Początek u Poczętego
Wychowanek Nidy Sobków, Paweł Ślefarski coś w sobie ma. Potencjał dostrzegał w nim trener GKS Nowiny, dostrzega Ireneusz Pietrzykowski, który sprowadził go do ŁKS Probudex Łagów.
Jak ci się układa życie w trakcie koronawirusa?
Paweł Ślefarski: Normalnie chodzę do pracy. Trenuje indywidualnie, mamy wysyłane plany co trzeb robić. W wolnych chwilach grywam w FIFA. Nie jestem zwolennikiem spędzania wolnego czasu w czterech ścianach, ale skoro trzeba.
Spodziewałeś się takiego obrotu sprawy z korona wirusem?
Kiedy w styczniu dochodziły do nas informacje z Chin to nie brałem ich aż tak poważnie. Myślałem, że raczej do nas to nie dojdzie, ale koronawirus zaatakował całą Europę i już się zacząłem obawiać. Sami widzimy co się teraz dzieje w Polsce. Nie wie, czy uda się wznowić rozgrywki w czwartej lidze. Chciałbym by sezon został dokończony, ale nie my o tym decydujemy.
Jak ta trudna sytuacja może wpłynąć na ŁKS Probudex Łagów?
Prezes Marek Brudek wykonuje świetną robotę w klubie. Jeżeli sponsorzy drastycznie nie odczują skutków pandemii to ŁKS Probudex Łagów powinien funkcjonować tak jak do tej pory. Nie da się jednak ukryć, że świat czeka kryzys gospodarczy.
Sportowo dalibyście sobie radę poziom wyżej?
Mieliśmy zimą sparingi z drużynami z trzeciej ligi i na ich tle wyglądaliśmy naprawdę dobrze. Nie bylibyśmy w tej klasie chłopcami do bicia, a prezes Brudek i Ireneusz Pietrzykowski wiedzą co robią. Ja sam wiem, że czynię systematyczne postępy, jestem już w miarę doświadczonym zawodnikiem. Na pewno duży wpływ na moje piłkarskie losy miał Maciej Poczęty, który założył sekcję w Nidzie Sobków i tam zacząłem przygodę z kopaniem. Trener Tomasz Rabiej ściągnął mnie do GKS Nowiny i dał możliwość występów w czwartej lidze.
Jak oceniasz swój występ w Grupie VIP Probudex Łagów na Turnieju Grudniowym?
Pozostał niedosyt, bo byliśmy z Probudeksem krok od podium. Szkoda przegranego po karnych półfinału, ale z drugiej strony pokonywaliśmy ekipy lepsze od nas, z zawodnikami z przeszłością w ekstraklasie, a nawet reprezentacji Polski. Dużą przyjemnością była gra z Dariuszem Dziekanowskim. Jemy wystarczyło podać piłkę, a on już wiedział co z nią zrobić. Został królem strzelców VIP-ów i pokazał wielką klasę. /JKM/ Fot. Kamil Bielaszewski / Radek Piasecki




