Bez zawiści
Jakub Kotarzewski zaliczył 9 meczów w ekstraklasie w barwach Korony. Po odejściu z macierzystego klubu musiał przełknąć kilka gorzkich pigułek, nie tak jak chciał ułożyła się też jego przygoda z ŁKS Probudex Łagów.
Zabrakło ci czasu by przekonać do siebie Ireneusza Pietrzykowskiego?
Jakub Kotarzewski: W rundzie wiosennej zagrałem w jednym meczu ligowym, bo kolejne, ze względu na koronawirusa się nie odbyły. Po spotkaniu z Lubrzanką byłem z siebie w miarę zadowolony.
Jak przebiegała pożegnalna rozmowa z trenerem ŁKS Probudex Łagów?
Przychodząc do Łagowa liczyłem się z tym, że mogę być tu tylko chwilę. Mam dużo swoich prywatnych spraw, pracę i ciężko byłoby mi to pogodzić z trzecią ligą, do której awansowaliśmy. Nikt się nie spodziewał, że dojdzie do tego w takich okolicznościach. Zabrakło mi możliwości by pokazać więcej, a z trenerem rozmawiałem w miłej atmosferze. Wiem, że on potrzebuje na wyższą ligę ludzi gotowych się poświęcić i optymalnie przygotowanych.
Tyle lat trenowałeś i grałeś w Koronie. Nie żal ci, że nie zostałeś w ekstraklasie?
Pech mnie nie omijał, problemy z piszczelem, operacja kolana, przepuklina w kręgosłupie, te wydarzenia miały wpływ na moje losy. Nie trafiłem też na osoby, które potrafiły mi pomóc w newralgicznych momentach. Czasami przydałby się opieprz, mobilizacja, lecz tego nie było. Mimo różnych zawirowań zadebiutowałem w ekstraklasie u trenera Tarasiewicza, który wcześniej dał mi szansę na obozie. Brosz mnie nie widział w swojej koncepcji, odesłano mnie do rezerw, ale wróciłem na pułap ekstraklasy. Trener Bartoszek też we mnie wierzył, zagrałem u niego parę spotkań, ale kolejnych już nie było. Na pewno sam popełniłem błędy, ale też na pewne sprawy nie miałem wpływu. Cóż, odczuwam niedosyt, ale czy to coś zmieni?
Który piłkarz z Korony zrobił na tobie największe wrażenie umiejętnościami?
Najlepszy był Kapo. To co on pokazywał na treningach zdumiewało. Inna jakość, technika, luz. Jakie on miał w ogóle CV, gdzie on grał. Super piłkarz.
Jak oceniasz piłkarski projekt z Łagowa?
Trzymam kciuki za beniaminka trzeciej ligi. Oni zrobią fajne transfery, są dobrze pokładani i będę rewelacją rozgrywek. Odszedłem stamtąd bez żadnej urazy, bez zawiści i wspieram teraz Irka Pietrzykowskiego i jego piłkarzy.
Córka Ida zmotywuje jeszcze tatę, żeby coś w piłce pokazał?
Jak przejeżdżamy obok stadionu Korony, to mówi że tatuś tam grał. Łezka się w oku kręci, a tata chciałby trzyletniej córeczce pokazać jak się kopie piłkę. Lepszej motywacji nie potrzeba. /JKM/ Fot. Kamil Bielaszewski / WajdaFoto / archiwum prywatne







