Chłopak ze Słonecznego
Nie zapomni nigdy czasu, gdy jako dzieciak kopał piłkę na asfaltowym boisku na Słonecznym Wzgórzu, pierwszych Grudniowych. Dziś jest drugim trenerem ŁKS Probudex Łagów, beniaminka trzeciej ligi.
Mając kilkanaście lat myślałeś o tym, że zostaniesz trenerem piłki nożnej?
Daniel Łebek: Od dziecka byłem przy sporcie, głównie piłce nożnej i chciałem pracować z ludźmi. Nie wiedziałem, że tak się wszystko potoczy, ale w tym celu poszedłem na AWF do Warszawy, zdobywałem wiedzę. Dużo nauczyłem się przy projekcie Escoli, od Carlosa Alosa. Hiszpańska piłka mnie fascynuje, nie marnowałem czasu, wgłębiałem się w to, zdobywałem wiedzę. Miałem szczęście, że trafiałem na fajnych ludzi, choćby na IPR w Koronie Tomasza Wilmana, czy Jacka Kubickiego. Chciałem i chcę się uczyć. Trafiając do Orląt do rocznika 2001 za Łukasza Tomczyka, który został kierownikiem seniorów Korony też skorzystałam. Przyjemnością było trenowanie braci Lisowskich – Dawida i Piotrka czy Jana Wojciechowskiego.
Z seniorami pracuje się dużo trudniej?
Diametralnie inaczej. Cały czas dążyłem do pracy z seniorami. Skorzystałem z oferty Łagowa, gdzie mogę realizować swoją pasję.
Nie miałeś obaw wchodząc do szatni ŁKS Probudex? Piłkarze mogli pomyśleć co to za ogórek?
Wychodzę z założenia, że trzeba się bronić wiedzą, fachowością, profesjonalnym podejściem. Nie panoszę się, nie wożę, tylko robię swoje i cały czas staram się być coraz lepszy w trenerce.
Dogadujesz się ze słynącym z mocnego charakteru Ireneuszem Pietrzykowskim?
Nie zawsze się zgadzamy, a ostateczne decyzje należą do pierwszego trenera. Często staram się do przekonywać do swoich racji i nawet mi się to udaje, Jakby się zawsze wszyscy zgadzali w kwestiach szkoleniowych to nie byłoby dobrze, dyskusja musi być.
Łagów to dobre miejsce do rozwoju dla ciebie jako trenera?
Mamy znakomite warunki do pracy, jakich nie uświadczy się nigdzie indziej w województwie. Szeroka kadra, frekwencja na treningach, świetne podejście do sprawy prezesa Marka Brudka. Niczego nikt tu nie odwala na pół gwizdka, a klub się rozwija. Z tym rozwojem nie są to puste słowa, za tym idą konkrety. Wiadomo, że zawsze coś tam będą płakać zazdrośnicy, malkontenci, ale nimi się nie ma co przejmować. Ja daje z siebie dwieście procent, przykładam na ile mogę, bo nie umiałbym brać kasy za odstawianie pańszczyzny. Cieszę się, że dostałem szansę od Łagowa i nie zamierzam jej zaprzepaścić.
Jak beniaminek z Łagowa poradzi sobie w trzeciej lidze?
Wierzę, że nasza praca poparta stuprocentowym zaangażowaniem zawodników na boisku przyniesie rezultaty. Liczę, że zawodnicy Łagowa zrobię konkretne postępy sportowe i kibice będą dumni z ich postawy. Rozmawiał Jaromir Kruk




