Pożegnanie Szymoniaka
- Dogadaliśmy się odnośnie warunków finansowym, uścisnęliśmy dłonie z prezesem, a nagle się dowiedziałem, że jestem za drogi. Na dodatek prezes oznajmił, że nie będę się mieścił w podstawowej jedenastce – mówi Łukasz Szymoniak.
Łukasz Szymoniak stał się ofiarą nowych porządków w Neptunie. Obecny zarząd wcześniej podziękował Waldemarowi Szpiedze, niedługo potem jednemu z jego czołowych zawodników.
Dlaczego opuszczasz Neptuna?
Łukasz Szymoniak: Przed pierwszym treningiem z nowym szkoleniowcem zażartowałem, że ja na testy. Trener powiedział mi tylko dzień dobry i do widzenia, a po zajęciach prezes poinformował mnie o swoich decyzjach. Nagle stałem się za drogi i za słaby na pierwszą jedenastkę. Słabo, bo nawet nie pożegnałem się z kolegami z zespołu i kibicami, którzy tak nas wspierali.
Może działaczom nie podoba się, że mówisz co myślisz?
Tak jestem wychowany, mówię prosto z mostu co mi się podoba, bądź nie. Gdy grałem w Neptunie dawałem z siebie wszystko. To był bardzo dobry czas, szkoda, że przyplątała mi się kontuzja i straciłem trochę meczów. Pan Andrzej mnie zwolnił, trener nawet nic nie powiedział. Styl kiepski, ale cóż…
Co dalej?
Mam kilka ofert i na pewno coś wybiorę. A Neptun czeka trudny czas. Mogę się założyć z obecnym prezesem o whisky, ale nie za trzydzieści złotych, że nie powtórzą wyników jakie miał Waldek Szpiega. Było dwa razy drugie miejsce w czwartej lidze, walka o awans. Oby kibicom nie przyszło żyć tylko wspomnieniami, bo ich klub zasługuje na coś więcej niż przeciętność i brak ambicji. /JKM/




