Odnaleziony w Łagowie
Szymon Czerwiak, wychowanek Korony Kielce to według Ireneusza Pietrzykwoskigo zawodnik, który może grać znacznie wyżej niż w trzeciej lidze. W ŁKS Probudex Łagów wiąże się z nim poważne plany.
ŁKS Probudex Łagów. Pomyślałeś sobie przenosząc się do tego klubu – co ja tutaj robię?
Szymon Czerwiak: Pojawiły się znaki zapytania, bo odchodziłem do czwartej ligi. Miałem pecha z kontuzjami, ale jak byłem zdrowy grałem. Ryzykowałem z Łagowem, decyzję o tym podjąłem wspólnie z rodzicami. Wierzyłem, że schodzę szczebel niżej tylko na chwilę, a moje wątpliwości zostały szybko rozwiane. W Wiśle Sandomierz miałem znakomite treningi u Rafała Wójcika, fanatyka futbolu. Irek Pietrzykowski wraz z pomagającym mu Danielem Łebkiem też dają gwarancję jakości zajęć. Do tego dochodzi profesjonalna organizacja w klubie. Ktoś może narzekać, ale najczęściej to osoby, które nawet nigdy w życiu nie zawitały do Łagowa.
Nie uwiera ci, że piłkarz z przeszłością koroniarską nie gra w ekstraklasie, lub pierwszej lidze?
Staram się pracować nad tym, by grać coraz lepiej i piąć się wyżej. Zrobiłem już kroczek, chcę kolejne. Kiedyś uwierzyłem menedżerowi i nie przyjąłem oferty nowego kontraktu w Koronie. Miałem dostawać 800 złotych brutto. Niby mało, tak, ale mi obiecano pierwszą, drugą ligę i na obietnicach się skończyło. Żałuje dziś tego, bo nie trzeba było patrzeć na kasę i kogoś słuchać. Dużo większe pieniądze mogłem wywalczyć na boisku. Marek Mierzwa, trener juniorów Korony też mi się to starał wytłumaczyć.
Mierzwa próbował perswadować?
Mówił, że na pewnym etapie nie liczą się pieniądze. Dałem się omotać i tyle. Trener Mierzwa miał rację, a jeszcze nikt nie stał się lepszym zawodnikiem tylko dlatego, że wziął go pod skrzydła jeden, lub drugi menedżer.
Jakie ambicje miałeś będąc juniorem Korony?
Przebić się do pierwszego składu. Zaproponowano mi kontrakty. Nie zgodziłem się tak jak Kacper Gromulski, inaczej postąpili Piotrek Pierzchała i Michał Dziubek. Kto zrobił lepiej sami widzimy. Cóż, trzeba zasuwać, a ten sezon jest dla mnie najważniejszy. Chcę pomóc Łagowowi i sobie.
Gdyby nie paskudna kontuzja w Wiśle Sandomierz twoje losy potoczyłyby się inaczej?
Nie lubię do tego wracać. Straciłem dwa zęby, doszedłem do siebie, znowu grałem i niestety. Kolejny raz złamałem zęba. Nie wziąłem udziału w takim jak chciałem stopniu w przygodzie Wisły w Pucharze Polski, tylko kibicowałem kolegom.
Wisła Sandomierz pomogła ci w trudnej sytuacji?
Ogólnie zorganizowali zbiórkę, chociaż nikt mnie o tym nie informował przed. Przelali mi 3900 złotych na konto, Korona dołożyła 2500, pomógł też mój były nauczyciel wf i koledzy, znajomi. Koszt zabiegu wyniósł nieco ponad 10 tysięcy. Serdecznie wszystkim dziękuje za okazaną pomoc,
Korona cię zaskoczyła podejściem?
Po utracie dwóch zębów zadzwonił Łukasz Foks i zapewnił o gotowości do pomocy. Dali pieniądze i zachowali się super. Nie był to dla mnie łatwy okres, a z ubezpieczenia nie wypłacili mi nic, trzeba się było ratować swoją kasą. Przekonałem się, że z menedżerami i agencjami ubezpieczeniowymi jest podobnie. Gdy pojawia się problem, słabszy okres możesz przestać dla nich istnieć. Świat jest brutalny, nie ma sentymentów.
Na młodych piłkarzy czyha dużo pułapek?
Najgorsze są kontuzje. Ja przez dwa lata miałem ich pięć. Może wynika to też z tego, że każdy młody chce się za wszelką cenę pokazać.
Sztuczna nawierzchnia w Łagowie to nie problem?
To jedna z najlepszych na jakich grałem. Łagów ma boisko spełniające wysokie standardy.
Zagrasz kiedyś w Koronie w ekstraklasie?
Na razie myślę o grze w Łagowie, a co wyjdzie dalej zobaczymy. Moim piłkarskim wzorem jest Sergio Ramos, który jest wyjątkowo twardym gościem. On się nigdy nie poddawał, ja tak samo zamierzam robić. Poradziłem sobie po kontuzjach i chcę w piłce iść coraz wyżej. Nie wypada też zawieść taty, który trochę lat grał w piłkę, nawet interesowało się nim KSZO. Teraz mnie wspiera, zwraca cenne uwagi i śledzi bacznie jak sobie radzę. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Kamil Bielaszewski



