Oskarowe role
Rok temu doszło do scysji między Koroną Kielce, a Grzegorzem Rasiakiem, który jest cenionym menedżerem. Chodziło o Oskara Sewerzyńskiego, który według jednych zyskał, według innych stracił. Co to na to sam zainteresowany?
Czyim jesteś teraz zawodnikiem?
Korony Kielce.
A kto jest twoim menedżerem?
Współpracuje z BMG Sport, mam bardzo dobry kontakt z Konradem Gołosiem i Danielem Chylaszkiem. Zawirowania są poza mną. Wtedy trzeba było podjąć jakąś decyzję, a miałem sporo możliwości. Gdyby nie kontuzje, inne problemy uzbierałbym pewnie więcej meczów w ekstraklasie. Dwukrotnie zerwałem więzadło, sporo czasu spędziłem w gabinetach lekarskich, ale teraz jest OK, gotowość do gry stuprocentowa.
Z Grzegorzem Rasiakiem żyjesz w zgodzie?
Nie było żadnego konfliktu między mną, a panem Grzegorzem. Krótko współpracowaliśmy, ale dał mi wiele cennych wskazówek. To był świetny piłkarz, sporo osiągnął i wie jak poruszać się w świecie futbolu.
Zamieszanie z menedżerami może młodym piłkarzom zaszkodzić?
Może, ale nie musi. Menedżerowie są potrzebni, choć samo ich posiadanie nie sprawia, że zawodnik nie musi trenować, pracować nad sobą. Wszystko zależy od relacji na linii piłkarz – menedżer. Ja na pewno nie oszukuje sam siebie, bo chcę zajść jak najdalej.
Jakie cele piłkarskie sobie stawiasz?
Podstawa to regularna gra. W rezerwach taką szansę powinienem dostać, a trzecia liga to właściwe miejsce do zdobycia doświadczenia i rywalizowania z dobrymi piłkarzami. Potem spróbuje wskoczyć do ekstraklasy.
Dogadujesz się z trenerem Grzesikiem?
Oczywiście. To bardzo dobry fachowiec, doświadczony, z wiedzą, którą umie przekazywać.
Jaką dał ci wskazówkę ostatnio?
Powiedział, że najlepsi defensywni pomocnicy grają na dwa kontakty.
Na jakiej pozycji na boisku czujesz się najlepiej?
Wystawiany jestem na szóstce, ósemce, teraz zagrałem na stoperze. W środku pola mi najlepiej, ale dużo kwestii trzeba poprawić, w pierwszej kolejności grę głową. Każda minuta spędzona na boisku to korzyść dla mnie.
Od kogo z pierwszej drużyny Korony najwięcej się nauczyłeś?
Pomagał mi Kuba Żubrowski, dużo podpowiadał. Uważam go za dobrego defensywnego pomocnika.
Ze światowej piłki kogoś podziwiasz?
Cenię Busquetsa, ale największe wrażenie robi na mnie Virgil van Dijk. Środkowy obrońca Liverpoolu i Holandii chyba w ogóle nie przegrywa pojedynków, ustawia się kapitalnie. Niesamowity zawodnik.
Mirosław Smyła z tobą rozmawiał?
Za często nie było okazji, ale podszedł rzeczowo do tematu. Przed obozem powiedział, żebym potrenował z rezerwami, że sztab szkoleniowy mnie obserwuje i liczy na mnie. Smyła wywarł korzystne wrażenie, on wie czego chce i wie jak podchodzić do podopiecznych.
Byłeś pupilem Gino Lettierego?
Dużo osób tak mówi. Gino mnie lubił, dał mi szansę w ekstraklasie i nie mam podstaw by na niego narzekać.
Przez niego nie zagrałeś w kadrze Polski juniorów?
Wtedy powiedział mi, że mnie potrzebuje na mecz z Arką. Klub wysłał pismo z prośbą do PZPN i nie pojechałem do La Mangi. Z Arką też nie zagrałem. Co teraz mogę powiedzieć? Nic. Sprawy toczyły się wtedy poza mną.
Dziś żałujesz, że nie masz liczb w kadrach juniorskich Polski?
Grałem tylko w nieoficjalnych spotkaniach. Przepadła mi La Manga, potem turniej w Rosji, na który Polska nie pojechała, no i te kontuzje. Bardzo chcę grać dla kraju i to też dla mnie wielka motywacja.
Korona mogła wyeliminować Real Saragossa z Młodzieżowej Ligi UEFA?
Tak, a APOEL Nikozja też byśmy pokonali. Może dziś gadalibyśmy o spotkaniach z Olimpique Lyon?
Skoro w dwumeczu z Saragossą polegliście 1:5 to naprawdę myślisz, że Hiszpanie byli do przejścia?
W rewanżu było 1:0 dla nas, ale od piętnastej minuty graliśmy w dziesiątkę, po mojej czerwonej kartce. Uważam, że dostałem ją niesłusznie, obie żółte były naciągane.
To, że wszyscy pocieszali mnie po tym meczu tylko dobijało. Bardzo to bolało, czułem złość. Jedenastu na jedenastu mieliśmy wielkie szanse na przejście Realu.
Odbijesz to sobie w Lidze Mistrzów seniorów?
I wezmę ze sobą na mecz Kubę Rabieja. No, chyba, że mi odmówi jak kilku klubom z czwartej ligi, bo on się najlepiej czuje w Moravii. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Dawid Łukasik





