Sekrety Majchrzyka
Marcin Rachoń lubi wracać do Grudniowego 2008, kiedy z zespołem Kieleckiego Futbolu triumfował w Grupie Medialnej. Gwiazdą tamtej ekipy był wielokrotny reprezentant Polski, Tomasz Kłos, który obsługiwał Rachonia dokładnymi podaniami.
Halo, halo, gdzie przebywa pan Rachoń?
Marcin Rachoń: We Francji, w okolicach Strasbourga. Nie ukrywam, że tęsknię za Kielcami, za studiami i turniejami. Nie wiem czy kiedy mogłem to korzystałem z tego odpowiednio, ale teraz człowiek patrzy na świat inaczej. Czasami trzeba było się wtedy zmobilizować. I tak mam dużo wspaniałych wspomnień.
Najlepsze?
Grudniowy 2008, wygrana Grupy Medialnej. W ogóle to poznałem wielu wspaniałych ludzi. Gra z Tomkiem Kłosem była wielką przyjemnością. Nawet sam zaliczyłem asysty przy jego golach, ale dawał mi takie podania, że nie wypadało ich zmarnować. Klasę mieli też Krzysztof Bukalski, Grzegorz Pater. Moim ulubionym zawodnikiem był Piotrek Pierzak. Co on ma lewą nogę… Żal, że chłopak nie postawił mocno na futbol, bo powinien zajść daleko. Miałem wielkie nadzieje z nim związane, widziałem go w ekstraklasie i? Nie wiem co się stało, ale rekordu goli w jednej edycji Grudniowego, pamiętam – liczba 69 chyba nikt nie wymaże.
Ulubiona drużyna?
Zdecydowanie Absolutus, także z racji na osobę Grzegorza Wajdy. Kiedyś strzelił niesamowitą bramkę Siódemce w Wiosennej Lidze. Piłka leciała do bramki, a on już podniósł rękę w geście radości i coś krzyknął do swoich antagonistów. Futbolówka się turlała, jeden z braci Rudnickich mógł ją jeszcze wybić, nie zdążył. Paweł Jugo wtedy wyszedł za daleko i Wajda go pokonał. Zależało mu na wygranej z Siódemką, to jakieś sprawy osobiste. Cieszę się, że dostawałem powołania do Absolutusa. Jak takich nie było to kibicowałem Absolutusowi i cieszyłem się z sukcesów i spektakularnych chwil Wajdy. A on miał niejedną, ale też było bardzo wesoło. Kiedyś na jedynkę bodajże Mateusz Chabros przyszedł w za dużych butach i nie dobił piłki do pustej bramki z linii… Poszła kontra i Absolutus stracił gola.
W jakim miejscu najbardziej lubiłeś grać?
Na trawce, na parkiecie, gorzej na asfalcie. Najlepszy klimat był i jest oczywiście na Bocianku w SP 1.
Pamiętasz nocne rodaków rozmowy z Rabarbaru?
Pewnie, bywały tam zakończenia turniejów, mecze się oglądało. Na przykład finał Ligi Mistrzów Chelsea – Manchester United był bardzo fajny. Jadło się pizzę, piło piwko, gadało o futbolu. Uwielbiałem słuchać radiowych sekretów Roberta Majchrzyka, których dziś bardzo mi brakuje. Robek to mądry życiowo człowiek.
Szymon Majewski czy Podsiadło?
Pamiętam, to z Roberta Majchrzyka. Cenię obydwu, ale Szymona Podsiadło oczywiście z turniejów. Dobry to był gracz, waleczny, solidny. Mógł się wziąć porządnie za futbol, dziś by sobie kopał w drugiej lidze, ale wyszło jak wyszło. Kiedyś, w 2009 roku wracałem z uczelni. Miałem długie włosy i czułem, że zostanę zaczepiony przez typów na Bocianku, ale w tej grupie stał Szymek. Od razu: - Sie ma, co tam? Skąd wracasz? I gadka szmatka, ostatecznie pobajerzyliśmy o piłce. Fajny gość z tego Szymka.
Ile razy siatkę założył ci Marcin Dziarmaga?
Spec od dziurek mnie parę razy posiatkował, ale dla innych był surowszy. Od razu dodam, że sportowo cenię Marcina. To taki polski Mario Balotelli. Nic nie trzeba dodawać.
Jaki ketchup teraz preferujesz?
Wolę majonezy lub sosy, najlepszy jest z Hellmansa. Wiem, że Marcin Dziarmaga by postawił na sos czosnkowy.
Inter czy Juventus?
Zawsze Inter. Z Wajdą na ten temat gadało się fajnie do momentu kiedy się zacietrzewiał. On jest straszny tifoso Juve, nazywam go człowiekiem z wyższej sfery. Jeździ po mundialach, Euro, Ligach Mistrzów, wielki futbol, wielkie imprezy, spotyka sławy, piękne kobiety. Poświęcał się dla tego i rozumiem, że czasami mogą mu się styki przegrzewać. Tak mają sławni ludzie, tacy nietuzinkowi.
Kto rządzi na Bocianku?
Klapy? Chyba mocniejszy jest Robert Sadza, z którym jadłem obiady w „Jasiu i Małgosi”. Jak zobaczyłem go pierwszy raz myślałem, że będzie do mnie strzelał, czułem się niczym na planie filmu wojennego. A on: - spokojnie, małolat, nie jestem uzbrojony. I zmierzył mnie wzrokiem. Dobry z niego typ, świetną muzykę produkuje. A Klapy? Nie, nie podważam jego, on jest mocny w całych Kielcach. Graliśmy razem w piłkę na WDK i też mnie poczęstował spojrzeniem. Od razu biegałem więcej.
Przypaliłeś kabanosy na imprezie pod akademikiem?
Jednego, ale to nie ja miałem go pilnować. Myślami byłem już na Copa America. Poszliśmy do Jarka Kruka całą brygadą, bracia Kołodziejczykowie, Banan, Kaczka, Dziarguś, z 20 osób. Działo się, działo, coś podpadłem Bananowi, czyli Przemkowi Banasikowi i mnie oblał ketchupem. On jak miał zły humor to czasami tak robił. Sylwek Pawlik tłumaczył , żeby podchodzić do niego spokojnie, z dystansem, nie drażnić. Cieszę się, że Sylwka doceniają na plażowych trójkach, broni świetnie, a to w ogóle super człowiek. Plażówki mi też brakuje, a duet Piotr Chiberski – Tomasz Gursiel był nie do zatrzymania. Wrócę i zagram, na sto procent. Przy okazji też pozdrawiam braci Lisowskich i cieszę się, że mogą zaistnieć w ekstraklasie. Jeden z nich dostał kiedyś ode mnie nagrodę na Grudniowym. /JKM/



