Dzienniczek Sobola
Paweł Sobolewski trochę w Koronie Kielce pograł, w sumie zaliczył 177 występów w ekstraklasie. Dziś jest trenerem Mazura Ełk, ale nie patrzy z obojętnością na wątpliwe wyczyny żółto-czerwonych w tym sezonie.
Spadek Korony z ekstraklasy boli?
Paweł Sobolewski: Pewnie, że tak. Nie da się ukryć, że od pewnego czasu pojawiały się jakieś symptomy. Z tego co czytałem, śledziłem zauważyłem, że za dużo było znaków zapytania. Wątpliwa jakość transferów, zły dobór zawodników, jakiś chaos… Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, a spadek jest tego pokłosiem. Zobaczymy co będzie dalej, a z pierwszej ligi awansować nie jest łatwo. To istna droga przez mękę.
Którzy zawodnicy Korony zawiedli ciebie najbardziej?
Liczby są bezwzględne. 15 meczów bez strzelonych goli, fatalna skuteczność, mało stwarzanych sytuacji. Mało pozytywów takich jak choćby świetny Petteri Forsell.
Brakowało charyzmy w szatni?
Nie byłem dawno w szatni Korony. Nie wiem jakim kapitanem jest Adnan Kovacević, ale te przepychanki z nim odnośnie gry w lipcu nie wystawiają ani jemu, ani Koronie najlepszego świadectwa. Za moich czasów, szczególnie Bandy Świrów mieliśmy super atmosferę, dużo rozmawialiśmy ze sobą. Jeden by poszedł za drugiego w ogień, nie było podziałów na Polaków i obcokrajowców, a rośliśmy dzięki wynikom. Jestem za daleko by oceniać atmosferę w dzisiejszej Koronie, ale każdy kibic patrzy na tabelę.
W Ełku podobno jest zdolny trener. Ma aspiracje pracy w Koronie?
Bez wypuchy proszę. W Mazurze jestem grającym szkoleniowcem i chcę zbudować coś fajnego. Zaznaczam, że klub nie dysponuje furą kasy. Chcemy stawiać na swoich i dawać radość sobie, kibicom. Odchodziłem z Mazura z 20 lat temu, a jak wróciłem zastałem jeszcze gorsze warunki. Obecnie widzę poprawę, nowy, ambitny zarząd stara się by wszystko było poukładane. Jedni odchodzą, inni przychodzą. Nie zamierzamy przebijać finansowo bogatszych od nas klubów z okolic, ale też nie będziemy funkcjonować na wariackich papierach.
Masz autorytet u piłkarzy Mazura?
Znają mnie dobrze, z wieloma grałem wcześniej, zanim zostałem trenerem. Zebrała się fajna grupa, która chce pracować, bawić się piłką i rozwijać sportowo. Nikt nie robi łaski, że broni barw Mazura. Nie jest też powiedziane, że wiecznie będę trenerem, ale podchodzę do tego z optymizmem.
Na jakim trenerze się wzorujesz?
Jak grałem w Koronie prowadziłem sobie zapiski z treningów, ciekawe prowadzili na przykład Leszek Ojrzyński i Martin Rojo Pacheta. Wszystko jest w dzienniczku, do którego chętnie sięgam. Oczywiście piłka nożna cały czas się zmienia, nie można stać w miejscu, ale doświadczenia z ekstraklasy się przydają. Korona dużo mi dała i teraz smutno się oswoić z myślą o jej spadku. Wierzę jednak, że się odbuduje, wróci do elity, a z całego serca pozdrawiam kibiców z Kielc, którzy są z Koronką na dobre i złe. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Michał Chwieduk






