Plecak Juve
- Kiedyś się było Ulubieńcem Publiczności, ale najwięcej frajdy w Grudniowym daje mi gra ze znanymi i przeciw znanym piłkarzom – mówi Marcin Dziarmaga, któremu kiedyś Grzegorz Piechna i Łukasz Załuska nadali ksywkę Pitbul.
Byłeś zadowolony ze swojej postawy w Grudniowym 2019?
Marcin Dziarmaga: Po ostatnim dniu turnieju żyłem w przekonaniu, że zabrakło jednego gola do wyrównania mojego rekordu trafień. Na szczęście się myliłem i mam dużą satysfakcję, bo w Grudniowym występuje od 1997 roku. Fajnie skończyłem ten ostatni turniej, a bramka z Dawideksem głową, po wyrzucie Sylwka Pawlika była przedniej urody. Marcin Rybus, golkiper Dawideksu sam był chyba lekko zaskoczony. Pokonałem Marcina Cebulę, gwiazdę Korony Kielce, dziurkę dostał Adam Jończyk ze Sportingu, mojego ulubionego Huberta Sieleckiego przechytrzyłem z karnego, pokazałem się w Grupie Medialnej. Wyniki naszej drużyny to inna sprawa, ale nie mogło być dobrze, skoro Konrad Motyl odleciał nam pięć minut przed Medialną do Absolutusa, a Huberta Urbanowskiego przejął Paweł Matys z Wyborczej. Z Matysem czeka mnie jeszcze poważna rozmowa i nie pomoże mu znajomość Maćka Sierpnia i Przemysława Banasika, nieobecnych Grudniowego 2019. Chciałem podziękować Sylwkowi Pawlikowi, że tak się poświęcał dla zespołu, nie marudził na braki kadrowe, tylko zostawiał serce na boisku. Starał się też Kacper Lipiec, choć zżerał go stres. Dla mnie ten turniej był wyjątkowy z innego względu, bo miałem możliwość posędziowania grupy w Łodzi na specjalne życzenie Pawła Golańskiego. To jest fantastyczny gość, któremu nie odbiła palma. Gdy zdobywał piękną bramkę krzyżakiem na VIP pomyślałem, że nagroda za najlepsze trafienie trafi w godne ręce. Za późno odpowiedziałem w Nowinach, bo losy tej nagrody zostały przesądzone.
Jak taki fan futbolu przeżywa czas koronawirusa?
Nawet jak się nie grało w piłkę to się oglądało w telewizji, śledziło w necie. Teraz nie ma co śledzić, no chyba, że stare mecze. Z radością obejrzałem finał igrzysk olimpijskich w Barcelonie. Piotrek Świerczewski, Andrzej Kobylański, Darek Gęsior, Andrzej Juskowiak grali potem w Grudniowym, więc poczułem wielką satysfakcję, że tak regularnie próbuje swych sił w trójkach. Prawda jest taka, że się kończy jedna edycja i człowiek czeka na następną. A ile miłych wspomnień z Grudniowego mam, ilu zajebistych ludzi tam poznałem. Wierzę, że świat wygra wojnę z korona wirusem, życie wróci do normy, niektórzy się opamiętają, przestaną tylko ganiać za pieniądzem. Są inne cenniejsze wartości takie jak rodzina, przyjaźnie, radość. A radość kojarzy mi się ze sportem.
Kiedy przeżyłeś najwięcej radości na Grudniowym?
Szykowałem się do meczu w Trofea Sport Poland. Byłem spięty, bo w składzie mieliśmy Jacka Krzynówka. Sprawdzam koszulki, patrzę dycha dla mnie, więc mówię do Krzynka: - To dla Ciebie. A on: - Przecież nie dostałeś tego numer przypadkowo, ja tu jestem pierwszy raz. Doznałem w szoku, a drugiego, jak on mnie po prostu opieprzył. Powiedział, że mam biegać. Nie lubię za bardzo tego, nie wiem z czego to wynika, ale tego dnia na Bocianku zasuwałem jak szalony. Ograliśmy zespół Przemka Banasika, a Jacek zasadził mu taką podcinkę, że Banan mało co się nie popłakał. Bolała go porażka z Dziargusiem, bolała. Nie bałem się gdy zakładałem siatki Andrzejowi Supronowi, mistrzowi świata w zapasach na Żytniej. Dał się robić w balona, ale całkiem nieźle grał. Lubię grać w piłkę z ludźmi, którzy się tym cieszą. Z jednym niestety lubiłem, bo Michał Roter nie żyje. Z Goethe kiedyś długo gadałem na moich urodzinach, bo go zaprosiłem i powiedział mi wiele ciekawych rzeczy. To był mega kolega i kiedyś namówił chłopaków z Barwy by mnie wzięli na Wiosenną Ligę. Zaryzykowali i się strzelało gole, ku uciesze Pako i Balona, bossów teamu. A gra z Michałem Roterem to był zaszczyt. Mile wspominam z Grudniowego wspólne występy z Jackiem Kołomańskim. Zegar też wiedział jak do mnie dotrzeć, w drużynie Kieleckiego Futbolu za jego czasów panowała świetna atmosfera, a jego żarty robiły furorę. Patrzę sobie jak na facebooku Jacek ustawia różnych delikwentów i się śmieje. W życiu trzeba się bawić, nie ciągle chodzić poważnym i bać się żon, narzeczonych i szefa z pracy.
