Duże P
Parę lat temu grał w Lechu, Młodej Ekstraklasie lub rezerwach z takimi piłkarzami jak Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Tomasz Kędziora, Jan Bednarek. Dziś Jakub Kapsa cieszy się z tego, że trafił do ŁKS Probudex Łagów, klubu z ambicjami.
Bartosz Bereszyński poradzi sobie z koronawirusem?
Jakub Kapsa: Kiedy doszły mnie słuchy, że koronawirus uderzył w zespół Sampdorii pomyślałem o Bartku. Musiało trafić na polskiego piłkarza, ale Bereś ma twardy organizm i da sobie szybko radę. Pamiętam jak graliśmy w Lechu w Młodej Ekstraklasie. Był ustawiany na boku pomocy, w ataku i imponował mega płucami do biegania. Przesunięcie go na prawą obronę, bodajże przez Jana Urbana okazało się punktem zwrotnym kariery, którą naprawdę robi porządną.
Pograłeś w Lechu z piłkarzami przez duże P, satysfakcja pozostała?
Dawid Kownacki i Karol Linetty szybko po Młodej Ekstraklasie trafili do seniorów i odgrywali poważne role w pierwszej drużynie Lecha. Po wielu chłopakach widać było, że są w juniorach, czy rezerwach na chwilę, bo klub miał konkretne plany. Dodajmy, że byli też kozakami.
Jan Bednarek się wyróżniał w rezerwach Lecha?
On nie miał tak uprzywilejowanej pozycji jak Karol Linetty i Dawid Kownacki, ale harował na treningach. Taki typ pracusia z dobrego domu, konsekwentnie dążący do wyznaczonych celów. Trener Rumak wykonał świetną robotę z mentalem niektórych zawodników, w tym Janka, który trafił do Premier League. Czasami siadam przed telewizorem i widzę kolegów z jednej drużyny grających w najlepszych ligach Anglii, Włoch, Niemiec, w Lidze Europy jak Tomek Kędziora z Dynama Kijów, z którym cały czas utrzymuje kontakt. Z kimś się grało w tą piłkę i pozostały wspomnienia. Pewni zawodnicy też nie zostali odpowiednio docenieni. Przykład – Kamil Drygas, chłopak o wielkim potencjale. Trochę w Lechu ciężko mu się było przebić, bo wtedy w środku pola rządził Rafał Murawski, a potem karierę przyhamowały kontuzje.
Wielu zawodników zwala to, że nie osiągnęło dużo w piłce na trenerów, menedżerów, kontuzje. Ty jak do tego podchodzisz?
Mogę mieć pretensje tylko do siebie. Popełniłem błąd, że w pewnym momencie wróciłem z Lecha do KSZO, bo nie chciałem grać w Młodej Ekstraklasie. Zaraz po tym kroku, po rozstaniu Kolejorza z Jose Maria Bakero młodzież falą weszła do zespołu seniorów, Mariusz Rumak postawił na moich kolegów.
Pamiętasz bramkę Łukasza Szymoniaka dla KSZO w meczu z Ruchem Wysokie Mazowieckie z marca 2009 roku?
To był mój debiut w seniorach KSZO, a gol był niezwykłej urody. Łukasz wtedy był w formie, trzymał defensywę. Wciąż gra w piłkę, a liczę, że tej wiosny, jak dojdzie do wznowienia rozgrywek zmierzymy się ze sobą w czwartej lidze.
No właśnie, po co przyszedłeś do ŁKS Probudex Łagów?
Z propozycją zadzwonił Ireneusz Pietrzykowski, ceniony trener i pomyślałem, że mogę pomóc. Podoba mi się, że trafiłem do klubu, który ma cele, ambicje, a nie takiego gdzie się gra po to by grać. Fajnie, że w Łagowie jest presja, a ja po latach cygańskiego życia, ciągłych przenosinach potrzebuje trochę stabilizacji. Mieszkam blisko, w Ostrowcu, cieszę się córeczką Marceliną, która ma rok i trzy miesiące, a piłka daje mi frajdę. Jak tylko ustabilizuje dyspozycję mogę pomóc ŁKS Probudex Łagów w osiąganiu sukcesów.
No właśnie, może tobie brakowało tej stabilizacji formy w poprzednich latach?
Przebłyski miałem w różnych klubach, w Lechu, Chojniczance, KSZO. Potrzebowałem serii udanych meczów, utrzymania formy. Dziś jednak sobie analizować, gdybać. Mogłem więcej osiągnąć, ale też miałem szczęście zagrać z wieloma poważnymi piłkarzami. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Adam Ciereszko / Kamil Bielaszewski

