Przypadki Wojtka
Wojciech Niebudek przegrał 3 finały Grudniowego jako zawodnik KSM Team, każdy z Niburskim, ale nie stracił wiary, że pozna smak triumfu w trójkach. Może z zespołem Czas Na Kielce, w którym debiutował w ostatniej edycji.
Dlaczego Wojciech Niebudek nie wygrał Grudniowego?
Wojciech Niebudek: Nie wiem. Nie powiodło się to nawet, gdy KSM Team był w mega sztosie, grał ofensywnie i efektownie. Grupy przechodziliśmy w cuglach, strzelaliśmy mnóstwo goli. I tak szło super, aż do finałów. Coś w meczach o pierwsze miejsce poszło nie tak, popełnialiśmy proste błędy i przeciwnik to wykorzystywał. Dodajmy, że był nim Niburski, zespół z najwyższej półki, który w drodze do finału musiał udowadniać swoją siłę w starciach też z niezwykle silnymi drużynami. Konkurencja w trójkach jest niesamowita, były ery teamu Krzyśka Sobieraja, Niburskiego, Banga.
Może zabrakło wam odważnej zmiany w składzie?
Mieliśmy wszystko ku temu by wygrać Grudniowy. Na naszych meczach żył balkon na Bocianku, dawaliśmy ludziom emocje. Samo dojście 14 razy do fazy finałowej świadczy o jakości KSM Team. O naszych niepowodzeniach niekiedy decydowały detale.
Jak to się stało w 2015 roku, że będąc faworytem przegraliście w finale z Niburskim 0:4?
Oni szybko zdobyli prowadzenie i umieli opanować emocje. Niburski pokazał nam jak się wygrywa takie spotkania na zimno. To jest piłka, to są trójki, mogę tylko żałować, że tak fajna kapela jak KSM Team nie triumfowała w Grudniowym.
W Czasie Na Kielce możesz osiągnąć swój cel?
Potencjał jest, choć na pewno inny pomysł na granie. W Grudniowym 2019 traciliśmy mało goli, bo staraliśmy się utrzymywać dłużej przy piłce. Wydaje mi się, że z Kor-Transem można było zagrać odważniej, czekanie na ruchy innych nie ma sensu, bo można zostać skarconym. Wychodzę z założenia, że trzeba się cieszyć grą, trzymać spokój i opanowanie, ale można próbować mocniej atakować. Jako zespół Czas Na Kielce ma wszystko by wygrać ten Grudniowy. Co ja tu będę mówił, przecież przeniosłem się do zespołu, który był już wicemistrzem trójek i cały czas szuka nowych rozwiązań by być najlepszym. Dobry bramkarz, poukładana defensywa, Karol Dudzik i Adrian Uniat dużo dają w ofensywie. Piotrek Niestój to układa po swojemu, nie zamierzam mu wchodzić w kompetencje, bo sam dąży do tego by wygrać Grudniowy. Dlatego też trafiłem do Czasu Na Kielce.
Nie masz obaw, że koronawirus źle wpłynie na Grudniowy 2020?
Na razie to jest zbyt mocno rozdmuchane. Teraz za wcześnie by oceniać sytuację, nie wiemy co się może wydarzyć. Niektórzy sieją panikę, bo mają z tego korzyści. Najbardziej cierpią zwykli ludzie, ale trzeba wierzyć, że wszystko wróci do normy. Chłodna głowa wskazana.
Twój najlepszy moment w KSM Team?
W 2015 roku laliśmy wszystkich, graliśmy rewelacyjnie i… ten finał z Niburskim. Coś pękło. Po kolejnych nieudanych próbach każdy poszedł w swoją stronę – piłka, praca, rodzina. Już nie udało się tego zebrać, więc skorzystałem z zaproszenia od Piotrka Niestója. Z nimi chcę wygrać. Śledzę to co się dzieje na trójkach i wydaje mi się, że teraz jest łatwiej o sukces niż dekadę temu. Wcześniej było więcej znakomitych zawodników w finałach, że wspomnę o Krzyśku Sobieraju, Przemku Cichoniu, Jacku Kubickim. Pamiętam jak w znakomitej formie znajdował się Marcin Kołodziejczyk. Sam wtedy wygrywał mecze Niburskiemu. Z drugiej strony jednak teraz pojawiło się trochę fajnej młodzieży, a mi bardzo podobała się ostatnio postawa Coco Jambo 2002. Grali jeszcze juniorsko, ale ciekawie i nieźle w tyłach.
Młodzieży obecnie brakuje mentalności?
O młodych się nie wypowiadam, bo sam byłem młody. Jestem w piłce gdzie jestem. A co do młodych – no jest nowa fala, ale czy można ją porównać do tych sprzed dziesięciu lat? Nie chodzi mi o umiejętności piłkarskie, lecz ambicję, chęci i żądzę wygrywania. Co tu gadać, teraz jest inaczej. Teraz na jakiegoś młodego krzywo spojrzysz i może się obrazić. Mogę się oczywiście mylić, bo cieszy też, że są takie ekipy jak Coco Jambo 2002, które wnoszą powiew świeżości. Oby jak najwięcej.
Cały czas myślisz o triumfie w Grupie VIP?
Kiedyś mi Grzesiek Figarski, który się gdzieś zaszył obiecywał, że mnie powoła do swojej ekipy. Ona się rozpadła, a Grzegorz zapomniał o dawnej obietnicy. Może jak się odkręci kiedyś znowu zadzwoni. Na razie jednak chcę wygrać trójki z Czasem Na Kielce.
Są zawodnicy, których szczególnie podziwiasz za Grudniowy?
Mam szacunek do wielu osób. Na pewno Adaś Jończyk, dinozaur trójek, który się nie poddaje, a chęci ma jak 18-latek. Marek Mierzwa zaliczył wszystkie edycje, cały czas świetnie sobie radzi i jest mega pozytywnym człowiekiem. Nie zapominam o Dominiku Szymkiewiczu, kolejnej legendzie. Jego Bang przegrał ostatnio finał i pewnie będzie się chciał odegrać. Życzę mu, żeby znowu zagrał o pierwsze miejsce. Oczywiście z Czasem Na Kielce i… niech wygra lepszy. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. WajdaFoto









