Żel na włosy
Waldemar Szpiega w poprzednich sezonach walczył z Neptunem o awans do trzeciej ligi. Teraz jego ekipa stała się średniakiem wśród czwarto ligowców, z czym nie jest łatwo się oswoić.
Może lepszy spokojny środek tabeli niż stresująca walka o awans?
Waldemar Szpiega, trener Neptuna Końskie: Po to się uprawia fach trenera, by czuć tą adrenalinkę. Im wyższa stawka tym lepsze podejście zawodników do sprawy, mobilizacja. Środek tabeli to co innego i nie ukrywam, że wolałbym walczyć o ambitne cele. Neptunowi ten sezon nie układał się w zasadzie jeszcze przed jego startem. Mieliśmy sporo problemów.
Także chodzi o słabą frekwencję na treningach?
Niestety tak. Pewnych kwestii nie da się przeskoczyć. Ja będąc zawodnikiem nie wyobrażałem sobie, że można opuszczać treningi. Gdy się spóźniałem, bo nie miałem wyjścia zostawałem dłużej. Jak się chce można nawet w czwartej lidze wszystko sobie poukładać.
Wielu zawodników tylko odbębnia treningi?
Wiadomo jak wygląda u nas sytuacja na rynku piłkarskim. Wybór jest ograniczony. Przyjdzie jakiś małolat pierwszy raz na trening i pyta ile dostanie kasy. Większość chciałaby przyzwoicie zarabiać niezłe pieniądze i wcale się nie wysilać. Nie da się tak.
Piłkarzom z czwartej ligi brak tak zwanego chciejstwa?
Niestety chyba tak. Teraz nie jest tak trudno się wybić, a przynajmniej pokazać jak 10, 20 lat temu. Menedżerowie, Internet, lecz niektórzy zapominają, że trzeba ciężko i sumiennie pracować. Młodym się szybko wydaje, że są super piłkarzami. W Wiernej grałem z Rafałem Grzybem i byłem pod wrażeniem jego podejścia. Zostawał po treningach, dokładał sobie dodatkowe ćwiczenia, imponował zaangażowaniem i doszedł do ekstraklasy, wystąpił w europejskich pucharach. Stawiam zakład, że większość z tych wyróżniających się w obecnie juniorów w Koronie za dwa lata będzie się tułać po czwartych, piątych ligach. Za szybko młodzież przestaje pracować na maksa.
U nas nie za dużo się ogólnie wydaje?
Menedżerowie, a jeszcze bardziej rodzice robią chłopakom pustkę w głowach. Coraz śmieszniej jest. Jeden junior z Końskich nie przychodzi na trening, bo ojciec stwierdził, że może w tygodniu być dwa, nie trzy razy, żeby się nie przemęczać. To kpina jest, dla mnie wręcz niewyobrażalne.