Zaskoczyło cię, że na trójkach Bang nie zdobył mistrzostwa?
Tak i nie. Były już rządy Sępów, Niburskiego, era Banga tez musiała się kiedyś zakończyć. Może okoliczności są zaskakujące, ale Kor-Trans nie spadło z księżyca. Kornel Łosak zmontował fajną pakę, jakość Artura Piroga na rozegraniu nie podlegała dyskusji, a charakter i walka do końca zostały nagrodzone. Bang nie raz potrafił wykorzystać błędy konkurentów i trafił się ktoś kto skorzystał z… wielbłąda giganta. Po takim finale mogę powiedzieć – chwała zwycięzcom, chwała pokonanym.
Paweł Jugo to według ciebie najlepszy bramkarz trójek ostatnich lat?
Proszę zobaczyć mecz 1/8 finału Bang – Trofex. Bangowcy wypuszczali Grześka Gębskiego do pozornie dogodnych okazji z boku. Kapitan Trofeksu myślał, że ma Pawła Jugo, a ten sobie w swoim stylu łapał lub odbijał piłkę. Jugo dyktuje warunki i potrafi małą drobnostką przechylić szalę na korzyść swojej drużyny. Siła spokoju. Na pewno jest to teraz najlepszy golkiper na Grudniowym i chyba najjaśniejsza postać całego turnieju przynajmniej trzech ostatnich lat. Miło, że mu też strzelałem gole, na czwórkach, na trójkach i na piątkach. W pamiętnej Lidze Wiosennej 2007 pykałem sobie z FC Biesak. My leszcze, Siódemka faworyt, a przegraliśmy 3:4. Paweł dostał ode mnie trzy sztuki, a mógł cztery, bo 10 sekund przed końcem trafiłem w słupek. Raz mu zabrałem piłkę, bo mi chciał założyć dziurkę, a dwukrotnie przymierzałem sam na sam. Nie zapomina się takich potyczek, a… Pawła Jugo najbardziej lubię oglądać w akcji na Grudniowym. Już go pewnie nudzą pochwały, ale czy można inaczej, skoro tyle potrafi?
Jaki zespół najbardziej cię zawiódł na ostatniej edycji Grudniowego?
Wynikiem Czas Na Kielce. Nawet Grzesiek Wajda przyjechał na finały i był przekonany, że tak lubiany przez niego Wojtek Niebudek zagra o pierwsze miejsce. Oni prezentowali się bardzo dobrze, w defensywie ekstra, ale trafili na Kor-Trans i znowu zawalili rzuty karne. Mina Wojtka mówiła sama za siebie, a Wajda który przyjechał do Kielc z plecakiem Juve i z toną sprzętu foto był wybitnie zniesmaczony. Mi też się zrobiło żal Wojtka, bo cenię go za charakter i podejście do ludzi. Ma luz, dystans i szanuje innych, to jest coś. Turniej się zmienia i teraz za gwiazdy uchodzą ci, którzy nie grają, tylko robią zdjęcia. Wajda to chłopak z Ligi Mistrzów, kumpel Wojtka Szczęsnego, światowiec, ale młodzież naciska. Radek Piasecki uprawia poezję na Grupie VIP, a Kamil Bielaszewski jak się przyłoży robi zdjęcia na miarę wypiekanego przez siebie chleba. Patrzę na facebooka u Kamila, a tam nowe bochenki i rodzina szczęśliwa. Mógłby poczęstować uczestników turniejów, a może po takim jedzonku urazy omijałyby Karola Armatę, kolejnego super człowieka. Trener Banga z niego dobry, ale wolę go jako zawodnika. /JKM/ Fot. Krystian Balicki / Kamil Bielaszewski / Radek Piasecki / WajdaFoto
Marcin Dziarmaga w Grudniowym
|
2019 |
Przyjaciele Grudniowego |
12 |
|
2018 |
Radio Fama |
6 |
|
2017 |
FC Podkarpacie |
1 |
|
2016 |
SM Bocianek |
0 |
|
2015 |
SM Bocianek |
3 |
|
2014 |
SM Bocianek |
0 |
|
2013 |
Nasza Liga |
2 |
|
2012 |
KFC |
5 |
|
2011 |
Trofea Sport Poland |
11 |
|
2010 |
Kielecki Futbol II |
4 |
|
2009 |
Pitbul Skład |
1 |
|
2008 |
Pitbul Skład |
6 |
|
2007 |
Pitbul Skład |
10 |
|
2006 |
Środowiskowy DS |
6 |
|
2005 |
Kielecki Futbol |
3 |
|
2004 |
Środowiskowy DS |
1 |
|
2003 |
Środowiskowy DS |
0 |
|
2002 |
Fulham Świętokrzyskie |
3 |
|
1999 |
Comets |
2 |
|
1998 |
Muppet Show |
2 |
|
1997 |
Piekiełko |
4 |
Kolejno: rok, drużyna i gole Marcina Dziarmagi.






