsea byli bezbłędni. Rok 2019 Liverpool zakończył wygraną w Klubowych Mistrzostwach Świata i na czele stawki w Premier League. W sezonie 2013/14 w dramatycznych okolicznościach (kiks Stevena Gerrarda) zmarnowali wydawałoby się niepowtarzalną szansę na powrót na tron angielskiej piłki. Czekają na to od 1990 roku, czyli stanowczo za długo. Nie udało się w poprzednim cyklu, ale teraz maszyna Kloppa kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, a trener pilnuje, by cały czas byli skoncentrowani i spragnieni sukcesów. Mina Niemca wytykającego błędy podopiecznym przy stanie 3:0 z Leicester City na wyjeździe nie wymaga specjalnego komentarza. Sam Klopp wie, że choć stworzył monstrum jeszcze można coś poprawić. Trzeci skład The Reds (inni pojechali na Klubowe MŚ) dostał baty w Pucharze Ligi z Aston Villą i dzięki temu wiadomo, że kadrę nadal trzeba wzmacniać. Konkurencja nie śpi, ani angielska, ani europejska, a poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Gdy bossowie Liverpoolu zatrudniali Kloppa wiedzieli, że ten człowiek może im dać upragnione mistrzostwo Anglii. W końcu on z Borussią Dortmund sięgał dwukrotnie po prymat w Bundeslidze. W Premier League znacznie trudniej się wygrywa, ale Kloppa to nie przerażało i nie przeraża. Wygrał już Ligę Mistrzów, a w maju zostać piłkarskim królem Anglii. Zanosi się, że sprawa zostanie przesądzona znacznie wcześniej. /JKM/ Fot.WajdaFoto
LIVERPOOL 2019
Styczeń
Manchester City L 1:2 (w)
Wolves P 1:2 (w)
Brighton L 1:0 (w)
Crystal Palace L 4:3 (d)
Leicester L 1:1 (d)
Luty
West Ham L 1:1 (w)
Bournemouth L 3:0 (d)
Bayern LM 0:0 (d)
MU L 0:0 (w)
Watford L 5:0 (d)
Marzec
Everton L 0:0 (w)
Burnley L 4:2 (d)
Bayern LM 3:1 (w)
Fulham L 2:1 (w)
Tottenham L 2:1 (d)
Kwiecień
Southampton L 3:1 (w)
FC Porto LM 2:0 (d)
Chelsea L 2:0 (d)
FC Porto LM 4:1 (w)
Cardiff L 2:0 (w)
Huddersfield L 5:0 (d)
Maj
Barcelona LM 0:3 (w)
Newcastle L 3:2 (w)
Barcelona LM 4:0 (d)
Wolves L 2:0 (d)
Czerwiec
Tottenham LM 2:0 (n)
Sierpień
Manchester City TD 1:1, karne 4:5 (n)
Norwich L 4:1 (d)
Chelsea SUP 2:2, karne 5:4 (n)
Southampton L 2:1 (w)
Arsenal L 3:1 (d)
Burnley L 3:0 (w)
Wrzesień
Newcastle L 3:1 (d)
Napoli LM 0:2 (w)
Chelsea L 2:1 (w)
Milton Keynes Dons PL 2:0 (w)
Sheffield United L 1:0 (w)
Październik
Salzburg L 4:3 (d)
Leicester L 2:1 (d)
MU L 1:1 (w)
Genk LM 4:1 (w)
Tottenham L 2:1 (d)
Arsenal PL 5:5, karne 5:4 (d)
Listopad
Aston Villa L 2:1 (w)
Genk LM 2:1 (d)
MC L 3:1 (d)
Crystal Palace L 2:1 (w)
Napoli LM 1:1 (d)
Brighton L 2:1 (d)
Grudzień
Everton L 5:2 (d)
Bournemouth L 3:0 (w)
Salzburg LM 2:0 (w)
Watford L 2:0 (d)
Aston Villa PL 0:5 (w)
Monterrey KMŚ 2:1 (n)
Flamengo KMŚ 1:0 (n)
Leicester L 4:0 (w)
Wolves L 1:0 (d)
Bilans Liverpoolu
|
Styczeń |
5 |
2 |
1 |
2 |
8-8 |
|
40 |
|
Luty |
5 |
2 |
3 |
0 |
9-1 |
8 |
40 |
|
Marzec |
5 |
4 |
1 |
0 |
11-5 |
6 |
80 |
|
Kwiecień |
6 |
6 |
0 |
0 |
18-2 |
16 |
100 |
|
Maj |
4 |
3 |
0 |
1 |
9-5 |
4 |
75 |
|
Czerwiec |
1 |
1 |
0 |
0 |
2-0 |
2 |
100 |
|
Sierpień |
6 |
4 |
2 |
0 |
15-6 |
9 |
66 |
|
Wrzesień |
5 |
4 |
0 |
1 |
8-4 |
4 |
80 |
|
Październik |
6 |
4 |
2 |
0 |
18-12 |
6 |
66 |
|
Listopad |
6 |
5 |
1 |
0 |
12-6 |
6 |
83 |
|
Grudzień |
9 |
8 |
0 |
1 |
20-8 |
12 |
88 |
|
Łącznie |
58 |
43 |
10 |
5 |
130-57 |
73 |
74 |
Kolejno: miesiąc, mecze, zwycięstwa, remisy, porażki, bramki, różnica, procent zwycięstw.
LIVERPOOL – ARSENAL 5:5
LIVERPOOL – FLAMENGO 1:0










